Pójdźmy wszyscy do lodówki
Do kotleta i parówki
Powitajmy schabowego i ogórka kiszonego
Powitajmy schabowego i ogórka kiszonego.
Skoro zaczęłam od spraw kościelnych to przytoczę jeszcze pewną rozmowę jaką odbyłam podczas powrotu z basenu:
Ja: Mamo, a co to ta Wielkanoc?
Mama: Jest to święto upamiętniające Zmartchwystanie Pana Jezusa(...) włożyli Mu koronę cierniową (...) niósł krzyż(...) umarł(...)zmartchwywstał.
Ja: Czemu Go ukrzyżowali?
Mama: Bo mówił, że jest synem Bożym, a nie wszystkim się to podobało(...). Robił różne cuda: chodził po wodzie, zamienił wodę w wino itd...
J: Ja też chce robić cuda, chcę być Jezusem. Mamo czy mogę być Jezusem?
M: Nie...
J: Czemu nie mogę być Jezusem?
W naszą rozmowę wtrąciła się Lena, która do tej pory nuciła coś pod nosem:
Lena: Bo jesteś GŁUPIA!!!
Jak już wspomniałam, byliśmy na basenie. Nie jeździmy tam często, bo jest on oddalony od naszego domu o jakieś 50 km, a szkoda. Także jeździmy średnio raz na miesiąc i jest to wielkie wydarzenie. Bardzo mi się tam podoba, zwłaszcza odkąd mogę sama zjeżdżać rurami. Lena też jest zadowolona, a jej opinia o ostatniej wyprawie jest taka: "Tatuś fajnie pływa, a mama brzydko". Pewnie dlatego, że z tatą można bardziej poszaleć. Mama to pilnuje, żeby woda nie chlapnęła do oczu, albo żeby się jej nie napić. Z tatą jest inaczej... Po dwóch godzinach szaleństwa w wodzie rodzice musieli podstępem nas wyprowadzić z basenu.
Tłusty czwartek:
| Dziadek Janusz wysłał nam zdjęcie (pra)babcinych pączków. |
Jestem szczęśliwa, że istnieje takie święto. Chociaż nieco rozczarował mnie fakt, że jest tylko raz do roku, a nie co tydzień. Mama opowiadała, że jak była mała to babcia Stasia smażyła bardzo dużo pączków, ze 100, albo więcej. Nadzienie było różane, a posypane były cukrem pudrem, najlepsze na świecie. Babcia smażyła ich dużo, ale szybko znikały, bo chętnych na nie było sporo. Ja w tym roku zjadłam chyba 4 wielkie pączki i poziom cukru w moim organiźmie spowodował, że zachowywałam się nieco dziwnie. Po tej dawce energii rodzice wzięli mnie do sklepu, żeby zakupić mi buty. Bardzo mi się to podobało, w każdej przymierzonej parze butów robiłam rundkę próbną. Gdy mama szukała kolejnego pudełka z butami, ja z błyszczącymi oczkami chichocząc uciekałam przed nią. Żałuję tylko tego, że ona nie chciała mnie gonić. Zakupy zakończone sukcesem, mam świecące adidasy.
Rozmowa po zakupach:
- Mamo, a następnym razem to kupimy te białe, jak będą czarne?
Poziom cukru opadł...
![]() |
| Zdjęcia |
Za oknem wiosna, a za nami piękny spacer przełomem Warty. Znaleźliśmy pierwszą w tym roku skrzynkę i nazbieraliśmy bazie, które teraz ozdabiają nasz domek.
| Tak Lena spała po spacerze |

Super fotki!!
OdpowiedzUsuń