niedziela, 21 października 2012

"...Kiep ten, kto da dmuchać sobie w kaszę!" to krasnoludki powiedziały do Skrobka


Widok z "okna" taty pracy. ZDJĘCIA


W poprzednim wpisie zabrakło parę słów o mojej pasji do książek. Bardzo lubię, gdy mama wieczorami czyta mi książki. Mam już swoje ulubione, gdzie na pewno znajdą się "Dzieci z Bullerbyn". Gdy mama się zapyta czy inne mi się nie podobały, to w sumie okazuje się, że i "Karolcia", "Heidi", "Mikołajek" itd... też mi się podobały. Nawet ku wielkiemu zdziwieniu mamy podoba mi się obecnie czytana książka "O krasnoludkach  i sierotce Marysi". Mama mi musi wiele rzeczy tłumaczyć, bo to jakimś dziwnym językiem jest pisane. Bo ta pani co napisała tą książkę to żyła dawno temu, a wtedy tak dziwnie się gadało. Z tego zamiłowania do słuchania wyszło też moje zainteresowanie do literek, których chętnie się nauczyłam. Czasami mi się jeszcze mylą, ale ostatnio nawet się dowiedziałam że jest "u" i "ó". To wszystko jest bardzo skomplikowane, ale z każdym dniem nabiera większego sensu. Te wszystkie literki zaczynają układać mi się w wyrazy, a wyrazy w zdania. Umiem też literować z głowy różne wyrazy np. KOŃ się pisze kuń, hmm a może kóń. To wcale nie jest proste, chyba jeszcze trochę poćwiczę. Z resztą nie prędko zrezygnuje z literatury czytanej przez mamę. Tata też nam czyta, ale jednak to nie to samo. Może dlatego, że mama ma większą wprawę. Tata przecież często wyjeżdża do pracy. Teraz go już nie ma bardzo długo, a mama mówi że nie prędko przyjedzie. Tęsknie coraz bardziej i nawet kazałam mamie zadzwonić do niego do pracy i odwołać mu tą pracę. Podobno tak się nie da. Jak ja jestem chora, albo jak jedziemy do Krakowa to jakoś można zadzwonić do przedszkola i powiedzieć, że mnie nie będzie. Co do mówienia to muszę nieskromnie powiedzieć, że ja w wieku Leny miałam nieco bogatszy zasób słówek. Co prawda jak się z nią przebywa tak długo jak  ja i mama to doskonale wiemy, że
- mama to mama lub tata
- maba to ja lub baba
- bama lub baba to baba
- tata to zazwyczaj tata
Choć czasami nie wiedzieć czemu pani w sklepie też może być mama, bama, maba... Poza tym ja Lenę rozumiem najlepiej np. :
L: ble ble
M: Mamo bo Lena mówi, że jestem pralka.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie pisałam. Lena mnie strasznie bije. Mama mówi, że ona tak mnie zaczepia, czasami z zazdrości, albo walczy o jakąś rzecz. Co nie zmienia faktu, że ja ciągle obrywam. Bez wstydu dodam, że jej czasami oddaję. Trzymałam nerwy na wodzy długo, ale ile można obrywać od malucha?? Dziś dostałam po głowie plastikową kuchenką, że nie uciekałam (bo wygodnie mi się leżało) Lena mnie prała i prała. Ja płakałam, ale dalej sobie leżałam, więc Lena mnie uszczypnęła w policzek, więc ja w krzyk. Skończyło się tak, że Lena
już miała dość mojego płaczu i sama się rozbeczała. Co mama na to?? Chyba sama już nie wie co robić. Bo Lena i ją biła. Tłumaczenia na niewiele się zdały, pomogło ignorowanie i zagadywanie. Ja tak nie umiem, od razu wołam "Mamo ona mnie bije", a Lena chyba tylko  na to czeka. Łobuz jeden!!

Spacerową porą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz