![]() |
| Maja z Nicolą i Martynką |
Ostatni miesiąc zleciał szybciutko, nie wiadomo kiedy. W końcu wysłałyśmy tatę do pracy, po dwóch miesiącach wakacji. Drugiego dnia po jego wyjeździe mama stwierdziła, że nasz świnek się rozchorował. Już wcześniej się drapał i jakiś taki cichy był. Więc gdy zobaczyłyśmy, że wygryzł sobie futerko z boków pobiegłyśmy do weterynarza. Świnek jechał w pudełku po butach pod wózkiem Leny. Pan doktor go zbadał i stwierdził uczulenie na pokarm. Później dał mu zastrzyk i Martin- Marta- Mati zaczął płakać, a my razem z nim. Bardzo byłyśmy przejęte tą wizytą. Matiemu jest nieco lepiej, ale dalej nie wiemy co mu tak szkodzi. Prowadzimy obserwacje. Za nami też bardzo poważna (logistycznie) wyprawa do Krakowa. Piątek mama chciała mi zrobić wolny, ale oczywiście w przedszkolu wyskoczył nam koncert Majki Jeżowskiej. Mama kiedyś się zarzekała się, że nigdy więcej nie zmieni planów ze względu na przedszkole. Co tu dużo mówić, zmieniła. Koncert był fantastyczny, a my pojechałyśmy późniejszym busem. Oczywiście musiałyśmy odpokutować zmianę planów. Droga do Krakowa minęła sprawnie, a my chrapałyśmy słodko. Niestety na miejscu okazało się, że są ogromne korki i nasza podróż przedłużyła się o godzinę. Bardzo nam się nie podobało, że bus stoi w miejscu. W ramach rozrywki zaczęłyśmy się wygłupiać, krzyczeć, bić się i co nam przyszło tylko do głowy. Na dworcu czekała na nas babcia Krysia. Nasza podróż była długa: najpierw tramwaj, czekanie na przyjazd busa, podróż busem, a później jeszcze autobus. Dałyśmy radę, ale mama jakaś taka niemrawa była wieczorem. Kolejnego dnia zostałyśmy z babcią Krysią, a mama wystrojona pojechała na ślub cioci Asi i wujka Łukasza. Tam spotkała tatę i w niedzielę, jak rano wstałyśmy byliśmy w komplecie. W poniedziałek czekała nas kolejna wyprawa, do domu. Mama tym razem postanowiła, że pojedziemy pociągiem. Zapłaciła dwa razy więcej niż za busa, podróż trwała krócej bo pociąg nie utknął w korkach, miałyśmy cały przedział dla siebie, ale była niezadowolona. Najpierw nam się podobało, ale po 30 minutach zaczęło nam się nudzić. Zaczęłyśmy wędrować, wygłupiać się, marudzić, płakać, bić. Mama z ulgą opuściła pociąg i obiecała, że prędko sama nie uda się z nami w taką podróż. Zapomniała chyba, że jeszcze musimy dojechać tramwajem do domu, a i kupić piciu. Wtedy chyba już przesadziłyśmy...Muszę się przyznać, że odkąd poszłam do przedszkola ta mała, smarkata Lena coraz bardziej działa mi na nerwy. Oczywiście jak siedzę długo w domu to umiemy się świetnie razem bawić, ale czasami musimy sobie wyjaśniać różne sprawy siłą, albo małą awanturką. Lena jest sprytna i łzy wyciska tak jakby odkręcała kurek z wodą, a że dodaje do tego syrenę to rodzice szybko się wtrącają. Często jest tak, że to ona mnie zbije, a ja jej tylko oddam, ale wiecie jak to jest trudno być tą starszą. Wszystko zawsze jest na mnie, no prawie zawsze.![]() |
| Mama na Poli |
Ulubione słowa Leny:
Dupa - jak się zezłości, albo jak chce zwrócić na siebie uwagę (np. w autobusie)
Głupia- jak jest zła na siebie, że jej coś nie wychodzi mówi " Jestem gupia Lena", albo "Jestem Lena gupi Joltaj", z resztą wszystko i każdy może być GUPI.
FOTY 3 Nie chcą się załączyć


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz