Temperatura spada, ale u nas to jedyna oznaka zbliżającej się zimy. Mama zaopatrzyła nas już w cieplejsze czapki, kurtki, buty. Jesteśmy gotowe na lepienie bałwana i jazdę na łyżwach. Szkoda, że tata nie kupił sobie w tamtym sezonie łyżew bo teraz w pracy przydałyby mu się w sam raz. W Czechach (tam jest tatuś) mrozy sparaliżowały miasta. Stały tramwaje, pociągi, a nawet u taty w pracy przez chwilkę nie mogli pracować. Wszystko przez padający deszczyk, który od razu zamarzał. Może utrudniał życie, ale jak pięknie :).






