Magiczny GRUDZIEŃ czyli co dostać od Mikołaja
Jakieś dwa tygodnie temu mama zapunktowała u nas, ponieważ kupiła dla nas kalendarze adwentowe. Parę punktów straciła na starcie, bo z otwarciem kazała czekać do grudnia. Dziś nastał ten piękny, jakże długo oczekiwany dzień. Zaczyna on pasmo miłych wydarzeń. Najpierw odwiedziny Świętego Mikołaja, ubieranie choinek, śpiewanie kolęd i prezenty pod choinką. Pierwszy list do Świętego Mikołaja napisałam już w lipcu. Wracając z wakacji, znad morza zaczęłam rozważania co bym chciała od niego dostać. Po powrocie zapisałam wszystko, ale mama ugasiła mój zapał. Powiedziała, że do grudnia dużo czasu. Jeszcze kilka razy zmienię zdanie, a poza tym nie sądzi żeby Mikołaj przyniósł mi tablet i telefon komórkowy. W tej sytuacji postanowiłam namówić rodziców, żeby to oni mi kupili te wymarzone prezenty. Głupio, że wszyscy (prawie) moi znajomi mają już takie sprzęty, a ja jedna nie. Rodzice są zdania, że jestem jeszcze za mała. Czemu inni rodzice myślą inaczej o swoich dzieciach? Takie i inne pytania zadawałam mamie. Dowiedziałam się, że jak chcę to mogę korzystać z ich komputera. Szkoda, że nie chcą zrozumieć, że to nie to samo. Mama 10000000 razy mi tłumaczyła dlaczego mi nie kupią ani tableta, ani telefonu. Argumenty, że oni uważają, że dzieciom w moim wieku takie rzeczy nie są potrzebne totalnie do mnie nie docierały. Ja się nie poddawałam i dalej wierciłam dziurę w brzuchu. Usłyszałam jeszcze, że rodzice kupują takie "zabawki" swoim dzieciom gdy nie mają dla nich czasu (bo np dużo pracują, a potem są zmęczeni). Zagłuszają swoje poczucie winy, a jednocześnie dzieci im nie przeszkadzają gdy ci odpoczywają (bo się bawią tabletem). Po takiej poważnej rozmowie wszystko dobrze przemyślałam. Ja myślę, że moje koleżanki mają fajniejszych rodziców bo oni spełniają wszystkie zachcianki swoich dzieci. Kiedyś mama zasiadła do komputera, gdy my się grzecznie bawiłyśmy. Po kilku minutach podeszłam do niej i oświadczyłam:
- Widzisz mamo, Ty dla nas też nie masz czasu. Powinnaś kupić mi tableta.
Niestety nie kupiła, ale nie odebrała nadziei. Oświadczyła, że jak nauczę się czytać i pisać z miła chęcią podarują mi razem z tatą pięknego, wymarzonego tableta. Nie nazywałabym się Maja Wojtal gdybym się poddała (przynajmniej w tej kwestii). Dalej wierciłam mamie dziurę w głowie, a ona załamywała ręce i wyrwała sobie sporo włosów z głowy. Poszła nawet do psychologa, żeby poradzić się jak ze mną rozmawiać. W sumie w tej sprawie pani nie wiele mamę wspomogła, ale podziałało. Teraz sporadycznie zapytuje czy wystarczy, że nauczę sie tylko czytać (bo to mi lepiej idzie). Wracając do listów do Mikołaja, w listopadzie powstały 3 wersje. Nawet Lenka napisała o swoich wymarzonych kucykach (treść listu Lenki: "O O O O(...)OOO"). Ja nie mogłam się zdecydować i ostatecznie padło na lego friends i poduszkę FURBY. Mama mówi, że Mikołaj nie zawsze spełnia marzenia. Ona kiedyś zamiast wymarzonych zabawek dostała kurtkę zimową. Dziwne, przecież Mikołaj ma fabrykę zabawek i każdemu może dać co tylko zechce. Mama uważa, że czasami daje to co dziecko potrzebuje... Ona nie rozumie tych magicznych spraw. Za to Lenka jest naiwna jak mały dzidziuś. Ostatnio jej nagadałam, że była u mnie wróżka, która mi powiedziała, że Mikołaj nie przyniesie dla niej prezentu. Lenka wpadła w rozpacz, haha ale się uśmiałam. Z resztą Lenek to jest jeszcze mała i robi i mówi zabawne rzeczy:
1. Ubierałyśmy się śmiesznie w piżamki tzn. z bluzki zrobiłyśmy sobie spódnice i weszłyśmy do kuchni:
Maja: Patrz mamo jaką mam kreację.
Lena: Patrz mamo jaką mam operację.
2. Przyjechał dziadek Janusz w odwiedziny.
Dziadek: Lenka pokaż tą książkę co Ci zamówiłem.
Lenka: Dziadku ona jest brzydka. Mam ładniejszą, pokarzę Ci.
Dziadek ogląda kolorową książeczkę przyniesioną przez Lenkę:
Dz: No śliczna, a teraz pokaż tę co dostałaś ode mnie.
Lenka posłusznie przyniosła i dodaje:
L: Możesz sobie wziąć, a mi zamów coś innego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz