niedziela, 22 listopada 2015

Pozdrowienia z pracy taty.

Pozdrowienia z pracy od taty!! Obecnie tata pracuje w Niemczech. To dziwny kraj, tam w niedziele nie można pracować i wtedy tata ma czas na krótkie wycieczki. Szkoda, że pogoda nie zawsze Mu dopisuje. Tym razem się udało, bo nie pada deszcz, a i śnieg przestał sypać.Widoki Friedrichshagen...






sobota, 21 listopada 2015

O Mikołaju i Kornelce

Wielkimi krokami zbliża się bardzo ważne wydarzenie, Święty Mikołaj. Przez przypadek wygadałam się mamie, że ja już wiem. To znaczy ja już sama nie wiem...
- Maju, może lepiej by było jakbyście te klocki dostały wspólnie? Wiesz wtedy może Mikołaj by przyniósł Ci jeszcze tą książkę.
- Nie mamo, one mają być tylko moje.
Mama intensywnie myślała, a ja dobrze wiem o co chodzi...o kasę
- Mamo kupcie Lenie tego pieska.- mój głos się załamał, bo się wypaplałam
- Dlaczego my mamy jej coś kupować?- spytała mama
- Mamo przecież ja wiem, że to wy kupujecie. Podsłuchałam...
- Co podsłuchałaś?
- No, kiedyś słyszałam jak szeleściłaś. Otworzyliście szafę i balkon. Przecież Mikołaj nie musi wyciągać prezentów z szafy.
Mam jednak małe wątpliwości bo mama ciągle brnie w tą historię o Mikołaju (przecież on już umarł). Teraz już wiem po kim Lena tak umie ściemniać.
Ja: Fajnie było w Bułgarii, prawda tato? 
Tata: Oj fajnie...
Lena: Mi też się podobało.
Ja: Ciebie tam nie było, bo się jeszcze nie urodziłaś.
Lena: Byłam.
Tata: A pamiętasz jak lecieliśmy do Ameryki samolotem?
Lena: Pamiętam, fajnie było.
Tata: A pamiętasz te duże wieżowce?
Lena: Ja widziałam same owce.
Lena to ogólnie ostatnio podpada mamie. Rano nie chce wstawać, ociąga się z ubieraniem, zawsze ma swoje zdanie, a gdy trzeba wychodzić to sobie przypomina, że zapomniała o...Robi ogromny bałagan, a gdy pora sprzątać to oczywiście nie ma siły. Ja oczywiście wstaje chętnie, sprzątam i słucham rodziców. Nie jestem jednak taka idealna, bo mama też się na mnie złości. O co?? Bo ja uwielbiam dokuczać Lenie. Ja lubię jak ona się drze, płacze i wiem że to moja zasługa. Lena też mi lubi dokuczać, chyba też lubi jak ja się złoszczę. Za to doskonale dogaduję się z Kornelcią. Jest taka urocza, do niej mam dużo cierpliwości (nie to co do Leny). Lena za to nie może się pogodzić, że Kori niszczy jej budowle, albo rysunki. Kornelci  pasowało nasze towarzystwo. Gdy my rysowałyśmy to też łapała za kredki i próbowała rysować. Biegałyśmy razem za piłkami i wygłupiałyśmy się z Maui. Nasze spotkanie miało ważne znaczenie. Kornelka skończyła już roczek.







środa, 11 listopada 2015

Zmiany w naszym życiu, wiara, przygotowanie do życia w rodzinie i dla relaxu spacer po lesie

Gra "Stadnina" wykonana przez naszą trójkę na konkurs
Dziwnie się składa, ale odkąd mama poszła do pracy mamy mało wolnego czasu. Niby rzadko rodzice pozwalali nam się nudzić (bo zabierali nas spacery, czy wymyślali nam zajęcia...). Od ponad miesiąca wszystko robimy biegiem, a jak już jest wolna chwila to okazuje się, że nie mamy siły. Lena potrafiła położyć się przed 19 i spać tak do rana. Wszystko dlatego, że w przedszkolu jest teraz ok 7:40 (zwykle była po 8), a odbiera nas mama o 15:40 ( a odbierała 14-15). Później biegniemy na zajęcia przegryzjąc po drodze drożdżówkę. Do domu wracamy po 17, 18 albo ok 20. Mamy dwa dni luźne - poniedziałek i piątek. Wtedy mama umawia się z naszymi koleżankami i nadrabiamy zaległości towarzyskie. Po takim maratonie Lena i mama mają serdecznie dosyć. W sumie to dziwne bo przecież na balecie i basenie to ja się ruszam, a one tylko na mnie czekają. Ja sobie radzę z tym zmęczeniem, czasami jeszcze muszę znaleźć siłę na odrabianie lekcji. Nasze życie nabrało tempa... W całym tym opowiadaniu zabrakło taty. Wszystko dlatego, że przez pierwszy miesiąc pracy mamy, on też był w pracy. Teraz przyjechał do nas na dwa tygodnie i mama jest bardzo szczęśliwa, bo w końcu zamiast drożdżówek na obiad zjadamy pyszności przygotowane przez niego. Tatuś zabiera nas wcześniej ze szkoły i przedszkola i mamy więcej czasu na nudzenie się. Co ważne wracając do domu możemy się zatrzymać z naszymi koleżankami na placu zabaw. Jak wracamy z mamą to już nikogo nie ma i robi się chłodnawo. O 15 :40 w  świetlicy jest ok 6 dzieci, a w przedszkolu Lenki też nie jest lepiej. 
Za nami 1 listopada, pierwszy raz wędrowałyśmy po cmentarzu bez taty (który był w pracy). Pogoda była słoneczna, wymarzona na to święto. Jeden pan powiedział, że przez tą pogodę panie nie mogły ubrać swych futer na pokaz mody. Nie wiem gdzie był ten pokaz, ale następnym razem muszę mamę namówić żeby mnie tam zabrała. Mi wizyta na cmentarzu trochę się dłużyła więc postanowiłam zostać "Perfekcyjną panią GROBU" i robiłam test niebieskiej rękawiczki. Ostatnio mam nieco na pieńku z naszą katechetką. Odpytuje nas z modlitw, a co tu ukrywać do kościoła rodzice nas nie zabierają. Babcia Krysia czasami chce nas zabrać na mszę, ale my z Lenką nie chcemy bo tam wieje nudą. Na cmentarzu dorośli się modlą nad grobami, a mi się zaraz pani Lidzia przypomina (moja katechetka). Dostałam już jednego minusa...Zastanawiam się nad rezygnacją z tych zajęć. Chociaż pani Lidzia poza tym jest bardzo fajna. Podsłuchałam nieco rodziców i też uważam, że klepanie na pamięć jest głupie. Jedno dziecko myślało, że w modlitwie jest:
"...Módl się za nami grzecznymi..."
A co to jest niewiasta? owoc żywota? łaskiś pełna? jaki pan z Maryją?....
Pytań jest wiele, a odpowiedź jedna - trzeba się nauczyć na pamięć!!
Lena za to przygotowuje się do życia w rodzinie. To znaczy mama jej kiedyś powiedziała:
- Lena pamiętaj, że musisz sobie znaleźć dobrego męża. Takiego co będzie cię kochał, pomagał w domu: sprzątał, gotował, a i takiego co będzie się chciał opiekować dziećmi.
- Wiesz mamo ja jednego męża będę miała od sprzątania, drugiego od gotowania, trzeci będzie się bawił z dziećmi, a czwarty będzie oglądał telewizję.
Ostatnio poszliśmy do naszych przyjaciół, do mojej Klaudii i jej brata Dawida (który jest kumplem Leny i chodzą do jednej grupy). Lena i Dawid nigdy nie sprzątają, chociaż w przedszkolu im to nieźle idzie. Mama mówi do Leny:
- Lena weź Dawida i posprzątajcie, trzeba go nauczyć. Bo jaki z niego będzie mąż?
- No dobla - powiedziała Lena i wyszła do pokoju dzieci
- Dawid sprzątamy... Dawid sprzątaj!!- wykrzykiwała - Ja tu siądę (zasiadła na krześle i założyła nogę na nogę) i będę jak królowa, a ty sprzątaj.





Od tego pośpiechu zabrakło nam czasu na spacery, a jesień w tym roku jest taka piękna. Mama spragniona ruchu na świeżym powietrzu zapowiedziała, że sobotę (7.11.2015) spędzamy na spacerowaniu. Za oknem szaro, mokro, ale nie ma to tamto, idziemy... W końcu po wielu dyskusjach na temat ubrania (bo nie każdemu pasowała propozycja mamy) wyszliśmy z domu. Wyszliśmy i...zaczęło padać. Mama zdesperowana, spragniona spaceru zrządziła spacer w deszczu. Całe szczęście niedziela była przepiękna. Odwiedził nas dziadek Janusz i wszyscy razem pojechaliśmy na spacer do Złotego Potoku. spacerowaliśmy po dywanie z liści, a słonko przebijało się przez gałęzie. Odwiedziliśmy Niedźwiedzią  Grotę, liczyłyśmy słoje na ściętych drzewach i z piskiem uciekałyśmy przed wyskakującymi spod nóg żabami. Dotarliśmy do naszej ulubionej pstrągarni, gdzie mama zaprosiła nas na obiad ( no wiecie jej pierwsza wypłata już była). Po takim miłym spacerze Lenka szybko usnęła w aucie, w drodze do domu. 

czwartek, 22 października 2015

Pasowanie i życie w pędzie


W wielkim pędzie siadam i piszę o ostatnich tygodniach. Po pierwsze, wyzdrowiała nasza pani i wróciła do nas. Wróciła z gwizdkiem, ale szczerze mówiąc na rozbrykane dzieci to gwizdek nie działa najlepiej. Ostatnio na stołówce jedna dziewczynka z drugiej klasy zdenerwowała się na koleżankę z mojej klasy i wbiła jej widelec w nogę. Nie wiem czy była krew, ale getry były podziurawione. Nie jest, aż tak źle ale bywa niebezpiecznie (np.pewien kolega popchnął koleżankę na schodach, a ta wpadła na kolejną dziewczynkę...). Oprócz tego trafiają się złośliwe dzieci, które potrafią uprzykrzyć innym życie. Czasami tęsknie za przedszkolem, tam było spokojniej, wszyscy mnie znali i nie było takich nieprzyjemnych sytuacji. Oczywiście są też miłe chwile. Ostatnio odbyły się uroczystości z okazji dnia nauczyciela i było pasowanie. Wszystkie dzieci były odświętnie ubrane, najpierw odśpiewaliśmy hymn. Powiem szczerze, że śpiewanie wychodzi nam nieźle. Po małych występach pani dyrektor pasowała nas wielką kredką na uczniów szkoły podstawowej. Dostaliśmy dyplomy, legitymacje i tarcze szkoły. Nasza klasa jak zwykle okazała się najbardziej hałasującą. Co chwilę było "klasa Ic, proszę o ciszę!!". Bawiłam się świetnie, aż na koniec imprezy przypomniałam sobie, że nie było taty i się nieco popłakałam.
   
Do tego wszystkiego mama poszła do pracy i mamy teraz jakoś mało czasu. Rano wychodzimy trochę wcześniej i pędzimy do przedszkola i szkoły, mama odbiera nas ok 15:40 czyli wracamy później. Ledwo wejdziemy do domu, a już trzeba pędzić na basen, balet i do Bystrzaka. Poniedziałki i piątki są nieco luźniejsze, więc wtedy można się z kimś spotkać. Dobrze, że póki co pani nam mało zadawała (poza wczorajszym dniem, bo wczoraj miałam 4 strony literek- ale bolała mnie ręka) i nie musiałam odrabiać lekcji. Lena tylko chodzi nie wyspana, a mama głodna bo obiad zjada na kolacje... Za to z Krakowa doszły nas słuchy, że mała Kornelcia zaczyna sama chodzić. Ciocia Karina przysyła nam czasami zdjęcia lub filmiki i szczerze mówiąc nie poznajemy naszej kuzyneczki. Ona niedługo skończy roczek...

niedziela, 11 października 2015

Cudak

Z Lenuśki jest niezły przekręt. Gdy za długo bawi się w ciszy lepiej sprawdzić czy nie łamie zasad panujących w domu. Dziś np. przyklejała na błyszczyk, naklejki do szuflady w biurku. Wysmarowała całą powierzchnię szuflady, aby następnie ozdobić ją naklejkami. Wie, że do pokoju nie nosimy wody, ale przecież nic nie zaszkodzi zrobić basen dla wieloryba. Spokojnie, nie takiego dużego, tylko takiego co pływa w kubku czyli jest bardzo malutki. Lena łamie wiele zasad panujących w domu. Kiedyś nałożyła dwie różne skarpety:
Mama: Lenko nałożyłaś dwie różne skarpety.
Lena: Tak, wiem. - dumnie odpowiedziała.
M: Kochanie, ale masz w szufladzie pozwijane skarpetki takie co mają pary. Załóż dwie takie same.
L: Nie, bo ja takie nałożyłam. Leżały w szufladzie.
M: Lenuś, ale zobacz mama ma dwie takie same, tata też...itd...
L: No, ale te leżały i nie miały pary. Nie zmienię.
 Jaki wniosek? Skoro dwie nie mają pary to już mają cechę wspólną i już mogą być parą.
Dawno nie było u nas prac plastycznych w domu, trzeba było czekać na jesień żeby się zmobilizować do działania. Na polu/dworze zrobiło się chłodno, a katary i inne schorzenia przeziębieniowe sprzyjają takim zadaniom. Dziś stworzyłyśmy Cudaka z warzyw, do przedszkola Lenki.




środa, 7 października 2015

Edukacja

Lenusia w przedszkolu ma różne dodatkowe zajęcia tj. gimnastyka, rytmika i angielski. Oczywiście awansowała do starszej grupy i już nie jest Krasnoludkiem tylko Żabką. Ponieważ Lenusia ciągle mówi "nakalm mnie, ubies,..."- zrób za mnie, chociaż te wszystkie czynności umie, to tata ją straszył, że zaprowadzi ją do Krasnoludków. Dlatego Lena rano szeptała mamie do ucha "Mamo Ty mnie zaplować do pseckola bo tata się może pomylić i zaprowadzi mnie do Krasnoludków". Za to Lenusia robi spore postępy w nauce angielskiego:
-  Mamo, mamo wiem jak jest po angielsku: chcę iść do kibelka.
- Ooo, no proszę... To jak to jest?
- Czy mogę iść do toalety?
Dalej ma problemy z rannym wstawaniem, budzik jej wcale nie rusza. Trzeba ją wyciągać z łóżka na siłę. Weszła w trudny wiek lat czterech i trenuje mamy cierpliwość. Boi się też widoku krwi. Kiedyś podrapała sobie łokieć dość mocno. Mama pocałowała i nie dała po sobie poznać, że zadrapanie było dość mocne. Lenusia bawiła się błogo, a wieczorem gdy w lustrze zobaczyła swoją ranę wpadła w czarną rozpacz "Tu jest krwi!!" krzyczała. Jest mistrzynią przekręcania usłyszanych zdań, wyrazów i czasami się głowimy o czym nasza żabka opowiada. Kiedyś mnie okrzyczała, machając palcem wskazującym " Oj panienko, panience to się nie chce...".

niedziela, 4 października 2015

Rozmowy o szkole

Ostatni tydzień był pełen emocji. W środę nasza pani wychowawczyni straciła głos. Wszystko dlatego, że musi krzyczeć na chłopców, zwłaszcza na Mikołaja. Najpierw nie chciała tego robić, ale zmusili ją do tego rodzice. Pod wpływem historii jakie wyczyniał Mikołaj pani stwierdziła, że zastosuje się do próśb rodziców. Mikołaj skacze po ławkach, wyrzuca nasze rzeczy z plecaków, krzyczy, chodzi po klasie, bije (Julkowi podbił oko), wlewa sok do zupy, a później tym pluje...Już w drugim tygodniu wylądował z Wiktorem u wicedyrektora, a gdy po rozmowie ich rodzice pytali:
- Wiktor, a co pan dyrektor mówił?
on odpowiadał:
- Nie wiem.
- Jak to?
- Bo on mówił do Mikołaja, ja oglądałem meble.
Podobną odpowiedź usłyszeli rodzice Mikołaja. 
Tak więc, pani postanowiła podnieść głos na chłopaków. Skończyło się to zapaleniem krtani i zastępstwami dla naszej klasy. My dziewczynki bardzo się przejęłyśmy tą sytuacją. Ja przepłakałam pół popołudnia (do tego dołożyło się, że katechetka zamknęła mój plecak z jedzeniem w sali i mnie nie chciała słuchać, jedna dziewczynka zniszczyła mój różaniec z makaronu). Niektóre dziewczynki też płakały, jedna stwierdziła że skoro pani chora to ona do szkoły też nie pójdzie. Na szczęście zastępstwa okazały się fajne, tylko wszyscy rodzice zaczynają marudzić że przez te wszystkie historie zostajemy w tyle z materiałem.