| zdjęcia |
Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
niedziela, 15 stycznia 2012
Tak się zachmurzyło..... pada pada śnieżek biały, dawno go nie było.
Stało się. Mamy połowę stycznia i drugi (ale tym razem poważny) atak zimy. Od dwóch dni jest biało. Zima jest ok, ale teraz wiem że moją ulubioną pora roku jest lato. Ciągle proszę mamę by założyła mi sukienkę na ramiączkach. Tak bym chciała biegać boso po podwórku, albo pójść na basen. Cóż muszę czekać, a póki co korzystać z białego puchu. Obowiązkowo wyciągnęliśmy sanki. Cóż za wygoda mknąć tak bez żadnego wysiłku. Trzeba tylko znaleźć sobie ofiarę, która się do tego nadaje. Tak więc, tatuń, dziadek Janusz, mama i babcia Ania świetnie się spisują jako ciągacze sanek. Malwinka wykorzystuje do tego swoje psy. Obawiam się, że moja Dora nie dałaby rady. Chętnie sprawdzę inne siły napędowe. Proszę składać propozycje.
Wydarzyło się coś, co bardzo mnie zasmuciło. Jakiś czas temu narysowałyśmy z mamą rysunek na konkurs do gazetki. W sumie to ja rysowałam, a mama mi tylko wymyśliła co. Mama tłumaczyła mi, że dużo dzieci weźmie udział i wcale nie jest powiedziane, że to ja wygram. Tak się właśnie stało, wygrały inne dzieci. Bardzo mnie to zmartwiło. Wylałam morze łez, a gdy się dowiedziałam, że tak się też kiedyś zdarzyło Marysi to w spazmach wykrzyczałam "to przecież nie możliwe". Lubię wygrywać gdy ścigam się z rodzicami. Gdy przegrywam to najczęściej to akceptuję, albo idziemy na kompromis, że wygrałam w grupie młodszej a rodzic w grupie starszej. Mama twierdzi, że muszę umieć też przegrywać. Tylko czemu to jest takie trudne?? Teraz narysowałyśmy pracę na konkurs do biblioteki "Zdrowe odżywianie". Na szczęście przeznaczony on jest dla rodziców i dzieci. Mama znowu wymyśliła co i jak. Zrealizowałyśmy pracę wspólnymi siłami. Trochę mama się złościła gdy mówiła "narysuj teraz taki duży brzuszek od szyi", a ja zaczynałam od głowy. Dzięki "szybszym kredkom" (pastelom) w miarę szybko udało nam się zakończyć pracę. Jedno co mi się nie podobało, to to że słodycze są niezdrowe. Ja kocham wszystko co słodkie. Lenka nie zna jeszcze smaku słodyczy, ale codziennie dostaje coś innego poza mleczkiem. Gama min i reakcji jest wręcz komiczna. Mama starała się zrobić zdjęcia, ale one przecież nie oddadzą tego w pełni. Od kilku dni Lena nie mówi, a krzyczy (co obrazuje filmik z poprzedniego posta)- skrzypi i pruka. Te prukania zdarza się jej robić nawet przez sen. Gdy "woła" mamę w nocy to każdy płacz kończy swoim prrrrrrrr (z wydętymi ustkami). Kocham tą moją siostrzyczkę (bo ja jestem siostrą), jest taka wspaniała. Gdy mama stara się ją, albo nas usypiać to ja często dostaję ataków głupawki. Lenie się udziela mój humor. Mama niby nie jest zadowolona, ale nie przerywa nam. Chyba miło jej się patrzy na nasze wspólne wygłupy bo tylko się uśmiecha. Później zarządza koniec tych śmiechów i każe iść spać. Tak już na koniec dodam, że zanosi się że lada dzień Lena będzie szczęśliwą posiadaczką zęba.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz