Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
środa, 19 września 2012
Jesień
Coś dziwnego dzieje się z pogodą. Jeszcze parę dni temu rodzice zrobili Majce wagary i zabrali nas nad wodę. Było ciepło, gorąco, choć woda do kąpieli nie zachęcała. Dzień później bez przerwy padało i było zimno. Mama nie zakłada mi już krótkich spodenek, ani sukieneczek. Zrobiło się chłodno i ubiera mnie w cieplejsze ubranka, trochę mi to nie pasuje. Nie pasowało mi też, że Maja poszła do przedszkola. Smutno mi gdy ktoś wychodzi beze mnie z domu, zwłaszcza Maja. Trochę popłakiwałam, a gdy zaspałam i nie widziałam jak wychodzi to szukałam jej po całym domku. Majek jest zadowolona, że wróciła do swoich koleżanek po wakacyjnej przerwie,teraz chodzi do grupy ŻABKI. Przyniosła nam już przedszkolnego szpikola. Ona uczy się tam nowych rzeczy, ale ja też nie próżnuje. Od powrotu z Łąkiego zapałam miłością do butów i książek. Opróżniam szafkę z butami kilka razy dziennie. Za to gdy mama mnie szykuje do wyjścia mówi:
- Lenka wyciągnij swoje buciki.
Ja idę do szafki i wyciągam (najczęściej swoje, ale nie zawsze, i nie zawsze do pary)buty i dumnie mówię:
- buty(i).
Brzmi to to trochę jak silnik auta.
Z książek też dużo się nauczyłam. Gdy już rano wyjrzę przez okno sprawdzić czy są gołąbki schodzę tyłem z łóżka (zasypiam i pół nocy śpię u siebie, a resztę z rodzicami) i idę do naszego pokoiku. Tam staję przed półką z książkami i zrzucam po kolei wszystkie. Wybieram ulubione, bo już takie mam. Zanoszę mamusi lub tatusiowi i ustawiam się tyłem, żeby mnie wzięli na kolanka. Oglądamy raz, drugi, dziesiąty, biorę kolejną i tak bym mogła cały dzień. Stamtąd min. wiem, że:
- żabka robi - tum tum
- owieczka - be
- kaczuszka - kła kła
- sowa - uuu huuu
- krówka - muu
- zegar - ta tak
Dużo rozumiem i mimo, że nie znam tych wszystkich słów umiem się dogadać. Czasami muszę walczyć z Majką o zabawki. Ja chcę te,którymi ona się akurat bawi, albo ona mi zabiera te którymi ja się bawię. Mówię jej "dan" i wyciągam łapki (czasami od razu płaczę, ale mama mówi, że najpierw mam prosić, a potem płakać) powtarzam, a jak nie skutkuje to robię jej bam bam, albo płaczę. Bardzo lubię nasze kąpiele, a później gdy leżymy w swoich łóżeczkach, a mama czyta nam książki. Ja mam butlę z mlekiem i rzadko mi się udaje dotrwać do końca czytania. Nawet wtedy Maja zadaje miliony pytań bo jak to ona stwierdziła:
"Ja muszę tyle gadać, ja mam tyle do powiedzenia".
Ja to bym chciała być taka duża jak ta nasza Majka i móc robić to wszystko co ona. Już udało mi się wywalczyć butelkę do picia bez smoka, taką jak ma Maja. Lubię ją naśladować.
Ostatnio obraziłam się na tatę. Był z nami przez całe wakacje i nagle pewnego dnia znikł. Po paru dniach wrócił, ale ja nie chciałam się z nim przywitać. Siedziałam w swoim wózku i odwracałam główkę. Dopiero gdy wszyscy razem weszliśmy do domu przytuliłam tatusia czule.
piątek, 31 sierpnia 2012
KASZUBY, łał
Nasza wakacyjna przygoda rozpoczęła się już 1 sierpnia przyjazdem babci
Krysi. Ona razem z nami podbijała Kaszuby. 15 sierpnia wstaliśmy po
piątej rano. Zapakowaliśmy auto, zjedliśmy śniadanie i o ósmej wyprawa
ruszyła. Ja i Lenka szybko usnęłyśmy, a obudziłyśmy w Toruniu gdzie
rodzice postanowili zrobić przerwę na spacer i obiad. Zrobiłam trochę
wstydu w restauracji, ale po tylu godzinach w foteliku, aż mnie
roznosiło. Zamówiłam sobie sok wyciskany ze świeżej pomarańczy. W
pierwszej chwili wydał się pyszny, ale w drugim momencie poczułam włoski
i zaczęłam wybrzydzać. Mama tłumaczyła mi, że ma dużo witamin więc na
cały głos oświadczyłam, że lubię napoje sztuczne i z barwnikami. Po
momencie puściłam bąka, którego chyba nikt nie słyszał więc na wszelki
wypadek wykrzyknęłam "pierdłam sobie!!". Po obiedzie rodzice z ulgą
wyruszyli w drogę do auta. Po trzech godzinkach w Toruniu ruszyliśmy
dalej. Lena znowu usnęła, a ja chyba przymknęłam oko. Wieczorem
dotarliśmy do Łąkiego, niedaleko Bytowa. Nasz domek stał na skraju lasu,
na niewielkim wzniesieniu. Między gałązkami drzew migotało jezioro
(Wiejskie). Do najbliższego sklepu mieliśmy 2 km. Obok naszego domku
stały jeszcze 4 inne, które były zamieszkane tylko w weekendy. Przez las
biegły bite, piaszczyste drogi prowadzące do porozsypywanych po okolicy
gospodarstw i domków letniskowych. My pokonywaliśmy niektóre z tych
dróg na rowerkach. Lenek zostawał z babcią, a my zwiedzaliśmy okolice.
Gdy dojeżdżaliśmy pod sklep tubylcy mówili nam "dzień dobry", a czasami
próbowali porozmawiać. Nie zawsze było to łatwe bo zaciągali tamtejszą
mową. Gdy świeciło słonko taplaliśmy się w jeziorze. Z każdym dniem na
pobliskiej plaży było coraz mniej ludzi i czuło się jak wakacje się
kończą. Miło jest mieć plażę tylko dla siebie. Na terenie kąpieliska
stała siatka do gry w siatkówkę i był pomost z którego skakaliśmy do
wody. Gdy Lenuś miał ochotę poskakać mówiła "tee lyyy"( czyli: trzy
cztery). Wieczorami pływałam (czasami) z rodzicami na łódeczce, raz
nawet uciekaliśmy przed deszczem (wypływaliśmy to zapowiadał się piękny
zachód słońca). Raz wsiadłam do łódki i okazało się, że mamy pasażera na
gapę. Była to mała żabka. Z początku byłam jej ciekawa, do czasu gdy do
mnie doskakała. Mama zaczęła głośno krzyczeć, więc i ja się
wystraszyłam. Pisku było, a potem dużo śmiechu gdy maluteńka żabka
wskoczyła w otchłań jeziora. Zachowanie mamy było nieco dziwne bo
następnego dnia mama podobną żabkę złapała do rączek i wcale nie
krzyczała. Gdy pogoda nam się nieco psuła (na szczęście nigdy na cały
dzień) też nie było czasu na nudę. Spacery po lesie, zbieranie grzybów,
skoki po kałużach. To ostatnie spodobało się Lenie. Mama po deszczu
włożyła nam kalosze i wyruszyliśmy w drogę. Szło sprawnie do pierwszej
kałuży. Pokazałam mojej siostrzyczce jak się skacze. Muszę powiedzieć,
że jak na pierwszy raz szło jej bardzo dobrze. Zabawa skończyła się gdy
Lenek usiadła w kałuży. Mama zabrała ją do domku, a ja i tata poszliśmy
dalej. Mama mówiła, że Lenuś był bardzo niepocieszony, że ma iść do
domu. Mama zdjęła jej butki i postawiła koło kominka, żeby wyschły i
przebrała malucha. Lena rozżalona wzięła kalosze usiadła pod drzwiami i
próbowała włożyć na nogi. Bo wiecie, ona znowu dużo się nauczyła np.
mówiła babci "cieś"(cześć) gdy rano wchodziła do pokoju, w którym
spałyśmy z babcią; "am" (oznacza że ma ochotę coś zjeść) potrafiła
doprowadzić tatę do szafki w której mama ukryła ciastka "tam" mówiła i
pokazywała rączką na szafkę i dodawała "am"; "Łał" pada gdy Lence coś
się podoba, albo gdy ma chęć go powiedzieć. Starała się też naśladować
odgłosy zwierzątek jakie spotkała: krówki, pieski, kotki, gąski, kurki.
Rano gdy wstawałyśmy wychodziłyśmy na taras, a ktoś z dorosłych szykował
śniadanko. Posiłki pysznie smakują na świeżym powietrzu. 22 sierpnia
nasza Lenka skończyła roczek. Sama nie wiem kiedy to zleciało, ale w
końcu łatwiej będzie liczyć. Kupiliśmy torta, były balony i "sto lat"
dla uczczenia tego pamiętnego dnia. Lenuś nie przygotowana próbowała
dmuchać płonącą świeczkę. W końcu wspólnymi siłami... zgasła. Co Lenka
dostała od rodziców?? Pamiętacie Czarka?? Pewnego dnia pojechaliśmy do
Ustki. Lenuśka pierwszy raz zobaczyła morze, Bałtyk. Czuła się tam jakby
co dzień tam bywała. Największe wrażenie wywarły na niej mewy. Ja
dorobiłam się dwóch warkoczyków, rodzice próbowali znaleźć Czarka III, a
w rezultacie kupili owcę Beeenka (który mimo wszystko nie przebił
Czarka II; ciocia Kasia na urodziny Lenuśki kupiła Czarka III (nazywa
się Łatek), którym póki co się dzielimy na zmianę Czarkiem II).
Przez
całe dwa tygodnie oglądnęłam może cztery bajki i wcale mi ich nie
brakowało. Za to lubiłam gdy wieczorem babcia Krysia czytała mi bajki z
wielkiej księgi bajek. Ja ją zasypywałam pytaniami najpierw dotyczącymi
bajek, a później urządzałyśmy pogaduchy o życiu. Podobno dużo gadam.
Też mi coś. Zwiedzaliśmy Bytów, kamienne kręgi w Węsiorach, kościół
poklasztorny w Kartuzach (którym zachwycała się Lenka "yyyyy łał", "to
to?.........l(b)am łał" (co to?.... lampa, niezła bo duża). Na koniec
wycieczki pojechaliśmy do Chmielowa gdzie odwiedziliśmy Muzeum Ceramiki
Kaszubskiej Neclów. Pan Necel pokazywał nam jak się robi na kole
garncarskim i opowiadał o przebiegu tworzenia naczyń. Zakupiliśmy kilka z
nich na pamiątkę i wróciliśmy do domu. Po drodze zachwycaliśmy się
pięknymi widokami: jezioro z prawej, jezioro z lewej, łąki, lasy,
"tunele drzewne", małe wioski, krowy na pastwiskach. Wszystko bardzo mi
się podobało i chyba pierwszy raz nie tęskniłam za koleżankami. Gdy była
okazja zagadywałam dzieciaki, ale nie miałam zbyt wiele okazji. Nie
wiadomo kiedy minęło 14 dni i trzeba było się spakować i ruszyć w drogę
do domu. Chyba wszystkim zakręciła się łezka w oku. Wszyscy będziemy
długo wspominać Łąkie, te widoki i tą CISZĘ (w której na początku nie
mogliśmy spać). W drodze powrotnej odwiedziliśmy skansen we Wdzydzach
Kiszewskich. Spędziliśmy tam ponad trzy godziny i byliśmy pod olbrzymim
wrażeniem. Bardzo podobał mi dwór, w którym rozbawiły mnie nocniki pod
łóżkami, śmieszna wanna, i oczywiści oczarowały mnie zabawki. Wszyscy
doskonale się bawiliśmy zabawkami sprzed lat: szczudły, drewniane wózki
dla szmacianych lalek, łuk, koło do toczenia patykiem, drewniane koniki i
bujaki. Później zjedliśmy obiad i wystartowaliśmy do domu. Lena spała, a
ja gadałam i gadałam. We Włocławku Lenek się obudził i spacerowałyśmy
by rozprostować nogi. Później Lenek gadał, ja gadałam, w końcu zmęczona
drogą usnęłam, Lenek gadał, Lenek usnął i dojechaliśmy. Miło być w
domku, ale brakuje nam ciszy, lasu i przestrzeni. Wakacje dobiegają
końca...
| Zdjęcia |
czwartek, 9 sierpnia 2012
Wojna o Czarka
| ZDJĘĆ kilka z ZOO |
- Wiesz Maju byłaś dzielna bo w zeszłym roku bałaś się wejść do tych pająków.
- Dlaczego??
| ZDJĘCIA z CHRZTU od Wujka Marcina |
- Mamo dlaczego Król Lew umarł??
To oczywiście jedna z zabawniejszych wersji "głupie pytania". Wiecie jak zabawne jest sprawdzanie ile razy mama odpowie na jedno i to samo pytanie (zadane na kilka sposobów), albo ile razy poprosi o jakąś rzecz. Oprócz tego, że każą mi być grzeczną to każą mi się dzielić z Leną moimi rzeczami. Nie zawsze mi to na rękę. Do tego Lena chodzi po całym domu i pokonuje coraz dłuższe dystanse, roznosi MOJE zabawki i woła te swoje "to to". Wkurza mnie, bo ona wymyśla jakąś fajną zabawę, więc ja podchwytuję. Czasami chcę jej zabrać rzecz i wtedy słyszę, że mam jej oddać, albo nie przeszkadzać bo ona była pierwsza. Ogólnie to i tak ją kocham i pomogę gdy potrzeba. Tylko czasem mnie tak korci...
środa, 1 sierpnia 2012
29 lipec Chrzciny Lenki
| Chrzciny widziane okiem Majki i Mikołaja, a może i Malwiniaka |
środa, 25 lipca 2012
To tooooooooo?
| Z Wiką (ZDJĘCIA) |
Brak nam (Lence i mi) ciągle czasu i sił. Rodzice wciąż coś wymyślają, a to dwutygodniowa tułaczka, a teraz odwiedzinki u rodzinki. Plany mieli ambitne : Kraków, Bieszczady, Salowa, Rudnik i do domu. Jak to zwykle bywa złośliwy los wszystko namieszał. Zaczęło się od tego, że po przyjeździe do babci Krysi tata nie mógł wyjść z auta. Później chodził na czworakach razem z Leną, dotrzymywał jej towarzystwa na jej poziomie. Do tego coś auto zaczęło się buntować. Po kolejnych dziwnych przypadkach mama powiedziała "STOP, w Bieszczady nie jedziemy". Tata się pozbierał i zaczął chodzić normalnie, a z auta wykręcił niepotrzebny czujnik. Bo wiecie, że w aucie nie wszytko jest potrzebne? Mamę to nieco zaskoczyło i zaproponowała usunięcie jednego z kół... Tym sposobem posiedzieliśmy w Krakowie dłużej niż planowaliśmy.
Pospacerowaliśmy i odwiedziliśmy Przyborów gdzie zażywałam kąpieli w górskiej rzece. Po tygodniu w rozszerzonym składzie, bo aż na dwa samochody wyruszyliśmy do Stalowej Woli. To był prawdziwy zlot rodzinny, prawie jak w Święta. Najechaliśmy domek cioci Dagi i wujka Tomka. Dorośli się napychali grillami, grali w badmintona, a ja zaprzyjaźniłam się z Wiką (Golden Retriever). Kocham tego psa i chciałabym mieć takiego samego. Generalnie jest bardzo kochana, ale niezła z niej kradziejka. Trzeba było pilnować lotek, zabawek i ubrań bo ona tylko czyhała na moment nieuwagi. Do tego odwiedzałam ciocię Agnieszkę i Kacpra. Ciocia jest supcio, ma dużo lakierów do paznokci (nawet mi dwa dała) i bawiła się ze mną w latające krowy. Ze smutkiem pożegnałam się ze wszystkimi i pojechałam do Rudnika nad Sanem. Tu przynajmniej miałam rówieśników do zabawy. Tam jest taka moja koleżanka Tośka, ona nie ma jeszcze 3 lat. Bawiłyśmy się razem, kłóciłyśmy i znowu bawiłyśmy. Trochę mnie denerwowało, że ja zaczynam sobie śpiewać a Tośka za mnie kończy.
| Z Tosią |
" da" - daj, weź
"am" lub "aaaaa" (zniecierpliwione) - no dawaj mi to bo mi smakuje, a jestem głodna
naśladuje też inne dźwięki, ale chyba nie wszytko jeszcze wie co i kiedy. Chociaż dużo rzeczy co mama i tata mówią to widać że kojarzy:
"będziemy jechać autkiem." więc Lenka udaje auto "brrrrrrrrr"
"idź do mamy, zobacz co ma" itd......
czwartek, 5 lipca 2012
Dinusiowe urodzinki
| ZDJĘCIA |
poniedziałek, 2 lipca 2012
Lenka opowiada o urodzinach Mai
ZDJĘCIA
|
Staram się werbalnie kontaktować ze światem dorosłych:
- a(ha)u, au - to znaczy pies
- auuuuuuuauuu - wilk
- ba ba - coś mi upadło, albo coś rzuciłam
Umiem też pokazać jak wilk dmuchał domki świnek z bajki o trzech świnkach, a od paru dni ćwiczę posyłanie buziaków. No i oczywiście czasami rozdaję buziaki... Uwielbiam chodzić za dwie rączki, ale dorośli (poza mamą, z racji wzrostu) niechętnie mnie oprowadzają (że to niby plecy ich bolą). Od piachu zdecydowanie bardziej wolę zjeżdżalnię (taką z rurą przed blokiem babci Ani). Przełamałam też mój lęk przed dużą wodą. W ostatnie upalne dni jeździliśmy kąpać się do Kłobucka. Najpierw nie bardzo mi się to podobało, ale w niedzielę to już rodzice z trudem mnie wyciągali z wody. Muszę się też przyznać (żeby później rodzice pamiętali, że i ja miałam wpadki), że ostatnio zdarzyło się parę nocek (tych dusznych) kiedy nie mogłam spać. Rodzice się kładą, a ja wstaję i hulaj dusza. 2-3 godzinki zabaw, raz to zrobiliśmy sobie nawet tańce o 1 w nocy. Na szczęście później wszystko wróciło do normy i znowu grzecznie spałam. Pewnego dnia poszłam z rodzicami do przedszkola Majki, na występy. To były takie popisy wszystkich grup na zakończenie roku. Dzieci tańczyły, śpiewały i mówiły wierszyki. Ja trochę posiedziałam, nawet potańczyłam (bo lubię się pobujać) i brawo biłam, ale ile można. Później zaciągnęłam mamę na spacerowanie. Maja była muchomorkiem i mówiła fragment wierszyka. Z jej grupy mówiło tylko kilkoro dzieci i trzeba ją pochwalić że mówiła głośno i wyraźnie i na koniec tylko raz pokazała język. Rodzice pękali z dumy i dalej pękają. Co jeszcze się ważnego działo?? Maja od 28 czerwca obchodzi swoje czwarte urodzinki.
| Majkowe urodziny |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
