wtorek, 26 stycznia 2010

Za oknem ciągle biało, a mróz i teraz wiatr uwięził nas w domu. Wychodzimy bardzo rzadko i na krótko. Do tego ciągle nie ma tatunia, a ja już tak bardzo tęsknie. Staram się z nim rozmawiać przez telefon. Tylko, że co to za rozmowa jak jeść i pić mu nie mogę dać. Nawet jak pokazuje jak skacze Adam to też nie widzi. Wczoraj to nawet się rozpłakałam. Mama mnie goniła do spania, a ja chciałam jeszcze hmmm, sama nie wiem co. I jak się już popłakałam na dobre to się okazało, że "nie ma, nie ma tatunia". Ehh...
Co można robić całymi dniami w domu?? Uwielbiam "czytać" z mamusią książeczki. Nie wiem czemu mama nie lubi książeczki o Hani, ja ją bym mogła oglądać w nieskończoność. Podoba mi się wierszyk o Panu Hilarym. Można go czytać tylko jeden raz pod rząd, bo później się boję. On jest taki śmieszny, a zwłaszcza końcówka gdy pan H. zerka do lusterka i nagle okazuje się, że "mamusia ma okulika". Wieczorem można robić cienie na ścianie i łapać "klulicka" (odbite światełko od np. lusterka tzw. zajączek). Można też rysować, ale tylko tatunia (można go rysować też na płytkach w kuchni - wodą, na zaparowanych drzwiach prysznicowych, lub na oknie). Z misiami też się lubię bawić. Przynoszę ich całą masę mamusi, a później z nimi rozmawiam. Czasem to ich bardziej słucham niż mamusi. Budujemy domki z piankowych puzzli, bawię się lalą, a czasem husiam się na koniku (tylko mama nie może mnie trzymać bo wtedy się denerwuję)lub huśtawce. Od paru dni praktykuję samodzielne jedzenie. Zupkę zjadam elegancko łyżeczką, czasami tylko przechylam miseczkę lub wyciągam marchewkę rączką. Z drugim daniem sprawa nie jest taka prosta. Najłatwiej to wziąć do rączki ziemniaczka, mięsko lub coś innego położyć na łyżeczce lub widelcu i wtedy do buzi. Na szczęście mogę liczyć na mamę wystarczy, że zawołam "pomoc" i już. Nauczyłam się też, że są różne kolory. Najbardziej przypadł mi do gustu "żółty, zielony" i tylko takich określeń używam np. pokazując na niebieski ręcznik krzyczę "żółte". Już od dawna uczę się liczyć "laz, tcy, osiem", wiem że jest "dwa i ctely", ale ich nie używam za często. Uczę się też nowych piosenek np. "nie chcę Cię..", "Okulka" i tańczę z babcią "owacka" (krakowiaczka). Mama tylko narzeka, że im więcej słówek znam tym mniej mnie rozumie, a czy ja mówię niewyraźnie??
Zagadka dla tych którym mama nie wygadała co to za piosenka: "Okulka" czasami brzmi "okurka". Piosenka jest nieco młodsza od mamusi i śpiewa ją pewna dziewczynka.

1 komentarz: