środa, 25 lipca 2012

To tooooooooo?

Z Wiką (ZDJĘCIA)

Brak nam (Lence i mi) ciągle czasu i sił. Rodzice wciąż coś wymyślają, a to dwutygodniowa tułaczka, a teraz odwiedzinki u rodzinki. Plany mieli ambitne : Kraków, Bieszczady, Salowa, Rudnik i do domu. Jak to zwykle bywa złośliwy los wszystko namieszał. Zaczęło się od tego, że po przyjeździe do babci Krysi tata nie mógł wyjść z auta. Później chodził na czworakach razem z Leną, dotrzymywał jej towarzystwa na jej poziomie. Do tego coś auto zaczęło się buntować. Po kolejnych dziwnych przypadkach mama powiedziała "STOP, w Bieszczady nie jedziemy". Tata się pozbierał i zaczął chodzić normalnie, a z auta wykręcił niepotrzebny czujnik. Bo wiecie, że w aucie nie wszytko jest potrzebne? Mamę to nieco zaskoczyło i zaproponowała usunięcie jednego z kół... Tym sposobem posiedzieliśmy w Krakowie dłużej niż planowaliśmy.
Pospacerowaliśmy i odwiedziliśmy Przyborów gdzie zażywałam kąpieli w górskiej rzece. Po tygodniu w rozszerzonym składzie, bo aż na dwa samochody wyruszyliśmy do Stalowej Woli. To był prawdziwy zlot rodzinny, prawie jak w Święta. Najechaliśmy domek cioci Dagi i wujka Tomka. Dorośli się napychali grillami, grali w badmintona, a ja zaprzyjaźniłam się z Wiką (Golden Retriever). Kocham tego psa i chciałabym mieć takiego samego. Generalnie jest bardzo kochana, ale niezła z niej kradziejka. Trzeba było pilnować lotek, zabawek i ubrań bo ona tylko czyhała na moment nieuwagi. Do tego odwiedzałam ciocię Agnieszkę i Kacpra. Ciocia jest supcio, ma dużo lakierów do paznokci (nawet mi dwa dała) i bawiła się ze mną w latające krowy. Ze smutkiem pożegnałam się ze wszystkimi i pojechałam do Rudnika nad Sanem. Tu przynajmniej miałam rówieśników do zabawy. Tam jest taka moja koleżanka Tośka, ona nie ma jeszcze 3 lat. Bawiłyśmy się razem, kłóciłyśmy i znowu bawiłyśmy. Trochę mnie denerwowało, że ja zaczynam sobie śpiewać a Tośka za mnie kończy.
Z Tosią
Przecież kiedy ja śpiewam to ona nie może mi przeszkadzać. Ona uważa podobnie więc jedynym rozsądnym rozwiązaniem było gdy Tosia postanowiła wyjść śpiewać do innego pokoju. Do takich kompromisów dochodziło z reguły po dużej burzy, ale nim ktokolwiek się oglądnął my już dalej się razem bawiłyśmy. Tośka to ma twardy charakterek i ustawia wszystkich dookoła, chyba dobrze zrobiło mi jej towarzystwo. Rodzice przygotowali też dla nas prawdziwe ognicho, nawet Lenek na nim była. Fajnie tak posiedzieć przy ogniu, posłuchać śpiewów i gitar. Szybko zasypia się i dobrze śpi po takim wieczorze. Wszystko co dobre się kiedyś kończy. Podsumowując to w Rudniku mi się nie podobało, bo było za krótko. Smutno mi było odjeżdżać, nie chciałam jechać do domu. Choć i tu nie ma czasu żeby się ponudzić. Już odwiedziłam Maliwniaka i Mikiego, Eliaszka i jego malutką siostrzyczkę Kornelkę. Ciągle gdzieś musimy jechać...Teraz zdań kilka o Lenie bo przecież i ona z nami była i strasznie się zmieniła przez ten czas. Nadal wędruje za rączki, ale czasami trzyma się tylko za jedną. Stoi bez trzymanki i lubi jak ktoś to obserwuje. Po mieszkaniu stara się chodzić podtrzymując się ścian. Jak nie dostaje tego co chce robi niezłą awanturkę. Gdy jest na rękach to odgina głowę do tyłu i się złości. Gdy jest na podłodze to kładzie głowę na ziemi i kładzie się płacząc. Póki co szybko można ją przekonać, że są rzeczy ciekawsze i jakby nigdy nic Lena znowu się uśmiecha. W kółko wyciąga paluszek i pyta "To toooooooo?". Mówi też:
" da" - daj, weź
"am" lub "aaaaa" (zniecierpliwione) - no dawaj mi to bo mi smakuje, a jestem głodna
naśladuje też inne dźwięki, ale chyba nie wszytko jeszcze wie co i kiedy. Chociaż dużo rzeczy co mama i tata mówią to widać że kojarzy:
"będziemy jechać autkiem." więc Lenka udaje auto "brrrrrrrrr"
"idź do mamy, zobacz co ma" itd......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz