Podczas wczorajszej rozmowy przez telefon, tata (bardzo rzadko z nim rozmawiam) zdradził mi pewną tajemnicę. Udało mi się jej nie wygadać:- Mamo czy Lenie można powiedzieć super tajną tajemnicę?
- Nie, Lenie nie wolno...
- Mamo, ale ja nie mam żadnej tajemnicy, naprawdę.
Później w wielkiej tajemnicy (zakazałam mamie patrzeć) rysowałam laurkę. Zabrakło mi czasu bo ambitne miałam plany, a zaczęłam ok 22. Ponieważ dziś zostałyśmy w domu (bo ja dalej kaszlę i smarkam) obudziłam się pierwsza. Zakradłam się do mamy i rzuciłam (dosłownie) się na nią krzycząc "Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin". Przed zawałem serca uchronił mamę fakt, że nie spała, a miała włączony tryb czuwania. Co oznacza, że słyszała moje super tajne ciche kroki. Dzięki temu nie krzyczała ze strachu, ale bardzo się ucieszyła i mnie ucałowała. Jak Lenka się obudziła to pomogłam jej narysować serduszko i napisać życzenia.Mam jeszcze jedną bardzo radosną wiadomość, ogłaszam nowy konkurs (po długiej przerwie). Termin jest odległy (28 luty), tematem są latawce. Może to mało zimowy temat, ale żeby trochę ochłodzić wasz zapał... Poznajcie naszego Olafa (tak się nazywa bałwan z bajki "Kraina lodu"). Wczoraj śnieg się doskonale lepił i pod naszym blokiem powstały 3 konkurencyjne bałwanki. Niestety dwa z nich nie doczekały rana (w tym nasz), mama mówi że to jakieś chłopaki ćwiczyły ciosy karate na bezbronnych śnieżnych kulach.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz