Wesołe Ciasteczko
Parę dni temu zawitało pod nasz blok Wesołe Miasteczko. Taka informacja spowodowała, że wstałam z łóżka w 3 sekundy (normalnie ok 5 min). Myślałam, że mama zmyśla : "myślałam, że żartujesz, a tu na prawdę jest Wesołe Miasteczko". Och nie mogłam się doczekać kiedy tam pójdziemy. Całe to zamieszanie z powodu JUWENALIÓW. Studenci chcieli nam podziękować, że zgodziliśmy się na te hałasy za oknem i podarowali nam darmowe bilety. W sumie trochę przypadkiem nasz przydział się rozmnożył i z 4 zrobiło się 12. Połową podzieliłam się z moimi podwórkowymi przyjaciółmi, a resztę sama wyjeździłam (bo Lenek przecież jeszcze za mały). Muszę przyznać, że pierwszego dnia mnie poniosło i na koniec zabawy zrobiłam małą scenkę rozczarowania (bo chciałam jeszcze). To był dopiero początek mojego złego nastroju. Kolejnego dnia nieco lepiej zniosłam koniec szaleństw, a ostatniego dnia zaakceptowałam, że czas pożegnać się z WM.
Mama każdego dnia oddychała coraz spokojniej, bo tym razem źle znosiła moje histerie. W sumie to była dzielna, bo raz bała wsiąść na pędzącego smoka, a następnego dnia przełamała się i już pojechała ze mną. Krzyczała tylko troszkę. Lenek powróciwszy na łono spacerów i podwórkowego życia śpi nieco lepiej. W dzień z tym sapaniem nie szaleje (od 30 min do 2h- raz na dwa tygodnie). Do piachu przekonała się Zocha i co tu dużo gadać opanowała piaskownicę. Lenek dostojnie siedzi i spogląda, a Zosia to tu to tam. Czasem również posiedzi i pogada, pogłaska Lenę, wsadzi jej palec do oka, przytuli, pocałuje, zabierze zabawkę. Co na to Lena?? Najczęściej uśmiecha się niczym Mona Lisa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz