
Padł kolejny rekord. Cały styczeń byłam zdrowa, poza małym katarkiem. Mimo to, opuściłam nad programowo 3 dni w przedszkolu. Wszystko przez wizytę u babci Krysi. Spędziliśmy parę dni w Krakowie, były one ciekawsze dla moich rodziców niż dla mnie. Ciągle coś załatwiali, albo z kimś się spotykali. Ja się nie nudziłam, bo czas spędzony z babcią jest bezcenny. Podobno nawet jestem lepsza w naciąganiu babci, na słodycze, od cioci Karinki (jak była mała). Babcia na takie uwagi tylko się uśmiecha. Miałam też okazję zobaczyć żłobek, w którym pracuje ciocia Karinka. Jak to zwykle bywało w moim przypadku, a teraz powtarza się w przypadku mojej siostrzyczki wszystkie pierwsze zmiany wprowadza nam ciocia Karina. Mama dawała Lence malutkie ilości marcheweczki, a ciocia odważnie kupiła zupkę i kleik dla takich malców jak ona (Lena oczywiście). Efekt jest taki, że Lena zajada się tymi nowościami, aż miło patrzeć. Od 3 dni coś jej jednak dokucza. Może to wyrzynające się ząbale, albo brzuchol musi się przyzwyczaić do trawienia nowych rzeczy (bo nie tak łatwo zrobić zlepioną kupkę). Tak czy siak Lena nam marudzi w dzień, a i w nocy czasami nie daje pospać. O zębach piszę w liczbie mnogiej bo wygląda na to, że będą dwa dolne. Jednego już widać, a drugiego znacznie lepiej czuć. Rodzice podejrzewali, że i góra zaczyna wyłazić, ale to raczej tylko im się tak zdawało. Chciałam jeszcze jedno słówko o Lence, o tym jak ona lubi muzykę. Na łezki smutku ma swoją ulubioną piosenkę ("Idziemy na jagódki"), gdy ta zawiedzie to trzeba przytulać i nosić. Ja też miałam taki swój hicior, który rodzicom bokiem wychodził ("Wędrowali szewcy"). Do usypiania Lenka też ma dwa swoje ulubione utwory, które słychać od rana do nocy. Lubi też utwory klasyczne gdzie słychać fortepian, to też ją uspokaja. Już koniec o mojej siostrzyczce.
Teraz o ważnym wydarzeniu, na którego efekt (na zdjęciach) czeka babcia Krysia i ciocia Karinka. Ja nigdy nie przepadałam za czesaniem włosków. Mamie raczej brak talentu do robienia fryzur (najlepiej wychodzi to Karince). Ostatnimi dniami moja ulubiona fryzura to włosy rozpuszczone z opaską lub spineczkami. Gdy mama mnie czesała, a ja marudziłam to zawsze proponowała wizytę u fryzjera. Ja raz się zgadzałam, raz nie. No i stało się raz wieczorem się zgodziłam, rano potwierdziłam i mama umówiła mnie do fryzjera. Strach obleciał wszystkich, którzy znali mój plan ścięcia włosów "jak Marysia" (a Marysia ma "na BOBA"). Kto nie wie to Maryś ma krótką fryzurkę, choć teraz marzy o długich włosach jak księżniczka. Kiedy Mama przyszła po mnie do przedszkola, ja oznajmiłam że nie chcę ścinać włosów. Nie wiem jak, ale mama mnie przekonała do wizyty u fryzjera i do nieco dłuższej niż planowana fryzurka. Fajnie było dopóki nie usiadłam na specjalnym fotelu. Pani zaczesała mi włosy i ciach, a ja na to "Już nie chcę, chce zejść". Oj mama musiała się nagadać bym wysiedziała te 8 minut. Dałam radę, a fryzurę skwitowałam "nie podoba mi się, brzydko". Pani zapłaciłam i podziękowałam. W domu już się chwaliłam przed tatuniem i Lenką, a po godzinie oznajmiłam "wiesz mamo, już mi się podoba. Już mam lepszy humor".
Jak mama i ciocia Karinka były małe to babcia Krysia tez je zabierała co jakiś czas do fryzjera. Zakład ten znajdował się na Jagielońskiej. Było tam zawsze dużo fryzjerek i dużo klientek. Panował gwar, panie plotkowały, suszarki i inne sprzęty huczały. Gdy ciocia Karinka zasiadała na fotelu to wszystkie pracujące tam panie zlatywały się by pooglądać bujne i piękne włosy małej dziewczynki. Ciocia tego nie znosiła, a mamie było chyba smutno że jej włosy są takie nieciekawe. Ulubiona i znienawidzona fryzura mamusi z czasów dzieciństwa to "na bułeczkę" (na cześć ulubionej książkowej bohaterki). Mama ją przestała lubić, gdy marzyła o długich włosach, a babcia Krysia nadal kochała króciutkie włosy swojej córeczki. Mama koniecznie musi mi pokazać swoje zdjęcie w tej fryzurze i w okularach z grubymi czerwonymi oprawkami. Budzi powszechny uśmiech na twarzach oglądających. Wiedziałam, że zapomniałam o czymś napisać. Moja mama miała urodziny, ma już TRZY i O. Choć na torcie nie wiedzieć czemu zapaliła sobie jeden i dwa. Ja niedługo będę mieć już 4 "będę starą babą".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz