Nasza wakacyjna przygoda rozpoczęła się już 1 sierpnia przyjazdem babci
Krysi. Ona razem z nami podbijała Kaszuby. 15 sierpnia wstaliśmy po
piątej rano. Zapakowaliśmy auto, zjedliśmy śniadanie i o ósmej wyprawa
ruszyła. Ja i Lenka szybko usnęłyśmy, a obudziłyśmy w Toruniu gdzie
rodzice postanowili zrobić przerwę na spacer i obiad. Zrobiłam trochę
wstydu w restauracji, ale po tylu godzinach w foteliku, aż mnie
roznosiło. Zamówiłam sobie sok wyciskany ze świeżej pomarańczy. W
pierwszej chwili wydał się pyszny, ale w drugim momencie poczułam włoski
i zaczęłam wybrzydzać. Mama tłumaczyła mi, że ma dużo witamin więc na
cały głos oświadczyłam, że lubię napoje sztuczne i z barwnikami. Po
momencie puściłam bąka, którego chyba nikt nie słyszał więc na wszelki
wypadek wykrzyknęłam "pierdłam sobie!!". Po obiedzie rodzice z ulgą
wyruszyli w drogę do auta. Po trzech godzinkach w Toruniu ruszyliśmy
dalej. Lena znowu usnęła, a ja chyba przymknęłam oko. Wieczorem
dotarliśmy do Łąkiego, niedaleko Bytowa. Nasz domek stał na skraju lasu,
na niewielkim wzniesieniu. Między gałązkami drzew migotało jezioro
(Wiejskie). Do najbliższego sklepu mieliśmy 2 km. Obok naszego domku
stały jeszcze 4 inne, które były zamieszkane tylko w weekendy. Przez las
biegły bite, piaszczyste drogi prowadzące do porozsypywanych po okolicy
gospodarstw i domków letniskowych. My pokonywaliśmy niektóre z tych
dróg na rowerkach. Lenek zostawał z babcią, a my zwiedzaliśmy okolice.
Gdy dojeżdżaliśmy pod sklep tubylcy mówili nam "dzień dobry", a czasami
próbowali porozmawiać. Nie zawsze było to łatwe bo zaciągali tamtejszą
mową. Gdy świeciło słonko taplaliśmy się w jeziorze. Z każdym dniem na
pobliskiej plaży było coraz mniej ludzi i czuło się jak wakacje się
kończą. Miło jest mieć plażę tylko dla siebie. Na terenie kąpieliska
stała siatka do gry w siatkówkę i był pomost z którego skakaliśmy do
wody. Gdy Lenuś miał ochotę poskakać mówiła "tee lyyy"( czyli: trzy
cztery). Wieczorami pływałam (czasami) z rodzicami na łódeczce, raz
nawet uciekaliśmy przed deszczem (wypływaliśmy to zapowiadał się piękny
zachód słońca). Raz wsiadłam do łódki i okazało się, że mamy pasażera na
gapę. Była to mała żabka. Z początku byłam jej ciekawa, do czasu gdy do
mnie doskakała. Mama zaczęła głośno krzyczeć, więc i ja się
wystraszyłam. Pisku było, a potem dużo śmiechu gdy maluteńka żabka
wskoczyła w otchłań jeziora. Zachowanie mamy było nieco dziwne bo
następnego dnia mama podobną żabkę złapała do rączek i wcale nie
krzyczała. Gdy pogoda nam się nieco psuła (na szczęście nigdy na cały
dzień) też nie było czasu na nudę. Spacery po lesie, zbieranie grzybów,
skoki po kałużach. To ostatnie spodobało się Lenie. Mama po deszczu
włożyła nam kalosze i wyruszyliśmy w drogę. Szło sprawnie do pierwszej
kałuży. Pokazałam mojej siostrzyczce jak się skacze. Muszę powiedzieć,
że jak na pierwszy raz szło jej bardzo dobrze. Zabawa skończyła się gdy
Lenek usiadła w kałuży. Mama zabrała ją do domku, a ja i tata poszliśmy
dalej. Mama mówiła, że Lenuś był bardzo niepocieszony, że ma iść do
domu. Mama zdjęła jej butki i postawiła koło kominka, żeby wyschły i
przebrała malucha. Lena rozżalona wzięła kalosze usiadła pod drzwiami i
próbowała włożyć na nogi. Bo wiecie, ona znowu dużo się nauczyła np.
mówiła babci "cieś"(cześć) gdy rano wchodziła do pokoju, w którym
spałyśmy z babcią; "am" (oznacza że ma ochotę coś zjeść) potrafiła
doprowadzić tatę do szafki w której mama ukryła ciastka "tam" mówiła i
pokazywała rączką na szafkę i dodawała "am"; "Łał" pada gdy Lence coś
się podoba, albo gdy ma chęć go powiedzieć. Starała się też naśladować
odgłosy zwierzątek jakie spotkała: krówki, pieski, kotki, gąski, kurki.
