wtorek, 15 maja 2012

Mój świat, piszę ja czyli Lena


Tu Zosia sprawdza uzębienie Leny
Zauważyłam, że moja siostra (Maja) cierpi ostatnio na brak czasu. Za jej zgodą postanowiłam od czasu do czasu wyręczyć ją w pisaniu bloga. Niestety przedszkole, zabawy na podwórku zabierają znaczną część dnia. Później tylko kąpiel, bajka, kolacja, lektura i dopada nas (mnie - LENE- nieco wcześniej) błogi sen. Tzn. z tym podwórkiem to tak jest gdy jest ładna pogoda. W tamtym tygodniu panowało u nas lato, teraz jest chłodno i spacery są krótsze. No, ale wracając do tej pięknej pogody. Odkryłam coś niezwykłego, piaskownicę. Mogę sobie tam siedzieć i machać łopatką, kubeczkiem, foremką i przyglądać się biegającym dzieciom bardzo długo. Gdy mnie mama sadza w piachu nagle otacza mnie wianuszek dzieci, wszyscy bawią się koło mnie, a później biegną do innych zbaw, a później znowu wracają.Zauważyłam, że lubię być w centrum uwagi. Jestem przeszczęśliwa, gdy ktoś nie spuszcza ze mnie oka i do mnie gada. Odwzajemniam to zainteresowanie uśmiechami. Moja koleżanka Zocha, jest bardziej delikatna i o piaskownicy nie chce słyszeć. Ja tam piasek lubię. Nie lubię też samotności. W domu chodzę za mamą, lub Majką krok w krok. Gdy już jestem zmęczona tym przemieszczaniem, to się złoszczę. Ciężko jest chodzić na czworakach i nieść coś w rączce (chlebek, łyżeczka itp...). Gdy już jestem rozgniewana, ale jeszcze nie  chce mi się płakać mówię "dzidziadziadziadzia...", albo "tititititi". Gdy jestem w dobrym nastroju to próbuję rozśmieszyć wszystkich mówiąc " loodyloody...", do tego wyciągam tak śmiesznie jęzor i jestem cała mokra. Ten ślinotok jest też spotęgowany tym, że przebiły mi się kolejne zęby. Wszyscy się nimi zachwycają, więc chętnie się nimi chwalę.

wtorek, 8 maja 2012

Majowy tydzień

FOTY
Na początku muszę zaznaczyć, że naszymi ostatnimi krokami kierował fakt, że tatuń nie pojechał do pracy. Tak długo to go z nami jeszcze nie było. Po telefonie z tą radosną nowiną rodzice postanowili o wyjeździe do Krakowa. Prawie starannie zaplanowali każdy dzień pobytu u babci. Odwiedziliśmy ogród botaniczny, ale po odwiedzeniu Dobrzycy (w wakacje) trochę nam było mało. Nasyceni kolorami natury, nagrzani promieniami słońca mieliśmy siły i chęci do dalszych punktów programu. We wtorek rano rodzice spakowali plecaki, nas i ciocię Karinkę i wyjechaliśmy z Krakowa. Najpierw szybko i sprawnie, a później wolniej, aż całkiem utknęliśmy w koreczku. Trochę to przez rodziców bo pokierowali się złą trasą i tym o to sposobem trasę ponad 100 km pokonaliśmy w rekordowym czasie ponad 3 godzin. Na miejscu było tylko nieco lepiej, ponieważ w tak piękny majowy tydzień dużo osób miało ten sam pomysł co rodzice - Wąwóz Homole. Najpierw bardzo mi się podobało. Pluskałam się w strumyku, a Lenie bujanie w nosidle bardzo pasowało. Gdy wyszliśmy z wąwozu, moje zadowolenie nieco spadło. Z małym marudzeniem dotarłam do miejsca wypasu owiec. Przejęłam się tym, że ludzie zdzierają z owiec skóry. Wiedziałam, że je zjadamy, nawet mama mi opowiadała, że się robi z nich futra. Gdy z bliska zobaczyłam skóry wstrząsnęło mnie nieco ("mamo oni je im zdejmują tylko trochę??"). Jeszcze następnego dnia pytałam: "mamo, a z czego robi się lizaki?? z jakiego zwierza??". Na hali posililiśmy się serkami, mlekiem owczym i poszłam z tatą, a później z mamą i ciocią odwiedzić owce. Gdy ruszyliśmy w ostatni etap podróży mama musiała słuchać:
- Już nigdy nie pójdę w góry. Moje nóżki nie lubią skał, jestem zmęczona, mam dość. Jak będziecie jechać w góry to ja zostanę z babcią, albo ciocią.
Po trzech godzinkach zmęczeni upałem dotarliśmy do autka. W dobrych nastrojach wróciliśmy do babci Krysi. Podróż w korku skłoniła mamę i tatę do zmiany planów i kolejne dwa dni spacerowaliśmy po parku Jordana i na Bielanach. Ciocia Karinka podczas tego drugiego spaceru wpadła na pomysł, żeby pójść do ZOO. Długość kolejki skutecznie wybiła nam ten pomysł z głowy. Resztę czasu spędzałyśmy bardzo aktywnie z babcią Krysią i ciocią Karinką. Muszę jeszcze dodać, że jestem zagorzałą cyklistką. Uwielbiam mój rowerek i chętnie biorę go na spacery.


Lenek



Tak szybko się zmienia, a jeszcze szybciej się przemieszcza. Daje "cześć", robi "falę" i pokazuje paluszkiem (co jest bardzo nieskoordynowane). Coraz fajniej się razem bawimy, ale często mam wrażenie, że mi przeszkadza. Póki co, tych iskrzących momentów jest mniej (pojawiają się głównie gdy zjawiają się babcie, ciocie i chciałabym je mieć tylko dla siebie). No i jeszcze potrafi dawać buziaki, ale dla chętnych dodam, że warto mieć przy sobie chusteczkę.

wtorek, 24 kwietnia 2012

O Świętach i o tym co Lenek już potrafi




zdjęcia
Miało być ciekawie, a wyszło kronikalnie.Tak dużo się wydarzyło, że nie wiem od czego zacząć, po tak długiej przerwie. Może od tego, że Lenek miała tą ospę i przeszła ją tak łagodnie jak ja. Ponieważ tata był w tym czasie w pracy, babci Ani też nie było to nie miał kto mnie zaprowadzać do przedszkola. W rezultacie w przedszkolu nie było mnie, aż cztery tygodnie. Na Święta Wielkanocne pojechaliśmy do Stalowej Woli. W końcu rodzinka od strony mojej mamy mogła poznać Lenkę. Ona bardzo się zmieniła w ostatnim miesiącu i nowe osoby akceptowała bez większych humorków. Na mnie duże wrażenie wywarła ciocia Aga, spędziłam z nią całe popołudnie i jeszcze było mi mało. Ja też szybko oswajałam się z nowym otoczeniem (chociaż ja już tam byłam kilka razy). Najszybciej kontakt złapałam z dzieciakami w Rudniku, gdzie pojechaliśmy bez Lenki (która miała końcówkę ospy). Od domu do domu, od stołu do stołu i święta się skończyły. Spakowaliśmy walizki i pojechaliśmy do Krakowa, gdzie spędziliśmy sześć dni. Ostatniego dnia mama przygotowała dla mnie i taty  niespodziankę. Niestety pogoda nieco nam nie dopisała, ale za bardzo nie padało i czas spędzony na farmie (w sumie tabunie pięciu hucułów) był udany. Mama ze swoją koleżanką pojechały na konikach w teren, a ja z tatą i ciocią karmiliśmy pozostałe konie, rybki w stawiku  i wygłupialiśmy się. Tak sobie myślę, że mama zrobiła sobie większą niespodziankę zrobiła sobie niż nam. Teraz troszkę o mojejkochanej siostrzyczce. Podczas pobytu w Krakowie Lenka nauczyła się robić "papa". Oczywiście stało się to gdy mama i tata jeszcze spali. Później nie chcieli uwierzyć, bo Lena oczywiście nie miała zamiaru się popisywać. No, ale ku wielkiej radości mamy, w końcu pokiwała rączką. Dziś już umie machać na dwa sposoby (cała rączką lub zginając paluszki). Na tym nie koniec, a mianowicie doskonaliła swoją zdolność przemieszczania się. Siedząc na pupie kładła rączki z boku i takimi półobrotamii  pokonywała ogromne połacie pokoju. Na czworaka też czyniła postępy. Jak się ćwiczy to się umie.Tym sposobem Lena po powrocie do domu małymi "kroczkami"  osiągnęła sukces. Każdego dnia  raczkowała coraz dalej i coraz szybciej. Dziś Lenę można zostawić w jednym pokoju, ale nie można być pewnym gdzie się ją znajdzie za parę minut. Trzeba jej pilnować, bo ciekawi ją wszystko (kontakty, płyty, głośniki...). Trzeba też pilnować co właśnie próbuje zjeść. Lenka póki co nie uczy się na swoich błędach. Spróbowała trocin i po minie było widać, że jej nie smakują. Niestety postanowiła ponowić próbę. Innym razem postanowiła zjeść kostkę do gry, którą akuratnie graliśmy. Trzeba było pilnować turlającego się losu. Lenek wiedziała już, że musi być szybka i kostki nie oglądać, a od razu pakować do buźki. Rodzice wprowadzili też radykalne zmiany w jej systemie jedzenia. Nasza mama zaczęła pomału znikać i słabnąć. Dlatego od tygodnia dziecko ssące musiało zmienić obiekt ssania i  też samą ciecz ssaną. Kto nie zrozumiał, to jeszcze raz prościej : Lena pije sztuczne mleko z butli. Dwa pierwsze dni były straszne, toczyła się zawzięta walka. Florcia nie odpuszczała, aż w końcu czwartego dnia odpuściła i zaakceptowała tą zmianę. No już dosyć o mojej siostrzyczce, jeszcze chciałam się pochwalić jedną rzeczą. Zakupiłam, za moje skarbonkowe pieniążki wspaniały różowy (choć chciałam zielony, ale nie było) ROWER. Moje podwórkowe koleżanki już dawno miały swoje rowerki. Opanowały jazdę i sieją postrach wśród użytkowników chodników. Ja próbowałam i niestety ciągle mi się hamowało, nożnym hamulcem. Dziś (23.IV) pod sklepem wsiadłam na mój nowy rowerek i od razu udało mi się pojechać.

czwartek, 29 marca 2012

zajbista OSPA II wiosenną porą



 
Moje wspomnienie ospy można zaliczyć do zajebistych (nowe słowo w moim słowniku). Ciekawe jak zderzenie z czerwonymi, swędzącymi kropami zniesie Lenka?? Tak, tak wczoraj pojawiły się pierwsze kropy u Leny. Na 95%, albo i więcej to jest słynna OSPA. Ja wbrew wszystkim przestrogom babć, dziadków z ospikiem chodziłam na spacery. No i doigrałam się zapalenia spojówek, dawno nie miałam. Rodzice zabrali mnie nawet do Krakowa. Mieliśmy topić ekologiczną Marzannę. Nazbieraliśmy materiałów, ale zabrakło nam czasu żeby zrobić kukłę i ją utopić. Może i dobrze, bo ciocia Karina i mama obawiały się że możemy dostać mandat za zaśmiecanie (dlatego miała być ekologiczna). Lenek dzielnie zniosła podróż do Krakowa, choć w drugą stronę było nieco gorzej (ale mama dała radę). Z resztą nasz maluszek jest małym dzikuskiem. Potrzebowała dużo czasu żeby oswoić się z nowymi, starymi twarzami. Na widok dziadka Janusza to nawet zalewała się łzami rozpaczy. Wczoraj zaś na podwórku szybko nawiązywała kontakt z ciotkami i dzieciakami. Najlepiej dogadywała się z 10-cio miesięczną Zośką. Przyglądały się sobie, gadały te swoje "bababa", machały nogami, rękami...taka nić porozumienia.

PODATKI:
Mama starała mi się wytłumaczyć co to są podatki i na co są przeznaczane. Nieco zrozumiałam:
- ... i za te pieniążki kupuje się też dzieciom słodycze. Bo jak jakieś dziecko tak strasznie, ssssstrasznie marzy o słodyczu to wtedy go dostaje. I jeszcze Święty Mikołaj dostaje te podatki, żeby mógł kupować te prezenty.

KASA:
Niedziela, Kraków, Park Jordana
ZDJĘCIA
Była piękna, choć wietrzna pogoda, wszędzie pełno spacerujących ludzi. Ja z rodzicami, Lenką,babcią Krysią i Kariną. Dostrzegłam dmuchaną zjeżdżalnię i próbowałam przekonać mamę, żeby mi dała kasę:
- Mamo ja chcę iść tam!!
- Myszko obawiam się, że wyczerpałaś limit płatnych przyjemności.
- Mamo, ale ja chcę!!
- Koteczku nie mam już kasiorki, do tego strasznie wieje, moja odpowiedź brzmi  NIE.- mama była dość zdecydowana.
- No co ty!!?! Dziecko już kiedyś zjeżdżało na takiej zjeżdżalni, a ty nie chcesz dać mu kasiory?? - nie dawałam za wygraną, ale niestety nic to nie dało.
Próbowałam też przekonać tatę, a później Karinę:
- Ja zjeżdżałam bardzo mało razy, tylko miliony.
- Maju, ale milion to dużo. - odpowiedziała Karina
- To tylko milionek razy.
Parę godzin wcześniej z babcią Krysią w kościele
Babcia dała mi pieniążki na tacę: 2 zł i 1 zł (już trochę poznaję, choć dalej nie wiem co można za to kupić):
- Tu daje się więcej?? - przecież jak byłyśmy w Częstochowie na mszy to dawałyśmy tylko 2 zł

