Blog dla moich bliskich, którzy są daleko
i nie mogą na co dzień patrzeć
jak rośniemy.
środa, 30 września 2015
Dzień chłopaka, czyli wrzesień dobiegł końca
Mój bezzębny uśmiech podczas wycieczki rowerowej po Jurze.
Lena i Julia
Pierwszy miesiąc szkoły i przedszkola zleciał bardzo szybko. Początek był chaotyczny i męczący. Mama biegała po zebraniach i zaprowadzała nas na zajęcia dodatkowe. Teraz sytuacja zdaje się być już opanowana, a nad moim biurkiem wisi PLAN TYGODNIA. W szkole ciągłe jest zamieszanie z planem lekcji i z zajęciami dodatkowymi. Ja chodzę na: gry planszowe, zajęcia plastyczno- teatralne, gimnastykę korekcyjną, tańce, zajęcia plastyczno- techniczne (są jeszcze zajęcia z czytania, angielskiego, origami, gimnastyki artystycznej). Ciężko było się zdecydować, a i miejsca na listach były ograniczone. Po szkole też nie mam czasu na nudę. Póki co nie mamy zbyt wiele zadawane, ale to dobrze bo mogę odsapnąć po dniu pełnym wrażeń i nabrać sił na kolejne zajęcia: basen, balet i Bystrzak. Na te ostatnie dołączyła do mnie Lenka (ale do młodszej grupy). Mama się zastanawiała jak to z nią będzie. Ja na początku musiałam siedzieć tam z mamusią. Lenka na razie siedziała sama i była zachwycona zajęciami. Ona teraz też weszła w TRUDNY WIEK i stała się nieco marudna (trudny wiek objawia się wzmożonymi pretensjami, krzykliwością, płaczliwością i całą masą zachowań których rodzice nie lubią). Stała się bardzo wrażliwa na ból- kazała pani w przedszkolu dzwonić po mamusię bo ją bolał paluszek. Kiedyś panie zadzwoniły do domu z informacją, że Lenka ma wysoką temperaturę (39). Mama szybko po nią pobiegła, ale na szczęście okazało się że to był fałszywy alarm. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Tego dnia odbyło się przyjęcie urodzinowe Lenki i jej koleżanki Julki ( prawdziwe urodziny były w sierpniu, a przyjęcie miesiąc później). Dziewczyny miały tort z Elzą i całą masę gości, którzy przynieśli piękne prezenty. Zabawa była długa i męcząca, zabrakło nawet czasu i siły żeby wszystkie pakunki otworzyć. Tym sposobem Lena hucznie przypieczętowała swoje 4 urodziny. Ja natomiast od ostatniego wpisu straciłam 3 zęby i wyglądam zabawnie bez dwóch jedynek u góry. Jedną z nich zjadłam razem z jabłuszkiem. Jednego z ząbków straciłam w dniu ewakuacji szkoły. Tak, byłam ewakuowana. Nie było to miłe doświadczenie. Byłam wtedy na świetlicy, najpierw kazano nam przejść do sali zerówki. Widziałam za oknem policjantów, ale wtedy to jeszcze nie było straszne. Później usłyszałam (bo mam gumowe ucho) coś o bombie, a panie chciały chyba wynosić meble, wtedy wzrosła moja ciekawość i niepokój. Najgorsze zaczęło się gdy panie kazały się ubrać i zabrać swoje rzeczy. Jak na złość nie mogłam znaleźć polara, pudełka na śniadanie, a nawet butów. Pytałam się pani, czemu musimy wyjść, ale pani tylko w kółko powtarzała że musimy opuścić budynek. Rzeczy w końcu znalazłam, ale brak odpowiedzi doprowadzał mnie do szału. Pytałam i pytałam, aż w końcu krzyczałam już na panią, ale nic nie mogłam się dowiedzieć. Gdy mama mnie znalazła szłam już z dziećmi na teren sąsiedniego przedszkola (tam gdzie chodzi Lenka). Szłam roztrzęsiona, zalana łzami i bez zębów. Inne dzieci jakoś się tym wszystkim tak nie przejęły. Mama mi tłumaczyła, że na przyszłość mam zachować spokój i słuchać pań. Z gazety dowiedzieliśmy si, że podczas prac koło bramy szkoły znaleziono pociski. Dla bezpieczeństwa musieliśmy opuścić budynek szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz