czwartek, 20 lutego 2014

Walentynki, dobre maniery, foszki i książki

 Tata wrócił z pracy i dostałyśmy bukiecik z okazji Walentynek:



Dobre maniery:
Lenka ma różnie z tymi manierami. Raz zje śniadanie, zaniesie talerzyk do kuchni i powie "dziękuje mamumsiu, było pyszne". Czasami zapytana, szczerze odpowie:
- Jak Lenko smakowała Ci zupka?
- Była ohydna.
ZDJĘCIA
Czasami ładnie prosi, a bywa tak że bierze nie swoje rzeczy bez pytania. W sumie to ma przechlapane, bo przecież większość rzeczy i zabawek jest po prostu moja. Często u nas słychać okrzyki "to moje!", albo grzeczne zapytania "czyje to Maju??". Oczywiście gdy jej odpowiem zaczynają się łzy i zaklinanie, że to nie moje, a jej. Trudna sprawa z tymi dzieciakami. Cóż musimy się dzielić i na ogół nam to wychodzi. W ostateczności interweniują rodzice. Tłumaczą, a gdy to nie pomaga to zabierają konfliktową rzecz. Tak, tak Lenie trzeba wiele tłumaczyć i trzeba jej ustępować. Mądrość przychodzi z wiekiem, więc muszę być mądrzejsza. Chociaż moja siostrzyczka też miewa jej przebłyski: "no dobze, plose Maju", "okej podziele się" itd....Z tą mądrością i manierami to jest tak, że raz są, a innym razem rodzice muszą nam o nich przypominać:

Tata: Lenko, jak ty pięknie zjadłaś śniadanko. Daj wezmę twój talerzyk.
Lena: Aha
T: Co się mówi Lenko?
Lena patrzy na tatę zdziwiona.
T: Dzię
L: Dzię?
T: Dzię-ku
L: Dzię-kuchnia??

Foszek:
Foszek to jedna z opcji u każdego człowieka. My jako małe kobietki mamy ich całą masę. Foszki często nie mają logicznego uzasadnienia. Po prostu pojawiają się nagle. Wtedy dziecko bywa marudne, zanika cała jego mądrość i zacina się na zwrotach "nie", "nie zrobię", "głupia/i jesteś" (co grozi karą, w zależności czy foszek jest wybuchowy, trwa za długo i jest mocno przesadzony). U Leny poza mądrością rozwija się rozśmieszjący spryciarz i wymyśliła zwrot, który aż tak bardzo nie złości rodziców "głupotką jesteś" (do tego poważna mina, spojrzenie spode łba i jeszcze uniesiony palec wskazujący). Używa też, w różnych sytuacjach, swoich ulubionych zwrotów: "ha ha ha, ale zabawne", "ha ha ha, ale śmieszne". Foszek pojawia się z znikąd, i też nagle znika, ciach prach i mamy dobry nastrój.

Książki:
Od jakiegoś czasu mama bije się z myślami czy nie zrobić listy książek, które mi przeczytała. Jest ona coraz dłuższa i na pewno, nie wszystkie już pamiętamy (bo nie wszystkie warto). Część książek przywozimy od babci Krysi, rzadko kupujemy, czasem dostajemy, a najczęściej chodzimy do naszej ulubionej biblioteki. Ja, a nawet Lena lubimy te wyprawy. Wcale nie trzeba być tam bardzo cicho. Jest tam stolik, kartki, kredki, gry, puzzle, a także wielka waliza z zabaweczkami (wszystko to przynoszą tam dzieci), dla starszych dzieciaków w niewielkiej czytelni są komputery. Mogę buszować między półeczkami i wybierać sama książki. Niektóre podzielone są pod kątem wieku dzieciaków. Inne książki są poukładane według autorów - tych mama nie pozwala wyciągać. Bardzo lubię kryminały, bo ja to mam taki zmysł detektywistyczny. Chociaż mama uważa, że te zmysły to mam dzięki Hani Humorek. Jest to moja jedna z ulubionych bohaterek. W jednej z części twierdziła, że ma moc przewidywania, więc i ja odkryłam w sobie magiczne moce (np. jedziemy autem i zatrzymujemy się na przejeździe kolejowym i wiem że pojedzie pociąg). Mimo, że poznałam już wielu bohaterów książek to moją ulubioną książką są "Dzieci z Bullerbyn". To była jedna z pierwszych z poważnych książek, które przeczytała mi mama. Później wielokrotnie słuchałam audiobooka. Ten tydzień w przedszkolu poświęcony jest ulubionej lekturze. Wybrałam więc moją ukochaną książką, a wczoraj powstały moje własne (no troszkę mama mi pomagała) ilustracje do niej.
Moją "książkę" zaniosłam do przedszkola, a jeśli się spodoba to pójdzie na wystawę do naszej biblioteki. Ostatnio była wystawa kotów, bo przecież był dzień kota. Innym razem rysowaliśmy ilustracje do wierszy Tuwima i nawet uczyliśmy się ich na pamięć. Każdy miał swoje role, ale ponieważ było tyle prób to chyba wszystkie znałam na pamięć. W przedszkolu są duże i małe przedstawienia. Te duże (jak jasełka) są z myślą o rodzicach, a jak są małe to pokazujemy je albo innym dzieciakom z przedszkola, albo przychodzą dzieci z pobliskiej szkoły. Oni czasami też mają dla nas występy. Starsze dzieci ze szkoły przychodzą i czytają nam książki. Lubię czytać, chociaż sto razy bardziej lubię jak mi się czyta.

2 komentarze:

  1. Też czytamy "dzieci z buberby", ale u nas trzy książki naraz w zależności od chęci i humoru ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne ilustracje do książki! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń