wtorek, 28 września 2010

cytowanki



Muszę przyznać publicznie, że jestem bałaganiarą. Miałam po kim odziedziczyć tą umiejętność. Sprzątać po sobie umiem i czasami robię to z wielkim zapałem, a czasami, cóż mama musi się nagadać. Kilka razy rodzice zabrali mi zabawki, których nie chciałam posprzątać i teraz naprawdę się staram. Mama jest wyrozumiała i pozwala mi na roznoszenie zabawek po całym domu. Ostatnio miarka się jednak przebrała i mama do znudzenia powtarzała:
- Posprzątaj te zabawki bo ktoś się przewróci.
- Posprzątaj bo niechcący nadepnę i Ci coś zepsuję.
-Posprzątaj te gazetki bo się na nich ktoś poślizgnie i przewróci - powiedziała łapiąc równowagę.
W końcu na kolejną reprymendę odparłam:
-Podnoś nogi do góry - a po chwili zastanowienia - to są moje zabawki.
W końcu i tak musiałam trochę posprzątać, ale jak to mówią nauka w las nie idzie...
***
W ostatnim tygodniu byłam trochę niegrzeczna. Kłóciłam się z mamą, albo z Marychną ( z czego mama była w głębi zadowolona bo wtedy nie kłóciłam się z nią).Obiecuję też różne rzeczy (choć nie wiem co to znaczy), a później nie wywiązuję się z nich. Razu pewnego Mama mi przypominała kolejny raz o danym słowie, gdy nagle przerwała w pół zdania i krzyknęła. Szybko do niej pobiegłam i okazało się, że przycięła sobie palca drzwiami od szafy. Gdy zobaczyłam pierwsze łzy w oczach i wykrzywioną buzię objęłam mamę (tak jak ona to robi gdy ja płaczę):
- Nie płacz, już dobrze kochanie...
Dalej miała minkę nietęgą, a oczy zaszklone:
- Nie płacz bo będziesz miała szpikulce (tzn. katar), przyniosę Ci papierek.
Kiedy wróciłam z papierkiem mama już się uśmiechała, a nawet można powiedzieć że się śmiała.
***
Drodzy dorośli ja was słyszę, choć nie zawsze słucham. Jeśli nie chcecie żebym coś mówiła to musicie uważać żeby tego przy mnie nie mówić. Raz dziadek M. powiedział mi, że jestem gruba (żarty czy nie, ja pamięć mam dobrą). Kiedyś w niedzielę szłyśmy z mamą do babci i dziadka na obiad:
-Mamo...
-Tak?
-Gdzie idziemy?
-Do babci Ani na obiadek.
-Nie chce jeść.
-Czemu?
-Bo jestem za gruba.
Na szczęście jak doszłam do babci zapomniałam o tym i mimo wszystko trochę zjadłam.
 ***
Mama ma powody do zadowolenia bo od 9 dni śpię bez pieluszki w nocy. Zaczęło się tak, że obudziłam się z płaczem w nocy że chcę siku. Mama zdjęła mi pieluchę, a gdy później chciała mi założyć suchą ja oświadczyłam, że "nie bo mi jest gorąco". Zaspana mama nie miała siły ze mną dyskutować i od tamtej pory kładę się spać bez pieluchy. Na 9 nocy tylko 3 zakończyły się niepowodzeniem, więc myślę że to duży sukces. Mniej radosna nowina jest taka, że od 9 dni nie śpię w ciągu dnia więc mama czasami jest zmęczona moim gadaniem...

sobota, 18 września 2010

Jesień przyszła, nie ma na to rady...


"Przyszła jesień, spadają liście. Są żółte, pomarańczowe, czerwone i zielone. Robi się coraz zimniej..."
Tęsknie już za zabawami w piaskownicy i nie mogę się wciąż doczekać śniegu. Póki co korzystamy z promieni słońca i spacerujemy po naszym osiedlu. Najczęściej towarzyszy nam Malyśka i jej mama Ola. Ja to jak tylko usłyszę, że idziemy na spacer to pytam "Gdzie Malyśka??". Czasami wydaje mi się, że ją słyszę "Yyy słyszysz?? To chyba Malysia.".
Przed wyjazdem taty do pracy nazrywaliśmy jarzębiny i zrobiliśmy piękne naszyjniki i bransoletkę. Ja i mama byłyśmy księżniczkami i królowymi. Lubię przymierzać korale i różne świecidełka. Pojechaliśmy też na spacer do lasu. Udało nam się znaleźć parę grzybków. Jakiś czas temu byliśmy też w Rudniku i tam też szukaliśmy grzybków. Bardzo lubię tam jeździć bo jak tylko nie pada deszcz i jest ciepło to można siedzieć na podwórku. No i bardzo mi się podobają ogniska, to wrzucanie patyków do ognia, pyszna kiełbaska i śpiewy przy akompaniamencie gitary...

- Mamo, nie poznaję cię.
- Dlaczego?? - pyta mama
- Bo jestem niegłupia.

sobota, 11 września 2010

Na zawsze w naszych sercach...

 (Tyniec, lipiec 2009)

          Kolejne smutne dni i znowu trzeba było się pożegnać... Miałam za mało czasu, żeby dobrze poznać ciocię Marysię. Zawsze była taka uśmiechnięta i serdeczna dla mnie. Pożyczała mi swoje maskotki do zabawy, kiedy ją odwiedzałam. Częstowała nas pysznościami, a najlepsze były te co sama upiekła. Palce lizać! Czasami potrzebowałam paru minut żeby się oswoić z ciocią i wujkiem. Kiedy wujek przesadzał ze spoufalaniem się, na które jeszcze nie byłam gotowa, to ciocia stała na straży i karciła wujaszka. Również go upominała za jego niesforne komentarze pod moim adresem. Szkoda, że tak rzadko mnie tam rodzice zabierali. Najczęściej zostawiali mnie u babci, a sami wracali późno w nocy kiedy już spałam.
          Rodzice nie potrafili ukryć smutku i łez więc kiedy mi powiedzieli co się stało i mi zrobiło się smutno. Wiem, że ciocia jest teraz w niebie, tam gdzie babcia Dzidzia. Ciocia pozostawiła po sobie dużo pięknych wspomnień, a jej buzia w naszych sercach pozostanie zawsze uśmiechnięta.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Idzie jesień

Moją ulubioną bajką nadal jest Świnka Peppa. Uwielbiam udawać, że jestem Suzy (owieczka- przyjaciółka Peppy), mama jest kucykiem Pedro, a tatuń pieskiem Dany. Rodzice już przywykli do mojej zabawy i reagują na swoje nowe imiona. Ostatnio podeszłam do mamy poklepałam ją po ramieniu (tak jak się klepie konika):
- Dobra mamusia, niegłupia...
- Słucham, co powiedziałaś? - mamę zatkało
- Niegłupia.

Ostatnio lubię słuchać opowiadań o tym jak byłam malutka. Ciekawią mnie też pory roku, nie mogę się doczekać zimy. Namiętnie opowiadałam o jesieni i zimie moim bliskim tylko czasem kolejność tych pór mi się myliła. Czasem zima jest jesienią, a jesień zimą. Z resztą to nie ważne, ja nie mogę doczekać się śniegu (lepienia bałwanów i jazdy na sankach). Czy ktoś jeszcze tęskni za ta chlapą i zimnem??

czwartek, 19 sierpnia 2010

Powrót do domu...


Zanim dotarliśmy do Częstochowy, "do naszego domku":
-1- Z ciocią Karinką i mamą odwiedziłyśmy ogród botaniczny. Najbardziej podobała mi się ogromna palma i roślinka zjadająca muchy. Ryba co gryzie palce wywołała moją ciekawość, ale nie na tyle żeby wsadzić do niej rączkę.
-2- Powrót taty to bardzo ważne wydarzenie. Tak bardzo się za nim stęskniłam, że jak tylko go zobaczyłam, to cały świat przestał istnieć. Gadałam i gadałam, a mama też chciała gadać i gadać, w końcu tatuń ze śmiechem stwierdził, że za dużo tego szczęścia na raz. Nawet jakaś pani na spacerze odwróciła się i stwierdziła, że jestem straszną gadułą.
-3- Wycieczka do ZOO. Podobało mi się mini zoo, gdzie mogłam dawać kucykowi z ręki marchewkę, a osiołek tuż nad głową wykrzyczał swoje "IOIOoo". Duże ZOO było fajne, ale bez szaleństwa.  Słonie były "małe, takie zabawkowe", a inne zwierzaki chowały się w cieniu i trzeba było ich wypatrywać.
- Co Ci się najbardziej podobało?? - spytała mama
- Koniki
Mama była rozczarowana taką odpowiedzią bo koniki to odwiedzałyśmy codziennie u babci Krysi.
-4- Odwiedziliśmy ciocię Dominikę. Ma na imię tak jak moja mama. Ciocia jest fryzjerką i obcina włoski. Z początku się broniłam przed czesaniem i skracaniem, stwierdziłam że mam krótkie, zdrowe włoski i wcisnęłam kapelusz na głowę.  Lizaki spowodowały, że zmieniłam zdanie i grzecznie siedziałam na fotelu. Dziś miło wspominam tą wizytę. 
-5- Wycieczka do Kasinki Małej. To była niesamowita wyprawa na prawdziwą wieś. Po podwórku naszych miłych gospodarzy biegały kurki, w chlewiku leżała świnka, w klatce królik, a w sianie chowały się małe kotki. Poznałam Staszka (4,5 roku) i Olę (21 miesięcy). Bawiliśmy się razem w baseniku, dopóki w wodzie nie pojawiła się brązowa, śmierdząca przeszkoda. Wstyd się przyznać, ale autorem tej kupki byłam JA. W sumie dobrze się złożyło, bo poszliśmy z ciocią Agą i mamą nad rzekę. Basen to mały pikuś przy rzece. Woda była ciepła (bo później przemknęła niedaleko burza), a na jej dnie było dużo kamieni do rzucania. Później bawiłam się z coraz większą gromadką dzieci na podwórku, a dorośli robili grilla. Wieczór był jeszcze jasny gdy rodzice wsadzili mnie do autka, a co się później działo to już nie wiem bo smacznie spałam do rana.

Moja ulubiona piosenka:


Warto zapisać:
Wzięłam kredki i chciałam malować po ścianach
-Co robisz Majeczko?? - spytała babcia Krysia
- Maluję!!
- gdzie??
- po ścianie, będzie jak nowa.
-Nie maluj po ścianie, nie wolno!! - wykrzyknęła przerażona babcia Krysia.

Ostatnie dni w Krakowie przeleciały szybciutko. Teraz jesteśmy w domku, za którym się stęskniłam. Spotkałam się z babcią Anią i co najważniejsze z Marysią.
Zaczynam namiętnie zadawać pytania "DLACZEGO?", "PO CO?" itp. i towarzyszę w pracach remontowych.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Lalkowy świat...

Ktoś wyjeżdża, ktoś przyjeżdża, ktoś na kogoś czeka. Tak to już jest z tymi wakacjami. Babcia Kynia spakowała swoją wielką torbę i pojechała pociągiem nad morze. Ja usilnie próbowałam się dopakować do torby, a co babcia wkładała do niej to ja wyciągałam. Chętnie bym pojechała razem z nią, ale nie mogłam zostawić mamy samej. Już jutro odwiedzi nas ciocia Karinka, która wróciła z wyjazdu. W środę wróci tatuniek z pracy...
Ja odkrywam świat lalek i bardzo mi się to podoba. Niektóre lale mają swoje stare imiona, a innym muszę wymyślać sama (np. Ania jak babcia Ania, Kasia jak ciocia Kasia, Malwinka jak moja kuzynka, Tosia jak Tosia z Rudnika). Jestem bardzo opiekuńcza i dbam żeby dużo spały. Gdy któraś choruje (najczęściej Tosia) to idę do lekarza, przytulam, całuję i mówię, że jest  bardzo dzielna. Dziś zbudowałyśmy z mamą domek, a lalki dostały herbatkę w filiżankach. Muszę poprosić mamę i babcię żeby mi pomogły skompletować ubranka dla nich, bo niektóre są całkiem golasowe, a lada moment przyjdzie jesień.

środa, 4 sierpnia 2010

Kraków


Do Krakowa przywiózł nas dziadek Marek z babcią Anią. Jaka to przyjemność mieć dwie babcie przy sobie :). Poszliśmy na wspólny spacer na Wawel i Rynek. Było cudownie, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Dziadkowie pojechali do Częstochowy a my zostałyśmy z babcią Kynią i Debrusią. Trochę spaceruję z moją Pibą, ale ona już jest starutka i nie bardzo ma siłę, chęci na dłuższe wędrówki. Odwiedzamy z mamą koniki i place zabaw. Gdy babcia wraca z pracy bawię się z nią, a mama wędruje po Krakowie. Nie mam czasu na nudę.

Dziś babcia pakowała się na wyjazd nad morze. Mierzyła różne stroje, a ja wyciągnęłam jej korale i podkradałam szale. Wkładałam kolejne wynalazki na głowę, szyję i ramiona. Z poważną miną pytałam:
- No i jak wyglądam?? - tak jak wcześniej babcia nas pytała
Później rozsiadłam się na szafce:
- Dziewczyny!!! Dziewczyny chodźcie tu szybko!!
Paradowałyśmy z babcią w przebraniach po domu. Najpierw twierdziłam, że jestem "plinces" (princess - księżniczka), gdy nagle przyszło mi do głowy:
- modle się.
Mama i babcia spojrzały na siebie i zgłupiały, powstrzymując śmiech. Ja stałam w "złotych" łańcuchach i zielonej chuście, a mama poważnie zapytała:
- Jesteś księdzem??
- Tak - odparłam