czwartek, 5 lipca 2012

Dinusiowe urodzinki

ZDJĘCIA
Teraz za każdym razem będziemy musiały się określać, która z nas pisze. Bo oczywiście Leneczka musi robić wszystko to co ja. Czasami jest to dość męczące i wkurza mnie. Ja gram z babcią w chińczyka, to i ona ma właśnie ochotę. Każą mi wtedy jej ustąpić, pokazać, ale ja przecież nie chcę się dzielić babcinym czasem. To tylko taki mały przykładzik, który akurat przyszedł mi do głowy. W sumie nie o tym chciałam tu napisać. Chciałam napisać o prezencie od moich rodziców. Jak o nim myślę to mam mieszane uczucia bo nie mogłam go zabrać na zawsze do domu, ale mama mówi że wspomnienia zostaną. Poza tym to bardzo mi się podobało. Rodzice zabrali mnie i Lenkę do Krasiejowa, do JuraParku. Na początek zapakowali mnie do pociągu, nałożyli dziwne okulary i wjechaliśmy do tunelu czasu. Zrobiło się ciemno, chłodno i gdy zaczął się seans przeraziłam się:
" ja chcę wyjść",  "ja chcę do domu". Mama kazała zdjąć okulary i wtulić się w nią. Tak było lepiej. Chlipałam cichutko, trzęsłam się i mimo klimatyzacji spociłam się jak nie wiem. W tym czasie Lenka rozpoczęła swoją kilkuminutową drzemkę. Z ulgą wysiadłam z tego pociągu, ale przyznam się że trochę podglądałam. Postanowiłam, że jak będę starsza to spróbuje jeszcze raz się przejechać tym pociągiem. Następnie odbyliśmy trasę epokami i oglądaliśmy dinusie. Największe wrażenie wywarły na nas te największe z JURY. Lena namiętnie próbowała je straszyć "łaaaa". Upał lał się z nieba i po takiej trasie chętnie udaliśmy się do kąpieliska. Woda cieplutka, czyściutka więc nie wiadomo kiedy zrobiła się 17. Niebo spowiły dziwne chmury, które według rodziców oznaczały zbliżającą się burzę. Bo w ostatnim czasie jest dość upalnie, a później przychodzą straszne burzyska. U nas na podwórku to połamało, wyrwało  z korzeniami kilka potężnych drzew. Skierowaliśmy się do oceanarium, ale gdy zobaczyłam okulary nieco się zdenerwowałam i nie chciałam tam wejść. Rodzice się rozdzielili. Ja z mamą i śpiącą Lenką poszłyśmy na fajowski plac zabaw i inne tam rozrywki. Później oni się wymienili i strasznie przeżywali rekina, który ich atakował, stłukł szybę, a ich opryskała woda. Jak będę większa to i tam pójdę. No i po tych szaleństwach przypomnieliśmy sobie, że obiadu nie jedliśmy. Niestety w barach nie zostało za wiele, a i nie za dobre to jedzonko było. Posililiśmy się i ruszyliśmy do domu. Podróż mieliśmy z przygodami. Najpierw burza nas goniła, a później to my wjechaliśmy w czarne chmury. Mama się strasznie bała, bo takiego nieba chyba nigdy nie widziała. Jak zaczęło padać to z nieba leciała wręcz ściana wody. Mama kazała się tacie zatrzymać. My z Lenką byłyśmy zrelaksowane w przeciwieństwie do mamy. Tata był dzielny. W końcu ruszyliśmy. Z nieba ciągle lało, a drogą płynęła rzeka. Przed Częstochową wjechaliśmy wręcz do jeziora. Szkoda, że nie widzieliście miny mamy. Tata dopiero w domu się przyznał, że też miał małego stracha gdy wyglądało na to że staniemy na środku tego bajora. Na szczęście cali dojechaliśmy do domku. Na tym dziś kończę i załączam zdjęcia. Niektóre są mojego autorstwa, bo dostałam w spadku taki mały aparacik. Mama pomogła mi wybrać ciekawsze...

1 komentarz: