O Świętach i o tym co Lenek już potrafi
Miało być ciekawie, a wyszło kronikalnie.Tak dużo się wydarzyło, że nie wiem od czego zacząć, po tak długiej przerwie. Może od tego, że Lenek miała tą ospę i przeszła ją tak łagodnie jak ja. Ponieważ tata był w tym czasie w pracy, babci Ani też nie było to nie miał kto mnie zaprowadzać do przedszkola. W rezultacie w przedszkolu nie było mnie, aż cztery tygodnie. Na Święta Wielkanocne pojechaliśmy do Stalowej Woli. W końcu rodzinka od strony mojej mamy mogła poznać Lenkę. Ona bardzo się zmieniła w ostatnim miesiącu i nowe osoby akceptowała bez większych humorków. Na mnie duże wrażenie wywarła ciocia Aga, spędziłam z nią całe popołudnie i jeszcze było mi mało. Ja też szybko oswajałam się z nowym otoczeniem (chociaż
ja już tam byłam kilka razy). Najszybciej kontakt złapałam z dzieciakami w Rudniku, gdzie pojechaliśmy bez Lenki (która miała końcówkę ospy). Od domu do domu, od stołu do stołu i święta się skończyły. Spakowaliśmy walizki i pojechaliśmy do Krakowa, gdzie spędziliśmy sześć dni. Ostatniego dnia mama przygotowała dla mnie i taty niespodziankę. Niestety pogoda nieco nam nie dopisała, ale za bardzo nie padało i czas spędzony na farmie (w sumie tabunie pięciu hucułów) był udany. Mama ze swoją koleżanką pojechały na konikach w teren, a ja z tatą i ciocią karmiliśmy pozostałe konie, rybki w stawiku i wygłupialiśmy się. Tak sobie myślę, że mama zrobiła sobie większą niespodziankę zrobiła sobie niż nam. Teraz troszkę o mojejkochanej siostrzyczce.
Podczas pobytu w Krakowie Lenka nauczyła się robić "papa". Oczywiście stało się to gdy mama i tata jeszcze spali. Później nie chcieli uwierzyć, bo Lena oczywiście nie miała zamiaru się popisywać. No, ale ku wielkiej radości mamy, w końcu pokiwała rączką. Dziś już umie machać na dwa sposoby (cała rączką lub zginając paluszki). Na tym nie koniec, a mianowicie doskonaliła swoją zdolność przemieszczania się. Siedząc na pupie kładła rączki z boku i takimi półobrotamii pokonywała ogromne połacie pokoju. Na czworaka też czyniła postępy. Jak się ćwiczy to się umie.Tym sposobem Lena po powrocie do domu małymi "kroczkami" osiągnęła sukces. Każdego dnia raczkowała coraz dalej i coraz szybciej.
Dziś Lenę można zostawić w jednym pokoju, ale nie można być pewnym gdzie się ją znajdzie za parę minut. Trzeba jej pilnować, bo ciekawi ją wszystko (kontakty, płyty, głośniki...). Trzeba też pilnować co właśnie próbuje zjeść. Lenka póki co nie uczy się na swoich błędach. Spróbowała trocin i po minie było widać, że jej nie smakują. Niestety postanowiła ponowić próbę. Innym razem postanowiła zjeść kostkę do gry, którą akuratnie graliśmy. Trzeba było pilnować turlającego się losu. Lenek wiedziała już, że musi być szybka i kostki nie oglądać, a od razu pakować do buźki. Rodzice wprowadzili też radykalne zmiany w jej systemie jedzenia. Nasza mama zaczęła pomału znikać i słabnąć. Dlatego od tygodnia dziecko ssące musiało zmienić obiekt ssania i też samą ciecz ssaną. Kto nie zrozumiał, to jeszcze raz prościej : Lena pije sztuczne mleko z butli. Dwa pierwsze dni były straszne, toczyła się zawzięta walka. Florcia nie odpuszczała, aż w końcu czwartego dnia odpuściła i zaakceptowała tą zmianę. No już dosyć o mojej siostrzyczce, jeszcze chciałam się pochwalić jedną rzeczą. Zakupiłam, za moje skarbonkowe pieniążki wspaniały różowy (choć chciałam zielony, ale nie było) ROWER. Moje podwórkowe koleżanki już dawno miały swoje rowerki. Opanowały jazdę i sieją postrach wśród użytkowników chodników. Ja próbowałam i niestety ciągle mi się hamowało, nożnym hamulcem. Dziś (23.IV) pod sklepem wsiadłam na mój nowy rowerek i od razu udało mi się pojechać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz