Święta ostatecznie odchodzą w niepamięć. Pożegnaliśmy już naszą piękną choinkę, która do końca cieszyła się gęstymi, zielonymi igiełkami. W Stanach (z relacji mailowej od cioci Ani) już dawno górują czerwone, walentynkowe serduszka. A jak jest u nas?? Wiem tylko, że niedługo będzie dzień babci i dziadka. W tym roku laurek jeszcze nie będzie...
Ostatnio się troszkę pochorowałam. Nastraszyłam rodziców wysoką temperaturą i soczystym pawikiem (w kuchni). Czego się nie robi, żeby zatrzymać rodziców w domu (a chcieli się wyrwać na narty, na cały dzień). Musiałam się poświęcić i cały tydzień siedzimy w domu...
Ulubione dialogi:
- Maja zrobiłaś kupkę?? - pyta mama
- Niee
- A gdzie jest kupka?? - pyta z nieufnością mama
- Tuu - odpowiadam wskazując na pieluchę, więc mama sprawdza
- Majeczko, a pamiętasz jak miałaś wołać jak chce Ci się kupkę??
- Mamo, mamo!!!
Mama zabiera się za zmianę pieluchy i padają kolejne pytania (by uniknąć się wiercenia Majki)
- Kto zrobił kupkę do pieluszki??
- Tatuń - (te osoby często się zmieniają, ale w ścisłej czołówce załatwiających się do pieluch Majki jest mama i tata).
Ja bardzo lubię skakać po łóżkach (zwłaszcza u babci Dzidzi). Kiedyś skakałam po naszym "wypoczynku" w "dużym" pokoju :
- Maja usiądź na pupie bo zaraz spadniesz - powiedział zdenerwowany tatuń
- Hopsa hopsa - krzyczę bo znam tę gadkę na pamięć. Tatuń podchodzi do mnie i przytrzymuje
- Majeczko, nie skacz bo spadniesz i wiesz co będzie??
- BAM!! - przecież nie urodziłam się wczoraj
Ja generalnie nie lubię spać popołudniu. Ostatnio mama poddała się i przestała mnie usypiać. Tylko, że około godziny 12 jestem już zmęczona, a gdy mama pyta (niezależnie od pory):
- Maja idziemy spać??
Ja odpowiadam:
- NIE
Parę dni temu po 12 zaczęłam strasznie marudzić. Rodzice mieli inne sprawy na głowie, więc w końcu mama zdenerwowana powiedziała:
- Mam już dość tego marudzenia, kładź się spać...
Ponieważ stałam na łóżku to położyłam głowę na poduszkach, a mama od niechcenia rzuciła:
- zamknij oczka - gdy minutkę później okazało się że śpię, to była bardzo zdziwiona.
(dzień później też się udało "ekspresowe" usypianie).
Rodzice kupili pewną misię (to jest żeńska odmiana misiów) Zuzię (z fundacji TVN). Misia od razu przypadła mi do gustu. Gdy mama kiedyś mnie spytała, jak się misia nazywa, odpowiedziałam:
- Wojdal - teraz już coraz lepiej i częściej wychodzi WOJTAL
Zresztą mój konik też jest Wojtal...
Mama postanowiła obciąć mi włoski. Miała dużą tremę, ale przecież włosy odrastają. Tatuń mnie zagadywał, bo rodzice się bali że się przestraszę nożyczek i nic z tego nie wyjdzie. Gorzej by było, gdyby połowa była obcięta, a połowa nie. Po kąpieli posadzili mnie na krzesełku. Mama obcięte włoski kładła na stole, nagle na nie spojrzałam, a tatuń nieśmiało spytał:
- Co to??
- włosy - odpowiedziałam i wróciliśmy do wcześniejszej rozmowy.
Cóż fryzura może nie jest profesjonalna, ale i tak lepiej wyglądam niż ciocia Karinka, której mama zrobiła kiedyś grzywkę (miała jakieś 0,5 cm długości; fryzjerstwo ćwiczyła bez większych sukcesów również na sobie)...
Tajemnicze słówko:
- "okulika" - okulary (zaczęłam używać tego określenia odkąd mam książeczkę o panu Hilarym)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz