czwartek, 16 kwietnia 2015

wyścigi

Najgorsze już za nami. Gładzie, zrywanie podłogi, wylewka wiążą się z toną kurzu w domu. Ten pierwszy, najgorszy bałagan już mama pokonała. Pokój ma nową podłogę, tata kończy malować ściany... Przed nami jeszcze zakup nowych mebelków i ich skręcenie (to zadanie dla naszego BOHATERA domu). Wtedy do akcji wkroczy mama i poukłada nasze rzeczy na ich nowych miejscach. Do tego czasu żyjemy w totalnym chaosie. Ponieważ pan zabrał nasze mebelki to za szafę robi stare łóżko Mai. Ponieważ i ono zmieni właścicielkę to nasze ubrania wylądują na kanapie - takie przekładanie i ogarnianie bałaganu. W tle tego wszystkiego toczy się nasze normalne życie. Co prawda Lena z powodu kataru siedziała w domu (i pomagała, ku mojej zazdrości, malować ściany). Ja dzielnie chodzę do przedszkola i  na wszystkie moje zajęcia. Powiem, że polubiłam balet. Wszystkie dziewczynki mają takie same stroje i jest pani grająca na pianinie. Na początku zajęć siedzimy na matach i śpiewamy piosenki, a później sobie hasamy- znaczy tańczymy. W czerwcu mają się odbyć występy na scenie. Napawa mnie to ogromnym lękiem i sama nie wiem czy starczy mi odwagi. Na zajęcia chodzę z moją o rok młodszą sąsiadką, Zosią. Gdy ona chorowała, a w ostatnim okresie zdarzało się to często, odczuwałam małą tremę. Przecież byłam tam zupełnie nowa. Teraz biegnę zadowolona i nie chcę się spóźnić.
Udało nam się pospacerować po lesie. Mi i Lence szybko zaczęło się to nudzić. Mama wymyślała coraz to nowe zabawy. Najbardziej spodobała nam się jazda na rowerze na czas, a później wyścigi. Jak najpierw prosiłyśmy żeby wracać do auta, tak później nie mogli nas z lasu wyprowadzić. Dopingowaliśmy też ciocię Kasię w biegu na 10 km, dała radę i uzyskała całkiem niezły wynik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz