W końcu się rozkręciło i ostatnie dni były pełne wrażeń. W piątek odbyły się urodziny Maryśki, to już trzecie. Od rana nie mogłam się doczekać, aż przyjdą po mnie i wezmą na kule (bo tam miała być imprezka).
-----------------------------------------------------------------------------To cała nasza paczka (Krysia, Marysia,ja, Ola i Tomek)----------------------------------------------------------------------------
Mamę i Lenkę zostawiłam w domu, tata był w pracy więc hulaj dusza. Wyszalałam się, najadłam słodyczy i chyba śmiało można powiedzieć że to była niezapomniana impreza. Nawet wszystkie ciocie bawiły się wyśmienicie, ale nie lepiej od nas (chociaż??). Marysia zaprosiła całą paczkę z podwórka, była Ola i Krysia, Tomek, Marychna i Ja.
W sobotę (3.XII) rano okazało, się że Święty Mikołaj przyniósł mi prezent. Zostawił też długi list, w którym wyjaśnił mi swój pośpiech. Wszystko przez bałagan jaki zrobiły wróżki, elfy i aniołki. Przez to zamieszanie Mikołaj miał dużo więcej pracy i wszystko mu się pomyliło. Prezent nie był do końca taki jaki sobie wymarzyłam, ale i tak polubiłam mojego psa. Pies nazywa się Ola, ale nie umiem powiedzieć czemu padło na to imię. Oczywiście to zabawka, ale i tak czasem w ferworze zabawy do niej gadam i chętnie jej pomagam w pokonywaniu przeszkód. Gdy mama się zapomni to chętnie jej przypominam, że to tylko zabawka. To nie koniec dziwnych zdarzeń. Dziś (niedziela) przyjechał do nas dziadek i ciocia Karinka. Nic w tym nadzwyczajnego, ale po drodze napotkali na straszną mgłę. Myśleli, że się zgubili, aż tu nagle widzą czerwone światełko. Okazało się, że to był nos Rudolfa. Spotkali samego Świętego Mikołaja, a on im wręczył resztę zagubionych prezentów. Dostałam tyle rzeczy, że mama aż pobladła (bo już nie mamy gdzie tego układać). Dla Lenki też było parę drobiazgów. Ona gości przywitała nieufnym spojrzeniem, dawno ich u nas nie było, nic więc dziwnego. Po jakimś czasie gadała z nimi i śmiała się, sprawiając radość wszystkim. O 16 poszłam z ciocią do teatru na Jasia i Małgosię. Bilety to był prezent, który Mikołaj przyniósł babci Ani (niezły bałagan - jeszcze jedna część prezentów przez pomyłkę trafiła do babci Krysi i Karina mi je przywiozła). Przedstawienie było niczego sobie. Podobały mi się wiewiórki, smakowity domek baby Jagi, to że Jaś sam się uwolnił i że kot karmił Małgosię. Nie podobała mi się baby Jaga i jak zrobiło się ciemno na sali. Na koniec biłam brawo razem z moją ukochaną kuzynką Malwinką (ona i Miki tez dostali takie bilety). Później przyszły panie śnieżynki, które zaprosiły Mikołaja i jego brata (który wygląda tak samo). Oni wręczyli dzieciakom pudła ze smakołykami i reniferkiem. Po powrocie do domu było mi nieco przykro, bo nie mogłam iść z moją ukochaną kuzynką do babci. Chyba za bardzo płakałam i mama myślała, że jestem zmęczona i nie pozwoliła mi iść. Później udowodniłam jej jak bardzo była w błędzie. Dziś pierwszy raz kapałam się z Leną. Najpierw było fajnie. Lena pluskała nogami i rękami, ale później mnie wkurzyło że zajmuje tyle miejsca i że wszyscy się skupiają na niej. Po kąpieli ciocia i dziadek pojechali. Ja z Lenką nie dawałam za wygraną. Wieczorynka, czytanie bajek, rozmowy z mamą, a my wcale, a wcale nie byłyśmy śpiące. Ja robiłam "buuu", a Lenek się śmiał. Mama nas musiała rozdzielić, żebyśmy mogły usnąć. Jutro mam wcześnie wstać bo czeka mnie wyprawa do przedszkola (JA NIE CHCĘ DO PRZEDSZKOLA!!). Podobno we wtorek też ma przyjść tam ten Święty Mikołaj- czyste szaleństwo.
--------------------------------------------------------------------------------------------------ZDJĘCIA-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz