- Jest ploblem - oznajmiłam
- Jaki problem?? - spytała mama, udając zaniepokojenie
- niebieski - odpowiedziałam z poważną miną i kiwając głową.
***
Tak naprawdę to mamusia miała problem, ale kilka dni później. Zacznijmy od początku. Normalnie urodzinki mam 3 lipca, ale ponieważ tatuniek został wezwany do pracy wcześniej więc termin moich urodzin został przeniesiony. Najpierw w niedziele rodzice wzięli mnie na spacerek z urodzinowym lodem, a później wręczyli prezent. Jak byliśmy nad morzem zamarzył mi się latawiec, nie mogliśmy go tam kupić więc rodzice zrealizowali moją zachciankę dopiero teraz. Latawiec jest piękny z Kubusiem Puchatkiem, ale jestem jeszcze za mała i sobie nie radziłam z jego puszczaniem, za to skutecznie przeszkadzałam tacie. Prezencik najbardziej spodobał się właśnie jemu. Gdy mama oznajmiła powrót do domu:
- Naprawdę musimy już iść? Jeszcze trochę...- powiedział tata z nadzieją w głosie. Mama powędrowała po cieplejsze ubranko dla mnie i zestaw do piaskownicy. Wiatr ( a może jego niejednostajność) nie ułatwiał zadania, ale troszkę latawiec się unosił. Kiedy późno w nocy w końcu usnęłam, mama podjęła próbę pieczenia tortu, pierwszy raz. Mama jest antytalenciem kulinarnym, cały pakiet kucharskich zdolności i pasji odziedziczyła ciocia Karinka. Babcia Krysia przysłała mamie przepis ze wszystkimi szczegółami, tak jej się wydawało. Mama trzymała się ściśle wskazówek i nawet jak jej się wydawało, że może trzeba by było coś inaczej starała się nie improwizować (żeby tylko się torcik udał). W sumie się udał, bo smaczny był i większa jego część zniknęła. Tylko jedna rzecz nie wyszła, a i tak była dobra. Babcia stwierdziła, że nie trzeba pisać, że trzeba zmixować masę, bo to oczywiste. Mama zaś stwierdziła, że mixować nie będzie skoro w przepisie nie ma. Mimo tej małej nieścisłości tort był, a co najważniejsze świeczka, którą dwa razy zdmuchnęłam. Byli goście i śpiewali mi STO LAT. Bardzo się cieszyłam, bo długo czekałam na ten dzień.
Szkoda tylko, że pod koniec dnia strasznie zaczęłam chrypieć (tak od kilku dni coś mnie męczy) i ciężko mi się oddycha. Chyba będę musiała trochę się pooszczędzać...
W urodzinach udział wzięli : babcia Dzidzia, babcia Ania i dziadek Marek, ciocia Kasia i wujek Marcin, Mikołaj i Maliwnka, moi rodzice i JA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz