sobota, 8 listopada 2014

Uroczyście


Zdjęcia
Ostatnie trzy tygodnie minęły nam dosyć intensywnie. Wrócił tatuś, tym razem ze Słowacji, z tamtejszej Częstochowy - Šaštín-Stráže. Nie pozwoliłyśmy mu na dłużej się zadomowić, tylko wyruszyliśmy w drogę. Pojechaliśmy do Stalowej Woli na kawkę, herbatkę, ciasteczko i obiadek. Odwiedziliśmy naszą rodzinkę i przyjaciół z Rudnika. Było bardzo miło, ale rodzice narzucili ogromne tempo tych spotkań i nie mogłyśmy wystarczająco się nacieszyć towarzystwem wszystkich. 
W międzyczasie odwiedziliśmy groby naszych przodków. Mama starała się nam opowiadać to co pamięta o pra, prapra, praprapradziadkach.
Mama, tata, Maja, Lenka i kuporób
Nas bardziej interesowało odpalanie światełek. Po dwóch dniach znowu spakowaliśmy walizki i odpaliliśmy naszego rekina. Tym razem pojechaliśmy odwiedzić Kraków skąpany we mgle. Stalowa żegnała nas błękitem nieba i słoneczkiem, 130 km przed Krakowem zaczęła się mgła. Okazało się, że mimo iż na mapie pogody Kraków miał być skąpany w słońcu to on tarzał się we mgle i to od kilku dobrych dni. Od naszego przyjazdu pogoda ulegała poprawie. Miło było spotkać się z Małinem, oj tak bardzo ją kochamy, babcię i Karinkę też. Wśród naszych cioć panuje jakaś epidemia, bo prawie wszystkie mają wielkie brzuchale jakby połknęły piłki. Mama mówi, że ten stan potrwa już niedługo. Nie pozwolono nam się długo cieszyć z bycia z babcią, Ciocią i Kornelcią, Małinkiem, no i wujkiem Bartkiem. W czwartek przecież mam moje ulubione zajęcia w Bystrzaku, a na piątek zapisałam się na bal Halloweenowy. Wszystkie dzieciaki  poprzebierały się. Ja byłam czarownicą. Świetnie się bawiłam i szczerze żałuję, że na kolejną imprezę muszę czekać cały rok. Tego dnia świętowaliśmy też urodzinki naszego tatuńka, dostał od nas uroczą laurkę i upiekłyśmy mu murzynka. W sobotę był 1 listopada i była piękna słoneczna pogoda. Przez dwa dni odwiedzaliśmy groby rodziny tatusia.  Kolejne dni mijały normalnie, czyli przedszkole i próby przed WIELKIM WYDARZENIEM, zajęcia dodatkowe: plastyka, tańce, Bystrzak, wyjście do kina, odwiedziny u koleżanki. Nie było czasu na nudę, a 7 listopada rodzice przybyli do mojego przedszkola na WIELKIE WYDARZENIE. Był to występ z okazji 11 listopada - DNIA NIEPODLEGŁOŚCI. Nasza nieliczna grupa Kubusiów zatańczyła poloneza i odśpiewała pieśni patriotyczne. Niektórzy rodzice nawet próbowali śpiewać z nami Hymn Narodowy. Mama się bardzo wzruszyła, a tata pękał z dumy. Nasze panie wykonały kawał roboty, a my daliśmy z siebie wszystko.


 
Marta pod krzesłem, uczy się z misiami w szkole
PS. Marta ostatnio przesadziła. Do tej pory miała przydomek Kuporób. Niestety postanowiła się rozwinąć i mama zaczęła na nią wołać Sikorób. Doigrała się i na dwa tygodnie została uwięziona w kuchni. Zrobiła się bardzo smutna, wzięła mamę na litość. Pudełkowa barykada, odgradzająca ją od reszty mieszkania została usunięta. Tym sposobem Marta wróciła na salony. Była bardzo za nami stęskniona, ostatnio towarzyszyła nam gdy bawiłyśmy się w szkołę. Pojechała nawet na wycieczkę autokarową z misiami.

1 komentarz:

  1. Brawo!!!! Brawo dzieciaki! Brawo wspaniałe panie wychowawczynie!!!! Jestem pod wrażeniem! A Maja jaka profesjonalna! Brawoooooooooooo!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń