niedziela, 18 września 2011

Miła odmiana

W czwartek wszystko się odmieniło ("ciekawe na jak długo?" - zastanawia się mama). Kiedy rodzice odbierali mnie z przedszkola to wybiegłam do nich w podskokach. Zaczęłam w końcu opowiadać w co się bawiliśmy, co robiliśmy itd... Na początku tamtego tygodnia wszystko było osnute tajemnicą (nawet przestałam mówić co było na obiad). Nikt nie mógł ze mnie nic wyciągnąć. W piątek rano obudziłam mamę stwierdzeniem "Ja nie chcę do przedszkola", a później jak mama otworzyła oczy to mnie nie było, Lenia spała, a tatuniek czekał z gotowym śniadankiem. Mama podobno była zaskoczona, bo do tej pory musiała wspomagać tatę przy wyjściu bo ja marudziłam. Okazało się, że ja i tata zapomnieliśmy tylko o czesaniu (zawsze kucyki robiła mama, a wtedy nie chcieliśmy jej budzić). Poza mamą nikt nie zauważył, że jestem nieuczesana. Gdy po mnie przyszli to pierwszy raz musieli poczekać. Mi się wyjątkowo nie spieszyło. W sobotę rano gdy okazało się, że nie idę do przedszkola to prawie się popłakałam bo "ja chcę do przedszkola".
Na resztę dnia rodzice zaplanowali spacerek po lesie. Zbieraliśmy szyszki, żołędzie, kasztany, patyczki, kamyczki i wspinaliśmy się po góreczkach i skałkach. Później wybraliśmy się na obiad, plac zabaw i lody. W domu okazało się, że najbardziej zmęczona była Lenka i mama. Lenka noszona cały dzień przez tatuńka usnęła razem z mamą. Po jakimś czasie mamę udało się zmoblizować do robienia jesiennych ludków (to był jej pomysł i mi to obiecała). Lenka przespała całą imprezę i wcale, a wcale nie chciała się obudzić. Dopiero kąpiel  "postawiła ją na nogi".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz