wyścigi
Najgorsze
już za nami. Gładzie, zrywanie podłogi, wylewka wiążą się z toną kurzu w
domu. Ten pierwszy, najgorszy bałagan już mama pokonała. Pokój ma nową
podłogę, tata kończy malować ściany... Przed nami jeszcze zakup nowych
mebelków i ich skręcenie (to zadanie dla naszego BOHATERA domu). Wtedy
do akcji wkroczy mama i poukłada nasze rzeczy na ich nowych miejscach.
Do tego czasu żyjemy w totalnym chaosie. Ponieważ pan zabrał nasze
mebelki to za szafę robi stare łóżko Mai. Ponieważ i ono zmieni
właścicielkę to nasze ubrania wylądują na kanapie - takie przekładanie i
ogarnianie bałaganu. W tle tego wszystkiego toczy się nasze normalne
życie. Co prawda Lena z powodu kataru siedziała w domu (i pomagała, ku
mojej zazdrości, malować ściany). Ja dzielnie chodzę do przedszkola i
na wszystkie moje zajęcia. Powiem, że polubiłam balet. Wszystkie
dziewczynki mają takie same stroje i jest pani grająca na pianinie.
Na
początku zajęć siedzimy na matach i śpiewamy piosenki, a później sobie
hasamy- znaczy tańczymy. W czerwcu mają się odbyć występy na scenie.
Napawa mnie to ogromnym lękiem i sama nie wiem czy starczy mi odwagi. Na
zajęcia chodzę z moją o rok młodszą sąsiadką, Zosią. Gdy ona chorowała,
a w ostatnim okresie zdarzało się to często, odczuwałam małą tremę.
Przecież byłam tam zupełnie nowa. Teraz biegnę zadowolona i nie chcę się
spóźnić.

Udało nam się pospacerować po lesie. Mi i Lence szybko zaczęło się to nudzić. Mama wymyślała coraz to nowe zabawy. Najbardziej spodobała nam się jazda na rowerze na czas, a później wyścigi. Jak najpierw prosiłyśmy żeby wracać do auta, tak później nie mogli nas z lasu wyprowadzić. Dopingowaliśmy też ciocię Kasię w biegu na 10 km, dała radę i uzyskała całkiem niezły wynik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz