Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
środa, 1 czerwca 2011
Dzień dziecka
Za nami dzień rodziny, dzień mamy i dzień dziecka. Ten ostatni przypadł mi najbardziej do gustu, chociaż ja nie jestem dzieckiem. Gdy ktoś do mnie mówi "dziecko" to ja się oburzam i mówię "Maja", albo "ja nie jestem dziecko tylko Maja". Wcześniej potrafiłam się nawet o to rozpłakać. Kiedyś poszłam z mamą do spółdzielni, a pani bezczelnie mówiła o mnie, przy mnie "dziecko":
-Mamo ta pani mówi,że ja jestem dziecko. Powiedz jej, że jestem Maja.
Pani mimo wszystko brnęła w to "dziecko". Teraz z okazji dnia dziecka trochę zaakceptowałam, że jestem tym dzieckiem, ale tylko na trochę i tylko trochę...
Żeby wszystko opowiedzieć to musimy się cofnąć w czasie. Jak byłyśmy w Krakowie to trochę nie dosypiałam (chodziłam późno spać, wstawałam wcześniej niż w domu, a w dzień nie lubię sypiać) więc po jakimś czasie zaczęłam bywać nie do zniesienia. Mama kiedyś głośno wypowiedziała swoje marzenie, że chciałaby troszkę odpocząć i wyjechać beze mnie. Jej emocje szybko minęły, a po powrocie do Częstochowy moje zachowanie wróciło do normy (tylko czasami jestem nieznośna), ale tata postanowił spełnić marzenie mamy. Ja zostałam u babci Ani i na początku miałam wątpliwości czy to dobrze, ale teraz wiem że nie ma się czego bać (chciałam zostać nawet dłużej, ale babcia musi chodzić do pracy). Rodzice pojechali do Wrocławia i Książa (zdjęcia), a ja miło spędziłam czas z babcią i dziadkiem. W sobotę nieco padało, ale w niedzielę zrobiła się piękna pogoda i była impreza dzieciowa. Byli na niej też Miki i Malwinka. Wyszalałam się jak nie wiem. Muszę się tylko przyznać, że clowny na szczudłach mnie przerażają. Po powrocie rodziców miałam sporo do opowiadania o szaleństwach w kulkach, o robieniu piłeczek do żonglowania, o malowaniu buziek itd....
Wczoraj byłam na przedstawieniu w przedszkolu Mikołaja. Mój kuzyn miał dużą rolę bo był narratorem w Calineczce, śpiewał i tańczył. Występował w śmiesznej pelerynce. Ja przez panujący upał i ciekawy plac zabaw (bo to było w ogródku przedszkolnym) nie mogłam się skupić. Miki zasłużył na duże brawa. Wieczorem rodzice mnie zaskoczyli, bo dostałam wspaniałe klocki z moim ukochanym Kubusiem Puchatkiem. Prezent dostałam wczoraj bo dziś rano tata pojechał już do pracy. Mimo zmęczenia grzecznie (bo obiecałam, że będę grzeczna i słowa dotrzymałam) się bawiłam do późna, a gdy rodzice kazali to poszłam grzecznie spać.
Rano tatuń mnie ucałował przed wyjazdem i wyszeptał życzenia, a potem pojechał do pracy. Mama miała dla mnie kolejną niespodziankę. Dziś otworzyli nam wyremontowany odkryty basen. Razem z Marychną i naszymi mamami poszłyśmy zobaczyć co dla nas przygotowano. Wychlapałam się i pewnie gdyby nie burza to bym tam spędziła cały dzień. Oczywiście wszystko można zobaczyć na zdjęciach.
Na koniec chciałam jeszcze opowiedzieć jak spędzaliśmy czas na podwórku. Najczęściej siedzieliśmy w piaskownicy. Tatuń Kuba, albo tata Marysi (albo obydwaj) wykopywali nam ogromną dziurę do której wskakiwałyśmy. Bardzo lubimy te zabawy...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz