środa, 25 marca 2015

Szukając wiosny

Zaćmienie słońca przez szybę 20.III.2015r.
Zdjęcia
Wiosna już przyszła, co widać :). Dziś tacie udało się wyciągnąć rowery z piwnicy i rozpoczęłam sezon okrzykiem "ja zapomniałam jak się jeździ na rowerze!".  A to ponoć jest "jak z jazdą na rowerze, tego nigdy się nie zapomina". Po kilku nieudolnych ruchach, jednej wywrotce przypomniałam sobie, ufff. Lenek próbowała swoich sił na rowerku biegowym i śmiało podbija plac zabaw (ten nowy, pod blokiem). Chodzi tam zamiast do przedszkola. Mama boi się, że jak ją tam znowu puści to po paru dniach będzie powtórka z choroby.
Lenek:
Tata kupił rybę (w całości) na obiad:
L: Co to?
T: Ryba, będziemy ją jedli.
L: Ja nie będę jej jadła. - Lenek lustruje z obrzydzeniem przyszły obiad
T: Czemu? Ty lubisz jeść rybkę...- tata zdziwiony
L: Nie będę jej jeść bo ona nie żyje.

sobota, 21 marca 2015

Do szkoły?


Mama zapisała mnie do szkoły. Tym razem mi się nie upiecze. Moje koleżanki, które poszły w tym roku były super zadowolone, a ostatnio trochę im się już pozmieniało. Nie chcą odrabiać lekcji- czyli pisać literek. Coraz więcej przy tym marudzą, a nawet płaczą. Ponieważ dużo ostatnio chorowałam to i mnie mama zaganiała w domu do pisania i rysowania szlaczków. Tak musiała mnie zaganiać, bo ja to zawsze znajdowałam sobie lepsze zajęcie. Trochę bardzo mi te literki nie chcą wychodzić takie ładne (albo są za małe, albo za duże, albo krzywe, albo nierówne...). Mama chciała mnie zmotywować "Maju, ja też na początku pisałam takie brzydkie kulfony.Twoje są nawet ładniejsze niż te moje. Pokaże Ci moje zeszyty. Trzeba ćwiczyć i w końcu wyjdzie". Pokazała mi swoje zeszyty z pierwszej klasy i okazało się że mnie okłamała. Jej literki były ładne, nie to co moje. Chociaż mama twierdzi, że babcia musiała te pierwsze zeszyty wyrzucić.  

Oto moja książka, którą wymyśliłam sama, mama spisała. Ja narysowałam obrazki...

środa, 11 marca 2015

Konkursy, pocztówki, krępujące sprawy

Padło pewne kłopotliwe pytanie: Kiedy będą wyniki konkursu o latawcach? Z przykrością zauważyłam, że prac jest mniej niż poprzednim razem. Ze wstydem dodam, że nie mam gotowych nagród. Po pierwsze nie mam czasu, po drugie gdy mam czas to zapominam, a po trzecie mama nie kupiła mi obiecanego kleju. Prace, które dostałam są niesamowite i wcale nie będę się kierowała moimi sympatiami (tu pozdrawiam ukochaną ciocię Karinkę), tylko zimnym okiem ocenię artystyczne walory (zapominając o różnicy wieku artystów). To już wkrótce (może nigdy). Chciałam też podziękować za kartki, które dostałam. Nie było ich dużo, ale Ci którzy nadesłali włożyli w nie serce (dziękuje c. Ani i w. Grzesiowi, babci Krysi i dziadkowi Januszowi, nawet c. Karince i w. Bartkowi- kartka świąteczna też się liczy ). Czekam na jeszcze więcej pocztówek!! Na zdjęciu widać front naszej lodówki (wystawa została już zmieniona), gdzie znajdziecie swoje pocztówki i nasze zdjęcia z wakacji. Za mną bardzo trudny tydzień, musiałam podjąć niesłychanie ważną decyzję. Powstał pewien dylemat dotyczący moich zajęć tanecznych. Okazało się, że jak nie ma na nich moich najbliższych koleżanek to ja nie chcę tam chodzić. Dlatego mama zaproponowała zmianę, żebym zobaczyła coś nowego. Padło na balet. Zajęcia wydały mi się ciekawe, zupełnie inne niż dotychczasowe tańce. Ciężko było wybrać: koleżanki czy coś co mi się podoba? Rozważaliśmy plusy, minusy... wygrywała ciągle przyjaźń. Tylko, że fakt choroby koleżanki i to że mam być sama na zajęciach (chodzę tam już 1,5 roku) pomógł mi. Teraz będę baletnicą, przynajmniej przez chwilę będę próbować.  
Co u Lenusi?
Lenusia z chęcią wróciła do przedszkola po długiej przerwie (ok. 6 tyg), chociaż ze smutkiem mówi że z jej grupy jest bardzo mało dzieci (6). Niechętnie rano wstaje, bardziej pasowało jej gdy budzik nie dzwonił, a mama nie powtarzała "dziewczynki wstajemy!!". Na zdjęciu widać wyspaną Lenusię, z brudną buzią od pasty, z piżamką tył do przodu i z uśmiechem radości. Tu jej budzik nie obudził!! Z zazdrością patrzy, że ja mogę chodzić na tyle dodatkowych zajęć (zwłaszcza podoba jej się plastyka, ale trzeba mieć 6 lat). Wymyśla niestworzone rzeczy, przypominając mamie że ma tylko 3,5 ("Mam 3,5 bo jestem Lenusia"). Ostatnio (gdy zaprowadzały mnie na plastykę) mama poprosiła ją żeby stanęła za drzwiami i  nie podchodziła do schodów, a ona tylko zbiegnie coś sprawdzić. Mama przeżyła chwilę grozy gdy 30 sek później usłyszała przeraźliwy krzyk. Lena postanowiła podejść do schodów i wsadzić głowę między pręty balusatrady, żeby obserwować mamę. Tylko, że głowa weszła, a nie chciała wyjść.
Gdy mama dobiegła do Lenusi było już po wszystkim:
- Czemu mnie nie posłuchałaś? - z jednej strony ulga i radość, że nic się nie stało, z drugiej złość.
- To nie ja.
- Nie ty wsadziłaś głowę?
- Nie to taka pani mi kazała.
Lena do tej pory wstydzi się tej historii, a łzy napływają jej do oczu. Mama też ma nauczkę...

sobota, 7 marca 2015

Pozytywny wpływ teatru

marzec 2015
listopad 2013
 




 "Witamy i prosimy o wyłącznie komórek, niespożywanie posiłków. Wystąpi teraz niezwykle utalentowany  zespół. Prosimy o nie śpiewanie, jeśli możecie się powstrzymać..."

środa, 4 marca 2015

Pobyt w Krakowie


Teraz powinno być miejsce na Walentynki. Przygotowałyśmy przepiękne obrazki dla naszych rodziców z tej okazji (ale roztargniona mama zostawiła całą teczkę naszych rysunków w Krakowie). Tak, byliśmy w Krakowie. Rodzice spontanicznie (czasami im się zdarza) podjęli decyzję, że z gór jedziemy prosto do babci Krysi. Mama postanowiła nas trochę ukulturalnić. Przez cały tydzień chodziłyśmy do Nowohuckiego Centrum Kultury w Krakowie. Tam co roku (w okresie ferii zimowych małopolski) odbywa się Festiwal Teatrów Dla Dzieci. Codziennie rano wstawałyśmy i autobusem jechałyśmy do Nowej Huty. Tam kiedyś mieszkała mama i tata. Autobus zatrzymuje się tam na przystankach o bardzo ładnych nazwach : osiedle Zgody i aleja Przyjaźni. Bardzo nam się to podobało, a trzeciego dnia znałyśmy nazwy większości przystanków. Oczywiście codziennie zadawałyśmy te same pytania: "a po co ten czerwony młotek?; dlaczego wybić szybę?; a jaki może być wypadek?". Najczęściej jedna pytała, a gdy mama kończyła wywód, druga z nas jakby wybudzona z letargu pytała o to samo. Wróćmy do Nowej Huty. Oprócz Alei Przyjaźni jest też Aleja Róż, tam stał kiedyś pomnik Lenina i go zburzono. Oczywiście musiałam się dowiedzieć czemu go tak potraktowano, a mama próbowała mi trochę przybliżyć sprawę. Nie rozumiałam jednak czemu zniszczyli pomnik, przecież to nie ładnie. Mama coś jeszcze później opowiadała, pewnie miała rację... muszę ją jeszcze o to spytać. Sala w "teatrze" była duża, a mama mówiła że kiedyś tam występowała. Była krakowianką i tańczyła w "Dużym Krakowiaku" na skraju sceny. Na koniec tego tańca wszyscy się kręcili i kręcili. Mama na końcu, razem z innymi małymi dziewczynkami tańczyła w pierwszym rzędzie. Tak długo się kręcili, że prawie spadła ze sceny bo jej się w głowie zakręciło. Dzielna ta mama, że występowała na takiej dużej scenie. Przed każdym spektaklem wszystkie dzieci strasznie się wierciły w oczekiwaniu, aż bajka się zacznie. Przedstawienia były piękne, kolorowe i podobały się dzieciom bardzo. Mama mówi, że najlepiej o tym świadczyły okrzyki pełne zaangażowania, strachu i przejęcia np. "nie jedz tego jabłka!!!", "nie idź tam!!!". Oglądnęłyśmy "Trzy Świnki", "Ośle serduszko", "Królewnę Śnieżka" i "Królową Śniegu". Na koniec ostatniego przedstawienia Lenusia się popłakała, chociaż wszystko dobrze się skończyło:
- Czemu płaczesz Lenuś? - spytała mama
- Bo to już koniec...-odpowiedziała smutna.
Tym wyznaniem ujęła mamę, a ta postanowiła kupić bilety na przyszły tydzień. Tym bardziej, że dziadek Janusz się pochorował, a to on nas miał zawieźć do domu. Tym sposobem nasze ferie miały się przeciągnąć. Dodam, że jednego dnia nie byłyśmy w teatrze. Udałam się wtedy na zajęcia dla dzieciaków u dziadka w pracy. Mama znowu była pełna wątpliwości czy w ostatniej chwili nie zmienię zdania. Ku zdumieniu cioci Kariny i zadowoleniu mamy zostałam wśród obcych mi ludzi (bo dziadek był chory i leżał w łóżeczku). Później babcia mnie zabrała do swojej pracy, gdzie mogłam przybijać pieczątki, a nawet wypożyczyłam babci jedną książkę ( i ją "spikałam " czytnikiem- babcia pracuje w bibliotece). Lenusia bardzo mi zazdrościła, że byłam u babci. Jednego wieczoru wybrałyśmy się też na lodowisko z babcia Krysią, ona też umie jeździć na łyżwach.
ZDJĘCIA
Weszłam pierwsza na lód i zeszłam z niego ostatnia, po 1,5 godzinie wygłupów. Było super, ale się wyszalałyśmy...Babcia myślała, że szybko uśniemy, ale była w błędzie. W niedzielę była śliczna pogoda i pojechaliśmy na spacerek z babcią, ciocią, wujkiem i Kornelcią na Rynek i Wawel. Był to bardzo miły dzień, tylko że wieczorem Lena dostała wysokiej temperatury.Tym sposobem plany trzeba było zmienić. Dzięki cioci, która opiekowała się Lenusią zobaczyłam "Smakołyki ciotki Klotki", "Plastusiowy Pamiętnik" i "Koziołka Matołka". Z resztą z ciocią, Kornelcią i Mauinkiem widywałyśmy się codziennie. Kornelcia bardzo chciałaby już umieć siedzieć. Lubi być noszona i patrzeć na wszystkich. Zdecydowanie nie lubi leżeć lub siedzieć na kolanach, wtedy często zaczyna się wiercić, wykrzywiać buzię i marudzić. Ślicznie się już uśmiecha, ale nie umie jeszcze się głośno śmiać. Zaczyna brać zabaweczki do rączek. W ostatni weekend lutego pojechała w swoją pierwszą dłuższą podróż, do Stalowej Woli. Odwiedziła prababcie, ciotki, wujków i naszą kuzynkę Igusię (której jeszcze nie znamy).
  PS. Niestety nasza wizyta w Krakowie pozostawiła pewne ślady po sobie. Kornelcia zaraziła się od Lenusi i musi brać niedobre lekarstwa. Mimo choroby humor jej dopisuje. Zaczęła się głośno śmiać, a na dowód ciocia przysłała nam filmik (dostępny w albumie).

sobota, 28 lutego 2015

Wypad do Szczyrku

Kolejny bałwan pod blokiem

Była dość długa przerwa, a teraz wszystko trzeba ładnie nadrobić, a działo się sporo. Po pierwsze tata nam się rozchorował i kilka dni był odcięty od rzeczywistości. Bardzo chciał szybko wyzdrowieć bo przecież przerwa w pracy jest ograniczona. Mimo wszystko atrakcje nas nie omijały, zwłaszcza mnie (czasami lepiej jest być starszym). Po pierwsze dostałam swoje własne narty, a Lena nakładki- łyżwy na buty. Nie Lena, a Lenusia (tak trzeba się zwracać do mojej siostrzyczki bo w innym przypadku mówi : "phi, jestem Lenusia"). Nakładki Lenusi wypróbowałyśmy tego samego dnia, narty musiały czekać. Mimo dodatniej temperatury, kapiącego deszczu i jeszcze kilku przeszkód po drodze, Lenusia podbiła lodowisko. Kolejnego dnia mnie wysłano na półkolonię do Rędzin (koło Częstochowy, do klubu z kulkami) z koleżanką. Dostałam kieszonkowe, całe 6 zł i poczułam się bardzo dorosła. Wykazałam się sprytem bo rozmieniłam kasę i kupiłam sobie kilka rzeczy. Mama się trochę denerwowała tym moim wyjazdem, a ja wcale. Gdy tatuś doszedł do siebie postanowił nam zrobić mini ferie w górach. Ponieważ czasu do jego wyjazdu zostało naprawdę niewiele to pojechaliśmy na niecałe dwa dni. Przed naszym przyjazdem do Szczyrku napadało dużo śniegu.
Dodaj napis
Mama zarezerwowała mi lekcje z panią instruktor. Chociaż zaznaczyłam "mamo jeśli nie będzie pani to pan też może być". Powiedziałam tak, chociaż bardzo się bałam. Ja się uczyłam z panią, a Lenusia również wykazała chęć nauki jazdy. Wypożyczono jej sprzęt lecz kategorycznie odmówiła jazdy z panem instruktorem (ciekawe dlaczego). Mama z nią raz zjechała, ale tak ją rozbolały plecy że więcej nie dała rady... Lenusia dumna z siebie, że spróbowała zażądała żeby zdjąć jej z nóg niewygodne buty narciarskie.
Zdecydowanie bardziej przypadły jej do gustu saneczki i jabłuszko z tatą.
ZDJĘCIA
Ja po mojej lekcji próbowałam jeździć z mamą. Po pierwsze byłam już zmęczona, a po drugie mama nie chciała jeździć ze mną za rękę także również zażyczyłam sobie odpięcie mnie od desek. Popołudniu rodzice nie odpuścili i kazali nam znowu iść na stok, my tam chętnie pobiegałybyśmy po korytarzu naszej kwatery. No, ale czasami z rodzicami nie ma co dyskutować. Tym razem tata podjął się nauczania mnie jazdy na nartach. Podeszłam do tego z dużą rezerwą, po doświadczeniu z zeszłego roku. Dałam mu szanse i okazało się, że poszło mu lepiej niż mamie. Mama za to usłyszała od Lenusi "mamo muszę na Ciebie poskarżyć tacie", okazało się że mama za wolno jeździ na sankach (co szybko poprawiła). Kolejnego dnia odbyłam kolejną lekcję z panią instruktor, która sama zauważyła że idzie mi znacznie lepiej niż pierwszego dnia. Nauczyłam się jeździć orczykiem (takim pojedynczym i podwójnym też)- nazywałam go "wciąg" bo wciąga na górę. Wiem, że zrobiłam postępy, ale nie czuję się jeszcze pewnie na nartach. Zadziwiła mnie jedna sprawa. Jak przyjechaliśmy w góry to była mgła, gdy rano wstaliśmy było pochmurno. Pan z pensjonatu mówił, że i tak mieliśmy szczęście bo przed naszym przyjazdem tak sypało, że nie dało się jeździć. Drugiego dnia gdy wyszliśmy po przerwie na herbatę przed karczmę przywitało nas słońce i błękit nieba. Taka cudna pogoda trwała godzinę, a później znowu przyszły chmury. Tak to już jest w tych górach. 

czwartek, 5 lutego 2015

Ferie



W Częstochowie mamy już ferie. Szkoda tylko, że Lena chora, mama przeziębiona, a i tatę coś bierze. Mimo przeciwności udało nam się być na lodowisku, ulepić panią bałwanową. Tatuś zabrał mnie nawet na narty. Zadbał o to żebym miała panią instruktor i dzięki temu lekcja była udana, a ja zadowolona.

LENA:
Mama oglądała końcówkę meczu piłki ręcznej Polska- Katar:
- Lena, chodź zobacz jak wyglądają arabowie!
- Oooo przebrali się za księżniczki.

- Tato wiem czemu masz białą bluzkę. - oświadczyła Lena
- Czemu? - spytał zainteresowany tata
- Bo ją ubrałeś.

Codziennie wieczorem dochodzi do małych spięć. Zaczyna się od niewinnych próśb mamy, żebyśmy posprzątały pokój. Później się zaczyna:
- Mamo bo Lena nie sprząta!!
30 sekund później:
- Mamo bo Maja nie sprząta!!
Generalnie mama jest długo cierpliwa, ale jak my zaczynamy na siebie krzyczeć i skarżyć czyli robi się harmider ona ma już dość. Próbuje motywacją: "zabraknie wam czasu na dobranockę", później karą: "jak nie posprzątacie to nie będzie bajki". Wprowadza też grozę: " to co zostanie na podłodze zostanie wyrzucone". Metod jest wiele...
- Lena powiedz Majce, że zaraz z nią inaczej porozmawiam.- powiedziała bezsilna mama
- Mamo po angielsku z nią będziesz gadać? - spytała przejęta Lenka
- Yyy... tak po angielsku...- "śmiać się czy płakać?" pomyślała zrezygnowana mama.
- A ze mną po polsku?
- Tak z tobą po polsku.- "Wow, w końcu Lena zrozumiała że mówi po polsku" pomyślała dumna mama
- Maja!!! Mama będzie z tobą gadać po polsku, a ze mną normalnie.    
Zdjęcia