Po miesiącu nieobecności wróciliśmy do domku. Spotkanie z moją Marychną przebiegło normalnie, jakbyśmy się widziały dzień wcześniej. Dokazujemy po naszych podwórkach, a pogoda nam ostatnio sprzyjała. Dużo dzieciaków wychodzi jak jest tak słonecznie i ciepło. Oficjalnie zaczęliśmy już sezon krótkich rękawków, spodenek i sukienek. Ma to swoje dobre i złe strony. teraz już nic nie chroni naszych kończyn. Do siniaków dołączyły liczne zadrapania, obdarte łokcie i kolana. Każda krwista rana została przywitana łzami i lamentami. Poza tym panuje moda na gołe stopy, której prekursorem jest Marychna. Dziewczyny biegają w skarpetkach lub bez po piachu (na co mamy się godzą) i po podwórku (na co się raczej nie godzą). Mamy się obawiają, że któraś z nas wbije sobie szkiełko...
Dziś 22.V udaliśmy się do Ogrodzieńca na zamek. Spotkaliśmy się tam z ciocią Karinką i wujkiem Bartkiem. Było dużo chodzenia, wspinania się i pełno, pełno atrakcji. Po ruinach krążyli wojowie i ich kobiety (dla mnie księżniczki). Rodzice kupili mi welon, w którym wyglądałam jak księżniczka. Były pokazy walk i codziennych umiejętności. Oglądaliśmy puchacza, sokoły i pustułkę. Później udaliśmy się na górę Birów gdzie jest trochę takiej osady. Tradycyjnie wyszalałam się z ciocią i jak wracaliśmy szybciutko usnęłam w aucie.
Zagadki:
- Co to jest, jest takie i takie??
- Biała huśtawka
-Co to jest okrągłe jak śrubokręt??
- piłka
O dzidziusiu
Rodzice zabrali mnie ze sobą do pana doktora. Widziałam mojego dzidziusia na takim specjalnym telewizorku. Widziałam rączki, a pan pokazywał jeszcze oczka i nosek, ale ja tam nic już nie widziałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz