piątek, 31 sierpnia 2012

KASZUBY, łał


Nasza wakacyjna przygoda rozpoczęła się już 1 sierpnia przyjazdem babci Krysi. Ona razem z nami podbijała Kaszuby. 15 sierpnia wstaliśmy po piątej rano. Zapakowaliśmy auto, zjedliśmy śniadanie i o ósmej wyprawa ruszyła. Ja i Lenka szybko usnęłyśmy, a obudziłyśmy w Toruniu gdzie rodzice postanowili zrobić przerwę na spacer i obiad. Zrobiłam trochę wstydu w restauracji, ale po tylu godzinach w foteliku, aż mnie roznosiło. Zamówiłam sobie sok wyciskany ze świeżej pomarańczy. W pierwszej chwili wydał się pyszny, ale w drugim momencie poczułam włoski i zaczęłam wybrzydzać. Mama tłumaczyła mi, że ma dużo witamin więc na cały głos oświadczyłam, że lubię napoje sztuczne i z barwnikami. Po momencie puściłam bąka, którego chyba nikt nie słyszał więc na wszelki wypadek wykrzyknęłam "pierdłam sobie!!". Po obiedzie rodzice z ulgą wyruszyli w drogę do auta. Po trzech godzinkach w Toruniu ruszyliśmy dalej. Lena znowu usnęła, a ja chyba przymknęłam oko. Wieczorem dotarliśmy do Łąkiego, niedaleko Bytowa. Nasz domek stał na skraju lasu, na niewielkim wzniesieniu. Między gałązkami  drzew migotało jezioro (Wiejskie). Do najbliższego sklepu mieliśmy 2 km. Obok naszego domku stały jeszcze 4 inne, które były zamieszkane tylko w weekendy. Przez las biegły bite, piaszczyste drogi prowadzące do porozsypywanych po okolicy gospodarstw i domków letniskowych. My pokonywaliśmy niektóre z tych dróg na rowerkach. Lenek zostawał z babcią, a my zwiedzaliśmy okolice. Gdy dojeżdżaliśmy pod sklep tubylcy mówili nam "dzień dobry", a czasami próbowali porozmawiać. Nie zawsze było to łatwe bo zaciągali tamtejszą mową. Gdy świeciło słonko taplaliśmy się w jeziorze. Z każdym dniem na pobliskiej plaży było coraz mniej ludzi i czuło się jak wakacje się kończą. Miło jest mieć plażę tylko dla siebie. Na terenie kąpieliska stała siatka do gry w siatkówkę i był pomost z którego skakaliśmy do wody. Gdy Lenuś miał ochotę poskakać mówiła "tee lyyy"( czyli: trzy cztery). Wieczorami pływałam (czasami) z rodzicami na łódeczce, raz nawet uciekaliśmy przed deszczem (wypływaliśmy to zapowiadał się piękny zachód słońca). Raz wsiadłam do łódki i okazało się, że mamy pasażera na gapę. Była to mała żabka. Z początku byłam jej ciekawa, do czasu gdy do mnie doskakała. Mama zaczęła głośno krzyczeć, więc i ja się wystraszyłam. Pisku było, a potem dużo śmiechu gdy maluteńka żabka wskoczyła w otchłań jeziora. Zachowanie mamy było nieco dziwne bo następnego dnia mama podobną żabkę złapała do rączek i wcale nie krzyczała. Gdy pogoda nam się nieco psuła (na szczęście nigdy na cały dzień) też nie było czasu na nudę. Spacery po lesie, zbieranie grzybów, skoki po kałużach. To ostatnie spodobało się Lenie. Mama po deszczu włożyła nam kalosze i wyruszyliśmy w drogę. Szło sprawnie do pierwszej kałuży. Pokazałam mojej siostrzyczce jak się skacze. Muszę powiedzieć, że jak na pierwszy raz szło jej bardzo dobrze. Zabawa skończyła się gdy Lenek usiadła w kałuży. Mama zabrała ją do domku, a ja i tata poszliśmy dalej. Mama mówiła, że Lenuś był bardzo niepocieszony, że ma iść do domu. Mama zdjęła jej butki i postawiła koło kominka, żeby wyschły i przebrała malucha. Lena rozżalona wzięła kalosze usiadła pod drzwiami i próbowała włożyć na nogi. Bo wiecie, ona znowu dużo się nauczyła np. mówiła babci "cieś"(cześć) gdy rano wchodziła do pokoju, w którym spałyśmy z babcią; "am" (oznacza że ma ochotę coś zjeść) potrafiła doprowadzić tatę do szafki w której mama ukryła ciastka "tam" mówiła i pokazywała rączką na szafkę i dodawała "am"; "Łał" pada gdy Lence coś się podoba, albo gdy ma chęć go powiedzieć. Starała się też naśladować odgłosy zwierzątek jakie spotkała: krówki, pieski, kotki, gąski, kurki. Rano gdy wstawałyśmy wychodziłyśmy na taras, a ktoś z dorosłych szykował śniadanko. Posiłki pysznie smakują na świeżym powietrzu. 22 sierpnia nasza Lenka skończyła roczek. Sama nie wiem kiedy to zleciało, ale w końcu łatwiej będzie liczyć. Kupiliśmy torta, były balony i "sto lat" dla uczczenia tego pamiętnego dnia. Lenuś nie przygotowana próbowała dmuchać płonącą świeczkę. W końcu wspólnymi siłami... zgasła. Co Lenka dostała od rodziców?? Pamiętacie Czarka?? Pewnego dnia pojechaliśmy do Ustki. Lenuśka pierwszy raz zobaczyła morze, Bałtyk. Czuła się tam jakby co dzień tam bywała. Największe wrażenie wywarły na niej mewy. Ja dorobiłam się dwóch warkoczyków, rodzice próbowali znaleźć Czarka III, a w rezultacie kupili owcę Beeenka (który mimo wszystko nie przebił Czarka II; ciocia Kasia na urodziny Lenuśki kupiła Czarka III (nazywa się Łatek), którym póki co się dzielimy na zmianę Czarkiem II). Przez całe dwa tygodnie oglądnęłam może cztery bajki i wcale mi ich nie brakowało. Za to lubiłam gdy wieczorem babcia Krysia czytała mi bajki z wielkiej księgi bajek. Ja ją  zasypywałam pytaniami najpierw dotyczącymi bajek, a później urządzałyśmy pogaduchy o życiu. Podobno dużo gadam. Też mi coś. Zwiedzaliśmy Bytów, kamienne kręgi w Węsiorach, kościół poklasztorny w Kartuzach (którym zachwycała się Lenka "yyyyy łał", "to to?.........l(b)am łał" (co to?.... lampa, niezła bo duża). Na koniec wycieczki pojechaliśmy do Chmielowa gdzie odwiedziliśmy Muzeum Ceramiki Kaszubskiej Neclów. Pan Necel pokazywał nam jak się robi na kole garncarskim i opowiadał o przebiegu tworzenia naczyń. Zakupiliśmy kilka z nich na pamiątkę i wróciliśmy do domu. Po drodze zachwycaliśmy się pięknymi widokami: jezioro z prawej, jezioro z lewej, łąki, lasy, "tunele drzewne", małe wioski, krowy na pastwiskach. Wszystko bardzo mi się podobało i chyba pierwszy raz nie tęskniłam za koleżankami. Gdy była okazja zagadywałam dzieciaki, ale nie miałam zbyt wiele okazji. Nie wiadomo kiedy minęło 14 dni i trzeba było się spakować i ruszyć w drogę do domu. Chyba wszystkim zakręciła się łezka w oku. Wszyscy będziemy długo wspominać Łąkie, te widoki i tą CISZĘ (w której na początku nie mogliśmy spać). W drodze powrotnej odwiedziliśmy skansen we Wdzydzach Kiszewskich. Spędziliśmy tam ponad trzy godziny i byliśmy pod olbrzymim wrażeniem. Bardzo podobał mi dwór, w którym rozbawiły mnie nocniki pod łóżkami, śmieszna wanna, i oczywiści oczarowały mnie zabawki. Wszyscy doskonale się bawiliśmy zabawkami sprzed lat: szczudły, drewniane wózki dla szmacianych lalek, łuk, koło do toczenia patykiem, drewniane koniki i bujaki. Później zjedliśmy obiad i wystartowaliśmy do domu. Lena spała, a ja gadałam i gadałam. We Włocławku Lenek się obudził i spacerowałyśmy by rozprostować nogi. Później Lenek gadał, ja gadałam, w końcu zmęczona drogą usnęłam, Lenek gadał, Lenek usnął i dojechaliśmy. Miło być w domku, ale brakuje nam ciszy, lasu i przestrzeni. Wakacje dobiegają końca...

Zdjęcia

1 komentarz:

  1. Piękne zdjęcia! Dlaczego tak mało zdjęć zrobiła Majka? Ładniejsze byłyby fotki bez tego cieniowania. Przecież tam jest takie piękne kaszubskie światło!

    OdpowiedzUsuń