sobota, 21 stycznia 2012

"Ukochamy, uściskamy i podarujemy kwiat" czyli dzień Babci, Dziadka i nie tylko...

Ostatni tydzień był bardzo emocjonujący. Napadało dużo śniegu i mogłam się saneczkować. Do przedszkola mama brała sanki i razem ruszałyśmy na góreczki, gdzie raz spotkaliśmy się cała podwórkową paczką. W środę, w naszym przedszkolu, odbył się bal karnawałowy. Byłam przebrana za turecką tancerkę ("tancerka z pieniążkami"). Były tańce, konkursy, zgadywanki i wyśmienicie bym się bawiła, gdyby nie ta głośna muzyka. Po jakimś czasie się przyzwyczaiłam i było już ok. W czwartek późnym wieczorem przyjechała babcia Krysia. Była bardzo przejęta, gdyż autobus, którym jechała miał wypadek. Wszystko przez śliską drogę. Mimo zderzenia czołowego z samochodem osobowym i na dodatek sczepieniu z tirem, nikomu nic się nie stało (na całe szczęście). Tylko dwie szyby potłukły się w drobny mak. Dużo można by jeszcze o tym opowiadać bo "akcja ratunkowa" budziła wiele zastrzeżeń. Policja spisała co miała spisać i pojechała, zostawiając dwa pasy nieprzejezdne (zamknęli tyko ruch żeby już nikt na tą górkę nie próbował wjechać). Pasażerowie, nie mogąc się doczekać na piaskarkę sami znaleźli jakiś żwir i sypali pod koła pojazdu. Kierowcy autobusu i tira jakimś cudem rozczepili pojazdy. Kolejne kilometry jechali bez szyb. Z dużym opóźnieniem babcia dotarła do Częstochowy.
Cała ta jej wyprawa miała miejsce tylko dlatego, że w piątek mieliśmy przedszkolne uroczystości z okazji dnia BABCI i DZIADKA. Jak to wypadło?? Ja jestem z siebie zadowolona. Rodzice oglądając nagranie z kamery pękali ze śmiechu. Mama zapowiedziała, że więcej nie pożyczy mi korali (bo ją tak ładnie poprosiłam...). Podobno koralami można się udusić. Nieładnie też jest robić sobie masażu języka podczas takich występów. Mama mówiła wcześniej żebym rączek nie wpychała do buzi. Za to swoją kwestię powiedziałam ładnie, choć  na zakończenie dodałam kilka głupich min. Myślę, że sprawiłam wszystkim dużo uciechy. Później babcie i dziadek Marek byli na proszonym obiadku, który przygotował tatuniek. Mama i ja miałyśmy przygotowane przedstawienie o Smoku Wawelskim. Ja w stroju krakowianki (który nosiła moja mama jak była taka mała jak ja) lekko zawstydzona zaprosiłam widzów na spektakl. Później trema mnie całkiem zjadła i tylko trochę mamie pomogłam. Dodam, że scenografię przygotowałam z mamusią, a nasi "aktorzy" zostali zaprojektowani i wykonani przez dziadka Janusza (ja oczywiście pomagałam kolorować). W takiej miłej i wesołej atmosferze minął piątek.
zdjęcia
W sobotę mieliśmy wyruszyć do Stalowej Woli. Po czwartkowych wydarzeniach i nie najciekawszej pogodzie jaka się zapowiadała zrezygnowaliśmy z tego wyjazdu. Za to odwiedziliśmy szopkę na Jasnej Górze i oglądaliśmy choinki z ozdobami zrobionymi przez dzieci z różnych szkół. Zachwycaliśmy się pomysłowością np. łańcuchy: z rurek do napojów, z makaronu, z pudełeczek po danonkach; ozdoby: rurki po ręcznikach papierowych lub kubeczki po jogurtach pomalowane na złoty kolor i przyklejone do tego różne makarony też w tym kolorze. Po mroźnym spacerku miło było wrócić do ciepłego domku.

Poniżej filmik z występu mojej przedszkolnej grupy,  z okazji dnia BABCI i DZIADKA:


1 komentarz:

  1. Majka to ma chyba trochę za długi język, bo się jej tak wywiesza na tych występach. Może trzeba go trochę skrócić? Znam takiego jednego lekarza, który przycina dzieciom języki, więc można i majkowy język trochę uciąć...

    OdpowiedzUsuń