Ostatnie dni minęły nam tradycyjnie na spacerowaniu. Najwyższy czas pomyśleć o powrocie do naszego domku, do Częstochowy. Doczekaliśmy się mojego tatuśka to teraz tylko wystarczy zapakować walizki i jechać. Mama ma nadzieję, że część moich humorków i wykrzykiwanych kaprysów zniknie jak wszystko wróci do normalności. Ja się bardzo staram, ale to jest silniejsze ode mnie. To chyba taki mój trzylatkowy charakterek. Nigdy nie należałam do cierpliwych, szybko się złościłam gdy nie mogłam np. założyć butów, czy ich zdjąć. Dziś poszliśmy wyjątkowo do sklepu i stwierdziłam, że chcę różową firankę z konikami pony. Myślałam, że krzykiem i płaczem przekonam rodziców do zakupu. Później zobaczyłam ogrodowe huśtawki. Ja też chcę taką i koniec. Jedną dla siebie, a drugą dla Marychny. Rodzice twierdzą, że nie mamy ogródka, ale czy to powód żeby nie mieć ogrodowej huśtawki? Skończyło się na łzach, krzyku i karze. Najbardziej obawiam się groźby, że więcej mnie już nie wezmą ze sobą na zakupy. To był pierwszy i ostatni raz, obiecuję...
Muszę zaznaczyć, że maj pokazał na co go stać i zrobiło się w końcu ciepło (dzisiejszy deszcz nie jest najlepszym przykładem). W poprzedni weekend dziadek Janusz zabrał mnie i mamę do Wygiełzowa gdzie spacerowaliśmy po skansenie i zdobywaliśmy Zamek Lipowiec. Weszliśmy na bardzo wysoką wieżę. Były tam drabinki i wąskie schody. Wejście nie było takie trudne, ale na szczęście i z zejściem też daliśmy radę. Mama trochę się bała o mnie, a ja wbrew jej przypuszczeniom nie pisnęłam ani słówkiem. W niedzielę odwiedziła nas babcia Ania i dziadek Marek. Zabraliśmy ich na spacer na kopiec Kościuszki i Kazimierz. Cieszyłam się, że przyjechali bo bardzo się za nimi stęskniłam.
Przy śniadaniu:
- Majeczko proszę jedz te kanapeczki. - mama tradycyjnie pogania i przypomina
- Mamo daj mi spokój!! Ja się odchudzam. - odpowiedziałam zdejmując i zjadając szynkę, ogórka itd...
- Jak chcesz się odchudzać to możesz nie jeść słodyczy.
- yyy... To chcę być gluba. - odpowiedziałam
O dzidziusiu:
Mama w końcu policzyła i wychodzi, że nasz dzidziuś w brzuchalu ma już 6 miesięcy. Wszyscy zastanawiają się czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka. Rodzice, a zwłaszcza mama chcą mieć niespodziankę więc zostaje zgadywanie. Ja już teraz wiem, że wolę dziewczynkę "bo będzie do mnie pasować". Jak będzie chłopak?? "To wtedy pomyślę nad imieniem". Z tymi imionami też nie jest łatwo. Jak podoba się mamie, to tata kręci nosem i odwrotnie. Ostatni mój pomysł "Bulek" nie przypadł im do gustu. Podobno tak pieski się nazywa, a mi się bardzo podoba.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz