czwartek, 1 września 2016

Nasze wakacje etap II

Napisałam kilka dni temu, ale nie było czasu dorzucić zdjęć. Czasu chyba już nie dogonimy...

Żeby dogonić czas bieżący będzie krótko i symbolicznie...
Etap II
Rodzice  nie wiedzieli, że rozbite kolanka Leny nie będą jedyną komplikacją wakacyjnego planu. W tym roku naszym celem miała być Chorwacja. Podróż miała odbyć się naszym autkiem- Rekinem. Auto zapakowane, nasze foteliki przygotowane do wygodnej podróży i my w nich... Wystartowaliśmy w środku nocy. Niestety początek podróży był bardzo nieudany, awaria auta. Na całe szczęście nie zajechaliśmy daleko i gdy Lena obudziła się w swoim łóżku była bardzo zdziwiona, bo przecież pamiętała że była w aucie:
- Mamo już wróciliśmy z wakacji?

Co robić? Tata nie chciał się poddać i za wszelką cenę chciał nas zabrać na wakacje.  Dzień później wystartowaliśmy nieco mniejszym (ku zdziwieniu wszystkich nasze bagaże się w nim zmieściły), pożyczonym autem. Prawie całą drogę smacznie spałyśmy... Chorwacja w pierwszej chwili nas rozczarowała. Mama mówiła, że na plażach są kamienie, ale nie wzięłam pod uwagę tego, że można sobie o nie podrapać  kolano do krwi. Lena w pierwszych dniach nie chciała się kąpać bo rany na kolanach ciągle się goiły. A jak już ładnie wyglądały to Lena znowu się wywalała i rozwalała sobie kolanka od nowa. Plaża w naszej miejscowości była długa, bardzo wąska i nie była wcale ładna. Za to pobliskie miasteczko Vodice okazało się bardzo urocze, ale to był dopiero początek... Jeździliśmy po pobliskich plażach, miasteczkach żeby lepiej poznać to miejsce, cieszyć się krajobrazami. Tata nawet znalazł dla nas piaszczystą plażę. Nasze plażowanie ma już swój rytuał. Wygłupy w wodzie, pływanie (powiem, że lekcje pływania się opłaciły, czułam się jak ryba w wodzie), tata oddawał się swojemu ulubionemu zajęciu - nurkowaniu, a mama czytała książki. Czytała sobie i czytała nam. Każdego dnia spacerowaliśmy po jakimś miasteczku - labiryntem wąskich uliczek. Jednego dnia pojechaliśmy zobaczyć wodospady na rzece Krka. 

Jest to bardzo popularne miejsce, więc nie zdziwiły nas tłumy turystów. Zobaczyliśmy mały fragment Parku Narodowego. Spacerowaliśmy tam po drewnianych kładkach, a na końcu spaceru kąpaliśmy się, razem z tłumem innych turystów. Po tej wycieczce rodzicom zamarzyło się zobaczenie Plitwickich Jezior. Bawiliśmy się i odpoczywaliśmy po roku szkolnym. Wyglądało, że wszyscy jesteśmy zadowoleni, aż w połowie pobytu Lena oświadczyła:
- Mamo ja chce już wracać do domu.
- Lenko, ale przecież tu jest fajnie. Jest ciepło, jest ciepła woda w morzu (Lenka już 3 dnia kąpała się normalnie). Czemu chcesz wracać??
- Bo chce pokazać moje rany w przedszkolu. - odpowiedziała Lena patrząc na swoje gojące się kolana.
Z każdym dniem Chorwacja podobała nam się coraz bardziej, mama to wcale nie chciała wracać do domu. Rodzice postanowili przedłużyć wypoczynek o jeden dzień, żeby odzyskać dobę, którą utraciliśmy przez awarię auta. Chyba nie była to najlepsza decyzja. Ten "odzyskany" dzień był wietrzny (z dużymi falami), ale słoneczny. Niestety to była zła wróżba. Dzień naszej podróży okazał się załamaniem pogody. Wiało tak bardzo, że zamknięto autostradę i część drogi krajowej. Utknęliśmy w korkach i poznaliśmy drogi o których nie mielibyśmy pojęcia- wąskie, kręte z cudownymi widokami. Jechaliśmy i jechaliśmy, a nasze plany na zobaczenie Plitwickich Jezior i Postojnej Jaskini zostały wywiane wiatrem i zalane deszczem. Co było robić? Czas było wracać do domku.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz