sobota, 30 listopada 2013

Andrzejki



W naszym przedszkolu odbyła się impreza Andrzejkowa, na którą zostali zaproszeni rodzice. Przyszło kilka mam, w tym moja. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to że wzięła moją kochaną, młodszą siostrunię. Zamiast bawić się z nami w pociągi, węże i inne fajne rzeczy to bawiła się z Leną zabawkami. Trochę mi to popsuło humorek. Zwłaszcza, że to był pierwszy dzień w przedszkolu po chorobie i byłam troszeczkę jakby nie sobą. Oprócz zabaw były wróżby, z których wynika że będę modelką, która odpoczywa na egzotycznej wyspie, a od  Mikołaja dostanę grę komputerową. Było dużo śmiechu przy tym całym wróżeniu. Ciocia dała nam ogromny karton, z którego trzeba było wyciągnąć na chybił trafił przedmiot i gdy ktoś wyjął np. telefon, albo żelazko to nasza wróżba dla niego nie była zbyt szczęśliwa bo wg dzieci taki osobnik zostanie żelazkiem, telefonem, w ostateczności telefonistą. W wróżbie z butami nie brałam udziału, bo ja jeszcze  nie jestem gotowa na zamążpójście, nie to co moje koleżanki. Na koniec było lanie wosku i oglądanie ich cieni i wyszła mi sukienka, więc może faktycznie będę modelką??


środa, 27 listopada 2013

Jak będę duża...



- Maju, wiesz... jak będę duża to będę mieć siusiaka jak tata.

czwartek, 21 listopada 2013

Jak się bawić to się bawić czyli co z tym SYLWESTREM?

Odkryłam, że kalendarz kończy się na grudniu. W nocy, gdy nie mogę spać różne ciekawe rzeczy zajmują moją uwagę. Ucieszyłam się, że wraz z końcem roku będzie koniec przedszkola. Później dowiedziałam się, że z końcem kalendarza nie kończy się przedszkole, a tylko rok. Radość przyniósł fakt, że na ten koniec, albo na początek jest Sylwester. Od razu oznajmiłam mamie, że organizuję przyjęcie dla moich koleżanek. Okazuje się, że ja i Lenka najprawdopodobniej zostaniemy u babci, a ONI - RODZICE pójdą się bawić. Wykrzyczałam mamie jakie to wszystko niesprawiedliwe i że wcale nie chcę z głupią Lenką i babcią spędzać tej nocy. Dziwna jest reakcja mojej mamy, bo mamy koleżanek bardzo chętnie by przystały na takie zaproszenie. No, a do tego zepsuła się pogoda i już złapałyśmy wirusisko. Lena to pewnie jest szczęśliwa bo ona to jest lekomanka i chętnie wcina wszystkie syropki itp.. Mlaska przy tym i się zachwyca i sama woła "Mamo daj sylopki, wszystkie". Ja nie lubię i strasznie przy tym wybrzydzam, marudzę, uciekam. Mama nie jest zbyt szczęśliwa.

niedziela, 17 listopada 2013

Co u Leny?

Jak miałam dwa latka rozpoznawałam 95% marek aut, jeżdżących w naszym kraju. Tata był dumny jak paw i u znajomych rysował znaczki, a ja zgadywałam :audi, nissan, opel itd... Dziś rozpoznaje 85% aut. Postanowiliśmy wciągnąć w tą zabawę Lenkę. Jest niezła, trzeba jej przyznać. Tylko, że ona ma typowo kobiece podejście do sprawy:
Maja: Lenko jakie to autko? - pokazuję jej znaczek
Lena: Zielone. - odpowiada dumnie Lenka.

Oglądamy książeczkę
Mama: Co to za zwierzątko?
Lena: Wilk!!
M: Nie, to żubr.
M: Co to za zwierzątka? - pyta mama pokazując na sarenki
L: To nie jest żubr.

Siedzimy, a u góry słychać stukanie.
L: O nie, znowu ten gupi siad puka. Nie bój się Maju.
M: siad?
L: No są.- zapada cisza- siad - dodaje po chwili

Lenka ma już dwa lata i trzy miesiące. Jest coraz lepszą towarzyszką zabaw. Czasami się bijemy i kłócimy. Szczerze mówiąc, to ona zaczyna większość awantur. Chyba z nudów mnie prowokuje: wyrwie mi zabawkę i z nią ucieka, szarpnie mnie za włosy, albo stuknie w głowę. Wszystko byłoby spoko, ale gdy jej oddam to się zaczyna. Wystarczy, że ja ją dotknę paluszkiem, a ta w ryk i na skargę do mamy. Muszę się wtedy tłumaczyć, a mama chyba i tak nie do końca wie kto zaczął, albo kto nadużył siły. Na szczęście szybko zapominamy o kłótniach i łzach: tulimy, wygłupiamy, śmiejemy, tańczymy, śpiewamy, bawimy i to wszystko razem. Gdy mama nas takie widzi to tylko się uśmiecha do siebie.

czwartek, 31 października 2013

Jak to jest z tym Mikołajem?

Dziadek Janusz opowiadał mi o swoich wakacjach, o tym jak odwiedził grób Świętego Mikołaja. Powiem szczerze, że nie dawało mi to spokoju więc postanowiłam spytać mamy:
- Mamo, skoro dziadek był na grobie Mikołaja to znaczy, że on miał pogrzeb i go nie ma. To kto nam daje prezenty??
Mama usypiała Lenkę:
- Maju, pogadamy jutro. Teraz ciiii, bo obudzisz Lenkę.
Oczywiście ja zapomniałam i mama też zapomniała.

Wracając z popołudniowych tańców:
- Mamo bo w Dzieciach z Bullerbyn to nie było Świętego Mikołaja tylko oni sami robili sobie prezenty. To jest ten Mikołaj, czy nie?
- Ale zimno się zrobiło.- odpowiedziała mama
- Tak zimno, ale jak to jest z tym Mikołajem??
Okazuje się, że jest różnie. W Rosji jest dziadek Mróz (do mnie też kiedyś przyszedł, dziwna sprawa), a inni robią sobie na wzajem takie upominki.

Tatuś obiecał nam super prezenty po powrocie z pracy. Zabrał nas do sklepu i miałyśmy wybrać sobie klocki Lego i Duplo. Przed wyjściem rodzice powiedzieli mi, że niektóre są bardzo drogie i tych nie będę mogła sobie wybrać:
- Nie martw się tatusiu ty mi kupisz tańsze, a Świętego Mikołaja poproszę o droższe.

niedziela, 6 października 2013

W biegu

Maja z Nicolą  i Martynką
Ostatni miesiąc zleciał szybciutko, nie wiadomo kiedy. W końcu wysłałyśmy tatę do pracy, po dwóch miesiącach wakacji. Drugiego dnia po jego wyjeździe mama stwierdziła, że nasz świnek się rozchorował. Już wcześniej się drapał i jakiś taki cichy był. Więc gdy zobaczyłyśmy, że wygryzł sobie futerko z boków pobiegłyśmy do weterynarza. Świnek jechał w pudełku po butach pod wózkiem Leny. Pan doktor go zbadał i stwierdził uczulenie na pokarm. Później dał mu zastrzyk i Martin- Marta- Mati zaczął płakać, a my razem z nim. Bardzo byłyśmy przejęte tą wizytą. Matiemu jest nieco lepiej, ale dalej nie wiemy co mu tak szkodzi. Prowadzimy obserwacje. Za nami też bardzo poważna (logistycznie) wyprawa do Krakowa. Piątek mama chciała mi zrobić wolny, ale oczywiście w przedszkolu wyskoczył nam koncert Majki Jeżowskiej. Mama kiedyś się zarzekała się, że nigdy więcej nie zmieni planów ze względu na przedszkole. Co tu dużo mówić, zmieniła. Koncert był fantastyczny, a my pojechałyśmy późniejszym busem. Oczywiście musiałyśmy odpokutować zmianę planów. Droga do Krakowa minęła sprawnie, a my chrapałyśmy słodko. Niestety na miejscu okazało się, że są ogromne korki i nasza podróż przedłużyła się o godzinę. Bardzo nam się nie podobało, że bus stoi w miejscu. W ramach rozrywki zaczęłyśmy się wygłupiać, krzyczeć, bić się i co nam przyszło tylko do głowy. Na dworcu czekała na nas babcia Krysia. Nasza podróż była długa: najpierw tramwaj, czekanie na przyjazd busa, podróż busem, a później jeszcze autobus. Dałyśmy radę, ale mama jakaś taka niemrawa była wieczorem. Kolejnego dnia zostałyśmy z babcią Krysią, a mama wystrojona pojechała na ślub cioci Asi i wujka Łukasza. Tam spotkała tatę i w niedzielę, jak rano wstałyśmy byliśmy w komplecie. W poniedziałek czekała nas kolejna wyprawa, do domu. Mama tym razem postanowiła, że pojedziemy pociągiem. Zapłaciła dwa razy więcej niż za busa, podróż trwała krócej bo pociąg nie utknął w korkach, miałyśmy cały przedział dla siebie, ale była niezadowolona. Najpierw nam się podobało, ale po 30 minutach zaczęło nam się nudzić. Zaczęłyśmy wędrować, wygłupiać się, marudzić, płakać, bić. Mama z ulgą opuściła pociąg i obiecała, że prędko sama nie uda się z nami w taką podróż. Zapomniała chyba, że jeszcze musimy dojechać tramwajem do domu, a i kupić piciu. Wtedy chyba już przesadziłyśmy...Muszę się przyznać, że odkąd poszłam do przedszkola ta mała, smarkata Lena coraz bardziej działa mi na nerwy. Oczywiście jak siedzę długo w domu to umiemy się świetnie razem bawić, ale czasami musimy sobie wyjaśniać różne sprawy siłą, albo małą awanturką. Lena jest sprytna i łzy wyciska tak jakby odkręcała kurek z wodą, a że dodaje do tego syrenę to rodzice szybko się wtrącają. Często jest tak, że to ona mnie zbije, a ja jej tylko oddam, ale wiecie jak to jest trudno być tą starszą. Wszystko zawsze jest na mnie, no prawie zawsze.
Mama na Poli
Szybko muszę napisać zanim klawiatura się zawiesi (bo komputer hula, ale za to klawiatura wymaga wymiany). Znaleźliśmy takie jedno miejsce, niedaleko Częstochowy. Rodzice postanowili kontynuować wakacyjną przygodę z końmi. Zobaczymy na jak długo starczy im sił i chęci. Tatuń dopiero teraz się przekonał czym różni się jazda na ujeżdżali od przyjemnej jazdy w teren. Mama się przekonała jak dużo zapomniała przez te lata i jak dużo pracy znowu przed nią, przed nimi.

Ulubione słowa Leny:
Dupa - jak się zezłości, albo jak chce zwrócić na siebie uwagę (np. w autobusie)
Głupia- jak jest zła na siebie, że jej coś nie wychodzi mówi " Jestem gupia Lena", albo "Jestem Lena gupi Joltaj", z resztą wszystko i każdy może być GUPI.

FOTY 3 Nie chcą się załączyć

poniedziałek, 9 września 2013

Pierwszy tydzień przedszkola za nami.



Zdjęcia
Cześć jestem Lena (często tak mówię gdy jestem przejęta). Maju poszła do przedszkola i ja też bym chciała. Mama mówi, że muszę jeszcze urosnąć, a przecież już umiem to co duże dziewczyny. Umiem: mówić, rysować, naklejać naklejki, siku (i nie tylko) na nocnik, trochę rozbierać się, trochę ubierać się, płaczę i wkurzam się jak Majka, myję pastę (zjadam ją, ale nie mówcie mamie bo się wkurzy), skaczę, biegam, wspinam się, o i nawet sama jem (choć nie wszystko trafia do brzucha). To chyba jestem już duża i mogłabym chodzić tam z mamą..., ale nie bo dopiero za rok. Trochę mnie to złości....... dupa, i nigdy.......iiiiii koniec i dupa (ufff teraz mi lepiej). Bez Majki w domu jest tak cicho i spokojnie. Rodzicom to chyba pasuje, ale ja tam wolę z nią robić bałagan (tzn. bawić się). Ona to się ucieszyła ze spotkania z koleżankami, ale nie chce jej się rano wstawać.

Ostatnia wakacyjna wyprawa do Ojcowa
Moje wesołe słówka:
kanoneczki - to nic innego jak kanapeczki
ananosek- to nie jest ananas tylko kabanosek
toboleczka - torebeczka
kamionki - kamienie

Dialog:
M:  Opaa, na rączki.
L:   Hahaha
M:  Proszę bardzo.
L:   Hihi
M:  Co się mówi?
L:   Cześć, jestem Lenka.