

Mama obiecała, że z okazji DNIA DZIECKA dostanę taką piękną kaczkę pchaczkę jaką ma Marysia (moja koleżanka z piachu). Już w sobotę w bagażniku auta widziałam znajomy kijek,ale rodzice się upierali że mi się wydawało. Do wtorku było jeszcze tyle czasu... W niedziele rano gdy rodzice kończyli pakowanie (bo postanowili, że jedziemy na wakacje) ja niepostrzeżenie otwarłam sobie walizkę, a tam pod bluzkami i książkami znalazłam smoka-pchacza (smok na kijku do pchania). Rodzice byli zaskoczeni gdy wparadowałam do kuchni z niespodzianką. Tym sposobem miałam nieco wcześniej dzień dziecka. Później pojechaliśmy na grilla do Śmiernego Dębu. Tam taki wujek i ciocia mają cudny domeczek, w istnie wiejskiej atmosferze. Była też Julka, młodsza ode mnie o 2 miesiące. Próbowałyśmy się bawić, ale nam to jeszcze jakoś nie wychodziło. Najbardziej podobała mi się stodoła wujka Ryśka, tam kiedyś mieszkały krowy, a teraz tam są istne skarby. Z podwórza przegoniła nas burza. Gdy tylko przestało padać pojechaliśmy do Krakowa do babci Krysi, cioci Karinki i Debrusi. Ten wcześniejszy dzień dziecka był bardzo przyjemny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz