poniedziałek, 4 stycznia 2010

नोवी 2010 ROK



Święta szybko się skończyły i tylko waga o nich przypomina. Drugiego dnia Świąt ja i moi rodzice wyruszyliśmy w podróż. Pojechaliśmy do Stalowej Woli, Rudnika i Krakowa. Odwiedzaliśmy rodzinkę i znajomych. To był tydzień pełen wrażeń. Dostałam nowe prezenty (mama postanowiła wprowadzić limity w prezentowanych zabawkach, bo nasz domek przestaje je mieścić) i mogłam się bawić z ciociami, wujkami, babciami, kuzynami, kolegami i koleżankami. Nareszcie poznałam małą Antosię, siostrzyczkę Gucia. Tosia ma 2 miesiące. Jest taka malutka, ale za to umie bardzo głośno płakać. Gdy Święta dobiegły końca, w Stalowej Woli spadł śnieg. U babci za oknem oglądałam sikorki i turkawki, które zjadały słoninkę i słonecznik (mogłam na nie patrzeć godzinami, ale brakowało mi czasami towarzystwa). Do Krakowa zima dotarła dopiero w środę. Udaliśmy się na oglądnie szopek. Wycieczka odbyła się komunikacją miejską. Niestety w większości kościołów drzwi były zamknięte i było nam przykro. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie szopka u Bernardynów koło Wawelu. Jechałam do niej tramwajem (to też było przeżycie, biłam mu brawo na przystanku). Nowy rok przywitałam na śpiocha w towarzystwie babci Krysi. Rodzice w tym czasie gdzieś imprezowali... Ostatnio moją rozrywką są sankowe spacery. Bardzo lubię śnieg i śniegowe kulki. Chciałabym jeszcze ulepić dużego bałwana, bo te co robi mama są strasznie malutkie. Dziś zjeżdżałam z górki w parku pod Jasną Górą, było "fajnie". Szkoda tylko, że jak jest śnieg to jest tak zimno i trzeba szybko wracać do domku.

1 komentarz:

  1. :) majeczko pochwal sie co dostałas pod choineczke :) Rowerek jest piekny może być coś ciekawego o nim napisala. skad go masz i czy ci sie podoba :)

    OdpowiedzUsuń