wtorek, 20 marca 2012

OSPA

Kto nie chorował na ospę niech nie czyta, wszak zarażam.
Czwartek
Rozmowa mamy z cicią Olą(mamą Marychny która miała ospę na początku lutego):
M- Chyba nam się upiekło z tą ospą. Marysia zachorowała ponad miesiąc temu, a ospa może się rozwijać nawet do miesiąca.
O- U nas w przedszkolu epidemia, chodzi tylko pięcioro dzieci.
M- Teraz ma być już ładna pogoda. Wolę żeby zachorowała w zimie (...)
Wieczór- strasznie swędziały minie plecy i miałam jednego "pryszcza" od dnia wcześniejszego.
Piątek
FOTKI
Ciocia zadzwoniła z przedszkola do mamy, że mam dwie kropki i to chyba ospa bo się drapię. Mama przyszła i zabrała mnie do lekarza. Halicka stwierdziła, że póki co nie wygląda to na ospę. Jak wysypie to miałyśmy się skontrolować. Wysypało, a konsylium mam na podwórku (mam które już doświadczyły tego zjawiska) miały dość różne opinie. Także w sobotę, niedzielę spacerowałam (kolejną potencjalną ofiarną jest Tomek, z którym bawiłam się w czwartek). W poniedziałek pani doktor potwierdziła OSPA.

Tatuń już wrócił z pracy
Jeszcze czekamy, aż Lenkę wysypie. Ponieważ nie wiadomo kiedy to się stanie to wyjazd świąteczny do Stalowej Woli znowu stanął pod znakiem zapytania. Chociaż jakby Lenka przechodziła tą ospę tak delikatnie jak ja to może i tak pojedziemy...
Tak czy siak przepadły mi występy w przedszkolu z okazji WIOSNY. Tak pięknie nauczyłam się moich 4 linijek wierszyka. Mama pękała z dumy, tak pięknie i wyraźnie mówię. Była ciekawa czy na występie też tak pięknie mi wyjdzie. Miło się zrobiło bo teraz to już na prawdę czuć wiosnę. W weekend było tak cieplutko, że zdecydowanie zmieniliśmy garderobę. Lence też się podoba mniejsza i cieńsza warstwa ubranek. Spodobało jej się huśtanie, a także z ciekawością i wyższością przygląda się dzieciakom i podwórkowym ciotkom. Niezbyt często obdarza je uśmiechem, czasami do jakiegoś dzieciaka się uśmiechnie. No i teraz nikt już nie ma wątpliwości, że jak jej jest źle to woła "mama". Ćwiczy bujanie na czworakach, choć nie przykłada się do tego jak należy. No i przemieszcza się ruchem posuwistym do tyłu. Jakby nie było niedługo będzie mieć 7 miesięcy.

poniedziałek, 12 marca 2012

Leniuszek i ja

ZDJĘCIA
Zaczyna się wiosna i znowu zaczynają się katary i nie tylko. Nie będę się rozpisywać o tym co nam dolega. Wystarczy chyba tyle, że znowu (po długim czasie chodzenia) nie poszłam do przedszkola. Miło jest w domu z mamą i Lenką, ale jeszcze fajniej jest gdy jest tatuń. Do jego powrotu zostało jeszcze kilka dni. Im jestem większa tym bardziej za nim tęsknie podczas jego nieobecności. Lenka tego jeszcze tak bardzo nie odczuwa, ale myślę że i ona za nim bardzo tęskni. Z resztą ona coraz więcej kapuje. Jak to małe dziecko Lena lubi wkładać wszystko do buzi. Gdy mama mówi "nie nie nie" i kiwa palcem (a gdy to nie pomaga to wyciąga jej z buziala) to Lena robi nieszczęśliwą minę i płacze. Wczoraj się kiepsko czułam i mama podała mi kolację na kanapie w dużym pokoju. Obok (obłożona poduszkami) siedziała Lena. Gdy mama położyła talerzyk z moimi koreczkami MŁODA położyła się na nogach (złożyła na pół) i wyciągnęła rączki do mojej kolacji. Lena potrafi być dość szybka więc złapała kanapkę. Na szczęście ja jestem silniejsza i sprytniejsza więc jej zabrałam, bo przecież ona ma raptem dwa zęby. Lenie było bardzo smutno i krzyczała, aż przybiegła mama z kuchni. Lubię się bawić i opiekować moją siostrzyczką. Ostatnio nawet wyraziłam chęć karmienia jej łyżeczką. Później sprzątam jej stoliczek. Huśtam ją na huśtawce, pokazuje zabawki, śmiechy chichy i takie tam szaleństwa . Pewnej soboty wstałam jak to zwykle bywa po 7 (tak wstaje do przedszkola). Pokrzyżowałam nieco plany mamy, ona myślała że pośpimy nieco dłużej. Nic z tego, a żeby było weselej obudziłam Lenę żeby się ze mną pobawiła. Nie wiem czemu mama nie była zadowolona. Gdy Lena wstanie przede mną też mnie zaczepia. Smyra mnie po ręce, stopie, albo ciągnie za włosy. Czasami mi się to podoba i z chęcią się budzę i towarzyszę Lenie w niespaniu. Dziś rano byłam w kiepskiej formie i gdy Lena mnie pociągnęła za włosy oburzyłam się:
- Mamo przesuń ją, ona mi przeszkadza!!
- Majuś to ty się przesuń bo za sobą masz pół wolnego łóżka.
Musiałam się przesunąć, ale Lena głośno urzędowała i w takich warunkach się kiepsko spało. Lenek gada a czasami śpiewa (tak mama mówi, choć wydaję mi się że ona piszczy i krzyczy, a najlepsze określenie to chyba skrzeczenie), ale po swojemu. Ja i jeszcze parę innych osób słyszało jak ona mówi "tata" i "mama". Tak jej się czasami wyrwie...

środa, 7 marca 2012

lenka, lęka, ręka

Wydawało mi się, że jak tatuń wyjeżdża do pracy to mam więcej czasu. Ostatnio niestety to się nie sprawdza. On wyjechał ponad tydzień temu, a ja nie miałam chwili żeby tu zaglądnąć. To chyba przez tą skradającą się wiosnę. Błękit nieba i słońce powodują, że mama po przedszkolu ciąga mnie jeszcze na spacery. Ja trochę marznę, ale chętnie poddaje się tym pomysłom mamy. No, ale po takim dniu nie mam wręcz siły i czasu żeby tu zaglądnąć. Wśród tej mojej codzienności, gdzie 10 minut to dużo, a 60 to nieopisana wieczność ważną informacją jest fakt że umiem wypowiedzieć R:
- Lęka, l(r)ęka, ręka, ręka......mamo ja umiem powiedzieć ręka - wykrzyczałam przeszczęśliwa
- Ja też umiem powiedzieć ręka i w co tym takiego dziwnego?? - odpowiedziała niewzruszona mama.
- Mamo, ale ja umiem powiedzieć RRRRRRRRRRRR.
Ucieszyłam się tak bardzo bo kiedyś rodzice śmiali się ze mnie:
- Tato weź mnie na balana!!
- BALANA??  A co to takiego, a może o balona Ci chodzi??
albo
- Tato ja chcę na lence!!
- Co na Lence??
I dlatego sprawiło mi to taka ogromna radość. Tylko tata będzie miał o jedną wymówkę mniej. 
Powinnam też wspomnieć o wojnie mojej mamy z DUPĄ. To znaczy ja sobie upodobałam to słówko. Mama mi zwracała uwagę, że nie chce bym nadużywała tego słowa. Później nie zwracała uwagi, ale chyba przesadziłam kiedyś wykrzykując to słowo na D z Marychną w tramwaju. Ehh, staram się jak mogę, ale czasami mi się wymyka. Jak przesadzę to mama daje mi karę. Ostatnio mi się tak wymknęło i mama się już wściekła. Ja się wściekłam, że nie będę oglądać bajek. Oj piszczałam i tupałam, aż mama poprosiła bym poszła pokrzyczeć do swego pokoju. W końcu wyszłam: "DUPA i KONIEC!!".


Nasza Leneczka, w końcu została zaszczepiona. Rodzice z tego powodu bardzo się ucieszyli. Lenek ma już 6 miesięcy, a to pierwsze takie wydarzenie w jej życiu. Była dzielna, choć musiała trochę wyczekać się w poczekalni. Poznali tam Julkę, która pobiła rekord sapania naszego Lenia. Jeśli Lenka nie idzie na spacer to śpi w ciągu dnia 3-5 razy po 30 min. Wspomniana dziewczynka śpi, aż 3 razy po 20 minut. Gdy chodzi z mamą, albo ze mną i mamą na spacer to śpi dłużej. Odkąd wiosna zaczyna o sobie przypominać to Lenka coraz dłużej siedzi w wózku i przygląda się Światu. Niech no  zrobi się cieplej, to ja jej wszystko pokaże.