wtorek, 8 maja 2012

Majowy tydzień

FOTY
Na początku muszę zaznaczyć, że naszymi ostatnimi krokami kierował fakt, że tatuń nie pojechał do pracy. Tak długo to go z nami jeszcze nie było. Po telefonie z tą radosną nowiną rodzice postanowili o wyjeździe do Krakowa. Prawie starannie zaplanowali każdy dzień pobytu u babci. Odwiedziliśmy ogród botaniczny, ale po odwiedzeniu Dobrzycy (w wakacje) trochę nam było mało. Nasyceni kolorami natury, nagrzani promieniami słońca mieliśmy siły i chęci do dalszych punktów programu. We wtorek rano rodzice spakowali plecaki, nas i ciocię Karinkę i wyjechaliśmy z Krakowa. Najpierw szybko i sprawnie, a później wolniej, aż całkiem utknęliśmy w koreczku. Trochę to przez rodziców bo pokierowali się złą trasą i tym o to sposobem trasę ponad 100 km pokonaliśmy w rekordowym czasie ponad 3 godzin. Na miejscu było tylko nieco lepiej, ponieważ w tak piękny majowy tydzień dużo osób miało ten sam pomysł co rodzice - Wąwóz Homole. Najpierw bardzo mi się podobało. Pluskałam się w strumyku, a Lenie bujanie w nosidle bardzo pasowało. Gdy wyszliśmy z wąwozu, moje zadowolenie nieco spadło. Z małym marudzeniem dotarłam do miejsca wypasu owiec. Przejęłam się tym, że ludzie zdzierają z owiec skóry. Wiedziałam, że je zjadamy, nawet mama mi opowiadała, że się robi z nich futra. Gdy z bliska zobaczyłam skóry wstrząsnęło mnie nieco ("mamo oni je im zdejmują tylko trochę??"). Jeszcze następnego dnia pytałam: "mamo, a z czego robi się lizaki?? z jakiego zwierza??". Na hali posililiśmy się serkami, mlekiem owczym i poszłam z tatą, a później z mamą i ciocią odwiedzić owce. Gdy ruszyliśmy w ostatni etap podróży mama musiała słuchać:
- Już nigdy nie pójdę w góry. Moje nóżki nie lubią skał, jestem zmęczona, mam dość. Jak będziecie jechać w góry to ja zostanę z babcią, albo ciocią.
Po trzech godzinkach zmęczeni upałem dotarliśmy do autka. W dobrych nastrojach wróciliśmy do babci Krysi. Podróż w korku skłoniła mamę i tatę do zmiany planów i kolejne dwa dni spacerowaliśmy po parku Jordana i na Bielanach. Ciocia Karinka podczas tego drugiego spaceru wpadła na pomysł, żeby pójść do ZOO. Długość kolejki skutecznie wybiła nam ten pomysł z głowy. Resztę czasu spędzałyśmy bardzo aktywnie z babcią Krysią i ciocią Karinką. Muszę jeszcze dodać, że jestem zagorzałą cyklistką. Uwielbiam mój rowerek i chętnie biorę go na spacery.


Lenek



Tak szybko się zmienia, a jeszcze szybciej się przemieszcza. Daje "cześć", robi "falę" i pokazuje paluszkiem (co jest bardzo nieskoordynowane). Coraz fajniej się razem bawimy, ale często mam wrażenie, że mi przeszkadza. Póki co, tych iskrzących momentów jest mniej (pojawiają się głównie gdy zjawiają się babcie, ciocie i chciałabym je mieć tylko dla siebie). No i jeszcze potrafi dawać buziaki, ale dla chętnych dodam, że warto mieć przy sobie chusteczkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz