Tacie skończyły się ferie świąteczno- noworoczne i już od 4 dni jest w pracy. Było nam strasznie przykro gdy się z nami żegnał. Lena zalała się łzami, a na ten widok i mi się zachciało płakać. Mama ostro zaciskała zęby żeby się nie rozryczeć patrząc na nas. Do tego łzawego wydarzenia doszło na nowym placu zabaw. Stałyśmy w trójkę głośno szlochając. Czasami tylko Lena zakłócała szloch okrzykiem "Ja chce do mojego taty", "gdzie mój renuś?". Teraz już jest dobrze, czasami tylko Lenie oczka się szklą. Od jutra będzie mniej czasu na tęsknoty bo wracamy do przedszkola, po ponad 3 tygodniowej przerwie. Szczerze mówiąc wcale nam tam nie śpieszno (zwłaszcza Lenie). Jak my jutro wstaniemy? PS. Mamy śnieg :), nie za dużo, ale jest. Fajniej się jeździ na łyżwach w płatkach śniegu niż w deszczu. Sanek jeszcze nie odgrzebałyśmy z piwnicy, ale aniołko- orzełki już za nami.
Gdzie jeszcze jest biało?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz