czwartek, 11 lutego 2010

Wycieczka do Krakowa



Wyjazd do Krakowa zaczął się dość niefortunnie. Jakieś 70 km od Krakowa najechaliśmy na gałązki, które okazały się sporą gałęzią. Wszystko wyglądało niegroźnie. Niestety po 20 km stało się faktem,że nasza wspólna podróż dobiegła końca. "Gałązka" przebiła chłodnice i musieliśmy wezwać pomoc. Po mnie i po mamę przyjechał wujek Bartek z ciocią Karinką. Tatuń musiał wrócić z autkiem do Częstochowy. Jak to bywa nieszczęścia lubią chodzić parami, a i nawet stadnie. Okazało się, że nie mieliśmy dokumentów, więc troszkę się nam wszystko pokomplikowało. Na szczęście kolejne dni mijały miło i bez większych przygód. Miałam okazję odwiedzić papugę mojej kochanej cioci Karinki. Papuga nazywa się ANU i jest żółta. Biegałam za nią po całym pokoju, a ona ochoczo uciekała ku mojej wielkiej radości. Poznałam też nowe koleżanki Matyldę i Antosię. Matylda jest troszkę starsza ode mnie. Próbowałyśmy się bawić, ale to wcale nie jest proste jak trzeba się dzielić zabawkami. Antosia jest malutka, bo ma dopiero 3 miesiące. Huśtałam ją na huśtawce i śpiewałam jej "Aaa kotki dwa". Dziewczyny mają królika, ale ten zdecydowanie nie chciał się z nami bawić. Teraz już jestem pewna, że moja siostrzyczka też będzie Antosia (bo wszystkie małe dzidzie jakie ostatnio poznałam to Tosie to moja też będzie Tosia, a co!). Wszystkie podróże jakie odbyłam po Krakowie były tramwajowe i autobusowe. Szczerze mówiąc wole nasze kochane autko. Poza tym chodziłam z babcią albo ciocią i Debrusią na spacery. Raz nawet babcia wzięła mnie do sklepu, ale tego troszkę żałowała. Ja nie jestem taka spokojna jak wszystkie dzieci. Ja lubię chodzić sama (w sklepie) i wszystko oglądać i dotykać. Rodzicom to muszę oficjalnie przyznać naganę. Przez te parę dni ciągle mnie zostawiali. Tylko jeździli coś załatwiać i spotykać się z koleżankami i kolegami. Raz to nawet gdy wstałam rano to ich nie było. Pojechali sobie na narty i nawet buziaka rano nie dostałam. Była za to ciocia Karinka, która w przeciwieństwie do mamusi pozwala mi się w zimie na huśtawkach huśtać. Nauczyłam się mówić "kocham Cię", ale to tylko dzięki żabce która tak mówi. Teraz mogę wyznawać miłość po polsku. Wszyscy byli zaskoczeni, gdy drugą osobą której to powiedziałam był wujek Bartek. Ja go bardzo lubię, bo ma "długie włosy". Pomagałam mu skręcać szafkę dla babci. Odwiedziła nas też ciocia Asia, która nie nadążała jeść paluszków jakie dla niej przynosiłam. Byli też ciocia Daga i wujo Tomek dla których tańczyłam "Ambe ambe". Tak o to w paru zdaniach minął nam pobyt w Krakowie. Do Częstochowy zawiózł nas dziadzio, któremu dziękujemy (bo podróż z naszymi bagażami pociągiem byłaby męcząca).
Nasze autko po małych zabiegach jest już sprawne, choć czeka go jeszcze jedna wizyta u mechanika.

środa, 3 lutego 2010

Bałwan


Doczekałam się mojego kochanego tatunia. Przyjechał w poniedziałek, późnym wieczorem. Czekałam na niego wytrwale, a jak już dotarł do domu to pobawiliśmy się i grzecznie poszłam spać. Ok 2 w nocy przebudziłam się i strasznie się przestraszyłam kiedy zamiast mamusi zobaczyłam wielką, na ciemno ubraną postać. Tak się bałam, że jeszcze jakieś dwie godziny nie mogłam zasnąć i płakałam. Mama próbowała mi opowiadać bajkę o Czerwonym Kapturku, a ja jej w tym pomagałam. Tam też występuje wilk, a wilki to robią "auuu" i "puk, puk". Bo gdy wilk przychodzi do świnek ("Trzy małe świnki") to zanim zdmuchuje ich domki to zawsze puka. I jak idzie do babci Kapturka to też puka do drzwi. Niestety bajki mama nie skończyła opowiadać bo ją trochę wystraszyłam. Pokazywałam w kierunku stołu i mówiłam "pani, pani". Mama po pewnym czasie zaczęła podejrzewać, że widzę duchy (naoglądała się filmów). Gdy mama pytała
- co robi ta pani??
- Je banana. Daj daj pani - odpowiadałam
Mi chodziło tylko o konika pony, który stał na stole (tylko nie wiem o co mi chodziło z bananem). Po dwóch godzinkach postanowiłam napić się ciepłego mleczka i iść spać. Sama nie wiem co się dzieje. Przedwczoraj strasznie się rozpłakałam bo mama kazała mi iść spać. Płakałam, płakałam, tupałam nogami i strasznie się złościłam (jakieś 1,5 h). Póki co humorek mi się już poprawił, ale nie wiem na jak długo. Mamusia i tatuś są bardzo zdziwieni, bo aż tak nieładnie się nigdy nie zachowywałam. Dziś poszliśmy budować bałwana. W rezultacie tatuń budował, ja patrzyłam a mama plotkowała z sąsiadką (delikatnie dawałam znać sąsiadce, żeby poszła, ale "papa" to chyba jest dla dorosłych zbyt mało zrozumiałe). Bardzo krótko mogłam machać przez okno do mojego uśmiechniętego bałwana, bo ktoś go zniszczył :( . Ahh i spotkałam Jasia, już drugi raz. Jasio jest starszy ode mnie o miesiąc i gada tak samo jak ja. Też ucieszył się, gdy mnie zobaczył "Maja, cynka" (Maja, dziewczynka). Popatrzyliśmy trochę na siebie, potrzymaliśmy za rączki, zrobiliśmy rundkę na sankach dookoła bloku. Później mu machałam przez okno, a On mnie. Jutro wybieramy się do Krakowa i pewnie czeka mnie mnóstwo atrakcji.
Piosenka "okulka" to piosenka o "okruszku", którą śpiewała Natalia Kukulska.

wtorek, 26 stycznia 2010

Za oknem ciągle biało, a mróz i teraz wiatr uwięził nas w domu. Wychodzimy bardzo rzadko i na krótko. Do tego ciągle nie ma tatunia, a ja już tak bardzo tęsknie. Staram się z nim rozmawiać przez telefon. Tylko, że co to za rozmowa jak jeść i pić mu nie mogę dać. Nawet jak pokazuje jak skacze Adam to też nie widzi. Wczoraj to nawet się rozpłakałam. Mama mnie goniła do spania, a ja chciałam jeszcze hmmm, sama nie wiem co. I jak się już popłakałam na dobre to się okazało, że "nie ma, nie ma tatunia". Ehh...
Co można robić całymi dniami w domu?? Uwielbiam "czytać" z mamusią książeczki. Nie wiem czemu mama nie lubi książeczki o Hani, ja ją bym mogła oglądać w nieskończoność. Podoba mi się wierszyk o Panu Hilarym. Można go czytać tylko jeden raz pod rząd, bo później się boję. On jest taki śmieszny, a zwłaszcza końcówka gdy pan H. zerka do lusterka i nagle okazuje się, że "mamusia ma okulika". Wieczorem można robić cienie na ścianie i łapać "klulicka" (odbite światełko od np. lusterka tzw. zajączek). Można też rysować, ale tylko tatunia (można go rysować też na płytkach w kuchni - wodą, na zaparowanych drzwiach prysznicowych, lub na oknie). Z misiami też się lubię bawić. Przynoszę ich całą masę mamusi, a później z nimi rozmawiam. Czasem to ich bardziej słucham niż mamusi. Budujemy domki z piankowych puzzli, bawię się lalą, a czasem husiam się na koniku (tylko mama nie może mnie trzymać bo wtedy się denerwuję)lub huśtawce. Od paru dni praktykuję samodzielne jedzenie. Zupkę zjadam elegancko łyżeczką, czasami tylko przechylam miseczkę lub wyciągam marchewkę rączką. Z drugim daniem sprawa nie jest taka prosta. Najłatwiej to wziąć do rączki ziemniaczka, mięsko lub coś innego położyć na łyżeczce lub widelcu i wtedy do buzi. Na szczęście mogę liczyć na mamę wystarczy, że zawołam "pomoc" i już. Nauczyłam się też, że są różne kolory. Najbardziej przypadł mi do gustu "żółty, zielony" i tylko takich określeń używam np. pokazując na niebieski ręcznik krzyczę "żółte". Już od dawna uczę się liczyć "laz, tcy, osiem", wiem że jest "dwa i ctely", ale ich nie używam za często. Uczę się też nowych piosenek np. "nie chcę Cię..", "Okulka" i tańczę z babcią "owacka" (krakowiaczka). Mama tylko narzeka, że im więcej słówek znam tym mniej mnie rozumie, a czy ja mówię niewyraźnie??
Zagadka dla tych którym mama nie wygadała co to za piosenka: "Okulka" czasami brzmi "okurka". Piosenka jest nieco młodsza od mamusi i śpiewa ją pewna dziewczynka.

środa, 20 stycznia 2010



Dziś pragnę złożyć życzenia moim babciom i prababciom, dziadkom i pradziadkom. Życzę wam dużo zdrówka, uśmiechu i jeszcze więcej cierpliwości do wnuczków ;). U góry jest kartka, którą dostali wszyscy PRA :), a tu ją dedykuję wszystkim moim kochanym...
Pierwsze rymy wierszyka wymyśliłam sama. Pewnego ranka wstałam i taki genialny rym przyszedł mi do głowy. Resztę wierszyka wymyślili moi rodzice (mają głowy, nie??). Aranżacja graficzna to "dzieło" mamusi (już niedługo ją wyręczę).
"Babcie chapcie
kwiatki bratki
kocham WAS moje DZIADKI"

Rodzice też podpisują się pod tymi życzeniami...

Mój tatuń pojechał do "pracy", mamusia próbuje mi jakoś wytłumaczyć czemu go nie ma w domu. Ja ciągle się zapominam i czasami mi się wyrywa "patrz tatuń". Gdy mamusia pyta (a ona uwielbia pytać):
- Majeczko gdzie jest twój tatuń??
- pracy
- A co on tam robi??
- ucy... - wciąź pamięam jak tatuń uczył się do egzaminu, ale mama mówi, że:
- tatuń pracuje i zarabia pieniążki. Wiesz na co wydajemy pieniążki??
- kuje kuje - bo przecież jak chodziliśmy oglądać szopki to pieniążki wrzucaliśmy aniołom, które kiwały główkami i "mówiły" "kuje,kuje" ("dziękuję, dziękuję"). Okazuje się jednak, że pieniążki potrzebne są też na inne rzeczy.

Mam też dobrą radę. Już wiem jak przekonać dorosłych do współpracy. Gdy się ociągają w spełnianiu mojej zachcianki wystarczy powiedzieć "prose" (to odkryłam już dawno). Czasami bywa, że są bardziej oporni, wtedy działa "prose, bardzo".

FILM

sobota, 16 stycznia 2010



Święta ostatecznie odchodzą w niepamięć. Pożegnaliśmy już naszą piękną choinkę, która do końca cieszyła się gęstymi, zielonymi igiełkami. W Stanach (z relacji mailowej od cioci Ani) już dawno górują czerwone, walentynkowe serduszka. A jak jest u nas?? Wiem tylko, że niedługo będzie dzień babci i dziadka. W tym roku laurek jeszcze nie będzie...
Ostatnio się troszkę pochorowałam. Nastraszyłam rodziców wysoką temperaturą i soczystym pawikiem (w kuchni). Czego się nie robi, żeby zatrzymać rodziców w domu (a chcieli się wyrwać na narty, na cały dzień). Musiałam się poświęcić i cały tydzień siedzimy w domu...

Ulubione dialogi:
- Maja zrobiłaś kupkę?? - pyta mama
- Niee
- A gdzie jest kupka?? - pyta z nieufnością mama
- Tuu - odpowiadam wskazując na pieluchę, więc mama sprawdza
- Majeczko, a pamiętasz jak miałaś wołać jak chce Ci się kupkę??
- Mamo, mamo!!!
Mama zabiera się za zmianę pieluchy i padają kolejne pytania (by uniknąć się wiercenia Majki)
- Kto zrobił kupkę do pieluszki??
- Tatuń - (te osoby często się zmieniają, ale w ścisłej czołówce załatwiających się do pieluch Majki jest mama i tata).

Ja bardzo lubię skakać po łóżkach (zwłaszcza u babci Dzidzi). Kiedyś skakałam po naszym "wypoczynku" w "dużym" pokoju :
- Maja usiądź na pupie bo zaraz spadniesz - powiedział zdenerwowany tatuń
- Hopsa hopsa - krzyczę bo znam tę gadkę na pamięć. Tatuń podchodzi do mnie i przytrzymuje
- Majeczko, nie skacz bo spadniesz i wiesz co będzie??
- BAM!! - przecież nie urodziłam się wczoraj

Ja generalnie nie lubię spać popołudniu. Ostatnio mama poddała się i przestała mnie usypiać. Tylko, że około godziny 12 jestem już zmęczona, a gdy mama pyta (niezależnie od pory):
- Maja idziemy spać??
Ja odpowiadam:
- NIE
Parę dni temu po 12 zaczęłam strasznie marudzić. Rodzice mieli inne sprawy na głowie, więc w końcu mama zdenerwowana powiedziała:
- Mam już dość tego marudzenia, kładź się spać...
Ponieważ stałam na łóżku to położyłam głowę na poduszkach, a mama od niechcenia rzuciła:
- zamknij oczka - gdy minutkę później okazało się że śpię, to była bardzo zdziwiona.
(dzień później też się udało "ekspresowe" usypianie).

Rodzice kupili pewną misię (to jest żeńska odmiana misiów) Zuzię (z fundacji TVN). Misia od razu przypadła mi do gustu. Gdy mama kiedyś mnie spytała, jak się misia nazywa, odpowiedziałam:
- Wojdal - teraz już coraz lepiej i częściej wychodzi WOJTAL
Zresztą mój konik też jest Wojtal...

Mama postanowiła obciąć mi włoski. Miała dużą tremę, ale przecież włosy odrastają. Tatuń mnie zagadywał, bo rodzice się bali że się przestraszę nożyczek i nic z tego nie wyjdzie. Gorzej by było, gdyby połowa była obcięta, a połowa nie. Po kąpieli posadzili mnie na krzesełku. Mama obcięte włoski kładła na stole, nagle na nie spojrzałam, a tatuń nieśmiało spytał:
- Co to??
- włosy - odpowiedziałam i wróciliśmy do wcześniejszej rozmowy.
Cóż fryzura może nie jest profesjonalna, ale i tak lepiej wyglądam niż ciocia Karinka, której mama zrobiła kiedyś grzywkę (miała jakieś 0,5 cm długości; fryzjerstwo ćwiczyła bez większych sukcesów również na sobie)...

Tajemnicze słówko:
- "okulika" - okulary (zaczęłam używać tego określenia odkąd mam książeczkę o panu Hilarym)

sobota, 9 stycznia 2010



Jeszcze przedwczoraj szalałam na saneczkach w Olsztynie, a dziś?
Dziś pogoda nas zaskoczyła (tak jak zwykle zaskakuje drogowców). Miał padać śnieg, a w rzeczywistości padał deszczyk, który odrazu zamarzał. Nasze autko zamieniło się w wielki sopelek. Zanim wyruszyliśmy w drogę rodzice kuli lód na szybach.
W Olsztynie było bardzo fajnie. Był kotek, który zrobił "kupe" - "fuuj kotek", "góry" okazały się skałami, a śnieg był całkiem smaczny. Wcześniej przewracałam się na plecki i próbowałam robić orzełka. "Mamusia" mnie ciągle pytała "pomóc Ci wstać??" ja jej mówiłam "noooo", a później znowu przewracałam się na plecki. Tym razem kładłam się na brzuszek i zatapiałam buzię w śniegu. Rodzice chcieli mi pokazać ruchomą szopkę, ale była zamknięta (Bo w Olsztynie jest taka specjalna ruchoma szopka http://www.olsztyn.ug.gov.pl/szopka.php).

Moje ulubione zwroty : "nie da sie" ; "Mamusia patrz bańki"; "Mamusia (Tatuń, Maja) tańcz"; "pompuj, pompuj" (gdy chcę posłuchać szant); "włącz choinka"; "kupa beńdzie"; poza tym śpiewam "Zuzię", "Ogórka", "Hopsasa" - "My jesteśmy krasnoludki" i jeszcze kilka innych.

PS. Ciociu Karinko!! Rowerek jest od gwiazdki, stał pod choineczką u babci "Ysi". Jest cudowny i ma tyle zabawnych i głośnych melodyjek. Nie mogę się doczekać jak będzie u mnie w domku (bo się do auta nie zmieścił)

poniedziałek, 4 stycznia 2010

नोवी 2010 ROK



Święta szybko się skończyły i tylko waga o nich przypomina. Drugiego dnia Świąt ja i moi rodzice wyruszyliśmy w podróż. Pojechaliśmy do Stalowej Woli, Rudnika i Krakowa. Odwiedzaliśmy rodzinkę i znajomych. To był tydzień pełen wrażeń. Dostałam nowe prezenty (mama postanowiła wprowadzić limity w prezentowanych zabawkach, bo nasz domek przestaje je mieścić) i mogłam się bawić z ciociami, wujkami, babciami, kuzynami, kolegami i koleżankami. Nareszcie poznałam małą Antosię, siostrzyczkę Gucia. Tosia ma 2 miesiące. Jest taka malutka, ale za to umie bardzo głośno płakać. Gdy Święta dobiegły końca, w Stalowej Woli spadł śnieg. U babci za oknem oglądałam sikorki i turkawki, które zjadały słoninkę i słonecznik (mogłam na nie patrzeć godzinami, ale brakowało mi czasami towarzystwa). Do Krakowa zima dotarła dopiero w środę. Udaliśmy się na oglądnie szopek. Wycieczka odbyła się komunikacją miejską. Niestety w większości kościołów drzwi były zamknięte i było nam przykro. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie szopka u Bernardynów koło Wawelu. Jechałam do niej tramwajem (to też było przeżycie, biłam mu brawo na przystanku). Nowy rok przywitałam na śpiocha w towarzystwie babci Krysi. Rodzice w tym czasie gdzieś imprezowali... Ostatnio moją rozrywką są sankowe spacery. Bardzo lubię śnieg i śniegowe kulki. Chciałabym jeszcze ulepić dużego bałwana, bo te co robi mama są strasznie malutkie. Dziś zjeżdżałam z górki w parku pod Jasną Górą, było "fajnie". Szkoda tylko, że jak jest śnieg to jest tak zimno i trzeba szybko wracać do domku.