Rano gdy wstawałyśmy wychodziłyśmy na taras, a ktoś z dorosłych szykował
śniadanko. Posiłki pysznie smakują na świeżym powietrzu. 22 sierpnia
nasza Lenka skończyła roczek. Sama nie wiem kiedy to zleciało, ale w
końcu łatwiej będzie liczyć. Kupiliśmy torta, były balony i "sto lat"
dla uczczenia tego pamiętnego dnia. Lenuś nie przygotowana próbowała
dmuchać płonącą świeczkę. W końcu wspólnymi siłami... zgasła. Co Lenka
dostała od rodziców?? Pamiętacie Czarka?? Pewnego dnia pojechaliśmy do
Ustki. Lenuśka pierwszy raz zobaczyła morze, Bałtyk. Czuła się tam jakby
co dzień tam bywała. Największe wrażenie wywarły na niej mewy. Ja
dorobiłam się dwóch warkoczyków, rodzice próbowali znaleźć Czarka III, a
w rezultacie kupili owcę Beeenka (który mimo wszystko nie przebił
Czarka II; ciocia Kasia na urodziny Lenuśki kupiła Czarka III (nazywa
się Łatek), którym póki co się dzielimy na zmianę Czarkiem II).
Przez
całe dwa tygodnie oglądnęłam może cztery bajki i wcale mi ich nie
brakowało. Za to lubiłam gdy wieczorem babcia Krysia czytała mi bajki z
wielkiej księgi bajek. Ja ją zasypywałam pytaniami najpierw dotyczącymi
bajek, a później urządzałyśmy pogaduchy o życiu. Podobno dużo gadam.
Też mi coś. Zwiedzaliśmy Bytów, kamienne kręgi w Węsiorach, kościół
poklasztorny w Kartuzach (którym zachwycała się Lenka "yyyyy łał", "to
to?.........l(b)am łał" (co to?.... lampa, niezła bo duża). Na koniec
wycieczki pojechaliśmy do Chmielowa gdzie odwiedziliśmy Muzeum Ceramiki
Kaszubskiej Neclów. Pan Necel pokazywał nam jak się robi na kole
garncarskim i opowiadał o przebiegu tworzenia naczyń. Zakupiliśmy kilka z
nich na pamiątkę i wróciliśmy do domu. Po drodze zachwycaliśmy się
pięknymi widokami: jezioro z prawej, jezioro z lewej, łąki, lasy,
"tunele drzewne", małe wioski, krowy na pastwiskach. Wszystko bardzo mi
się podobało i chyba pierwszy raz nie tęskniłam za koleżankami. Gdy była
okazja zagadywałam dzieciaki, ale nie miałam zbyt wiele okazji. Nie
wiadomo kiedy minęło 14 dni i trzeba było się spakować i ruszyć w drogę
do domu. Chyba wszystkim zakręciła się łezka w oku. Wszyscy będziemy
długo wspominać Łąkie, te widoki i tą CISZĘ (w której na początku nie
mogliśmy spać). W drodze powrotnej odwiedziliśmy skansen we Wdzydzach
Kiszewskich. Spędziliśmy tam ponad trzy godziny i byliśmy pod olbrzymim
wrażeniem. Bardzo podobał mi dwór, w którym rozbawiły mnie nocniki pod
łóżkami, śmieszna wanna, i oczywiści oczarowały mnie zabawki. Wszyscy
doskonale się bawiliśmy zabawkami sprzed lat: szczudły, drewniane wózki
dla szmacianych lalek, łuk, koło do toczenia patykiem, drewniane koniki i
bujaki. Później zjedliśmy obiad i wystartowaliśmy do domu. Lena spała, a
ja gadałam i gadałam. We Włocławku Lenek się obudził i spacerowałyśmy
by rozprostować nogi. Później Lenek gadał, ja gadałam, w końcu zmęczona
drogą usnęłam, Lenek gadał, Lenek usnął i dojechaliśmy. Miło być w
domku, ale brakuje nam ciszy, lasu i przestrzeni. Wakacje dobiegają
końca...
| Zdjęcia |
Piękne zdjęcia! Dlaczego tak mało zdjęć zrobiła Majka? Ładniejsze byłyby fotki bez tego cieniowania. Przecież tam jest takie piękne kaszubskie światło!
OdpowiedzUsuń