sobota, 8 marca 2014

Oto Alferd i jego sąsiadki

Alfred z Mięty


Ostatnie dwa tygodnie są jakieś inne. Normalnie tata jedzie do pracy i nie ma go dwa, trzy czasami cztery tygodnie w domu. Ostatnio wychodzi rano i wraca popołudniu. Ja go witam z wielkim entuzjazmem w przedpokoju: "mój Tatuś!!!", "mój kochany Tatuś". Rzucam mu się na szyję, a później przyklejam się do jego nogi. Z jednej strony tatuś to bardzo lubi, ale jeśli przesadzam z tym wiszeniem na nodze (chociaż powinien się cieszyć, że to nie Maja bo ja jestem bardziej poręczna) to po jakimś czasie grzecznie mnie wysyła do jakiegoś zadania. Czy to przesada wisieć na jego nodze (a podczas postojów skakać i krzyczeć) od drzwi wejściowych, przez kuchnię, duży pokój, łącznie z wizytą w łazience? Najczęściej wtedy słyszę, żebym poszła do Majki, albo coś porobić. Rodzice wstają teraz w nocy, a mama nawet była pierwszą klientką w budce z pieczywem. Pani Dorotka (sprzedawczyni) nie poznała mamy od razu, a jak w końcu ją rozpoznała (pod rannym kapturowym kamuflażem) była zaskoczona ("Co pani tu robi o tej porze?"). Myślę, że ten fakt zaskoczy jeszcze parę osób. Mama o 5:34 w budce z chlebem? Dziwne, ale przecież po osobie która trzyma krasnala ogrodowego w kuchni można się wszystkiego spodziewać. Alfred z Mięty,
Grzeczna Jaga
Bezczelna Jaga

któregoś dnia zapukał do naszych drzwi (po paru minutach dołączył do niego dziadek Janusz). Najpierw ja się z nim zaprzyjaźniłam, a to wielkie uczucie zakończyło się interwencją chirurga (czyli taty) i tubki kleju. Od tej operacji Alfred mieszka w kuchni w otoczeniu mięty, bazylii, melisy albo tego czego mama nie przeleje lub nie ususzy. Alfred wyhodował sobie pomidora, tzn pojawiła się łodyga i liście, a czy mama jej nie przepoi tego jeszcze nie wiemy. Krasnal ma dwie bliskie sąsiadki i 5 dalszych. Dwie mieszkają u nas przez przypadek. Leciały na Łysą Górę na zlot czarownic, ale coś im się pomyliło i przyleciały do nas. U nas przecież jest Jasna Góra. Mieszkały najpierw w naszym pokoju, ale troszkę się ich bałyśmy i wyprowadziłyśmy je do kuchni. Jedna z nich jest bardzo bezczelna. Gdy ktoś stuknie, puknie garnkiem czy kubkiem ta wybucha śmiechem i złowrogo mruga czerwonymi oczami. Mama brzdęk, a ta "buahaha". Wtedy mama się jej pyta "ze mnie się śmiejesz?" itp... Ponieważ baba Jaga często się z niej śmieje to mama w rewanżu poluzowuje jej baterie.
5 Anielic
Druga Jaga fruwa spokojnie pod sufitem i jest zdecydowanie lepiej wychowana od pierwszej. Zostało jeszcze pięć anielic. Dwie pochodzą z Kęt, ulepiła je mama cioci Ani. Byliśmy tam raz w odwiedziny (tam mieszka pies z podbitym okiem). Reszta anielic pochodzi z Zakopanego, Olsztyna i Torunia. To początek góry lodowej. Innym razem opiszę duży pokój. Poczekam na dzień, w którym tatuś zostanie natchnięty i dokończy źródło mocy, a mamę napłynie wystarczająca ilość siły i skończy umeblowanie.




1 komentarz:

  1. Piękna opowieść! Rozumiem, że w przypadku wizyty u piekarza o 5.34, autorka opowiedziała senne marzenie lub jest to licencia poetica, do czego ma pełne prawo... Zachodzi też inna możliwość - czasem, gdy wraca się z imprezy, często spotykamy właścicieli sklepów otwierających je bladym świtem dla klientów. Się przypomina stara piosenka Bogdana Smolenia: http://www.youtube.com/watch?v=Ab4WGQo4h34&hd=1
    Pozdrowienia dla załogi!
    Oglądalski

    OdpowiedzUsuń