piątek, 10 kwietnia 2015

Remont

U nas prawie jak w pewnej piosence: "Coś gruchnęło, coś huknęło. Mamie wpadło do talerza kilo tynku. Coś buchnęło i walnęło...". Prawie, bo u nas tylko remont.  Miało być wszystko zaplanowane i przemyślane, a wyszło inaczej. Po wakacjach ja rozpoczynam naukę w szkole i przydałoby się biurko. Lena od jakiegoś czasu śpi na materacu. Zmiany były nieuniknione. Pokój nadawał się do totalnego odświeżenia. Mamie się zrobiło trochę smutno gdy tata zrywał stare tapety. Czemu smutno?? Nie bardzo rozumiem- mamie smutno, że my rośniemy. To chyba dobrze? Nie nosimy pieluch, wiele rzeczy robimy już same. Doskonale się razem bawimy itd... Nie rozumiem tej mamy, niby chce nowe, a smutno jej. No, ale machina ruszyła i w domu mamy straszny bałagan i tonę kurzu. Stare mebelki, niektóre książeczki i zabawki powędrują do innych dzieci. Trzeba zrobić miejsce na nowe...

sobota, 4 kwietnia 2015

Świątecznie


Kwiecień jak to bywa zaczął się od żartu- nie wiadomo czy mamy wiosnę czy zimę. Ubieramy się na cebulkę. Mama się zaparła i postanowiła nie wyciągać zimowych kurtek. Tylko Lena po cichu marzy o lepieniu bałwana, ale poza tatą który chce jechać na narty nikt jej nie kibicuje w tym marzeniu. Zaczęły się już Święta Wielkanocne. W tym roku nie przygotowaliśmy kartek. Mama kupiła zwykłe gotowce. Trochę mnie tym rozzłościła, ale może dobrze... Mam tyle zajęć na głowie, tyle własnych pomysłów i innych obowiązków, że mogłabym nie zdążyć zrobić wszystkich kart świątecznych (może jakbym wcześniej się za nie zabrała? nie...).
Wszystkiego dobrego na najbliższe Świąteczne dni (na wszystkie dni)!!
Nie objadajcie się i dużo śmiejcie :).

Lena:" Niech on (ksiądz) przestanie gadać i kropnie."


Dziś pochwalę się jakie piękne pisanki i kurczaczka wyczarowałam na zajęciach plastycznych. Napisałam też swoje książeczki- bez pomocy mamy (wiecie chcę mieć tableta i muszę umieć pisać- taki warunek postawili rodzice). Pochwale też mamę. Ona kiedyś kupiła sobie maszynę do szycia, taką używaną. Kilka długich dni próbowała szyć, ale nic jej nie wychodziło. Maszyna okazała się zepsuta, a mama straciła cały zapał. Naprawioną maszynę schowała do szafy. Nadszedł w końcu czas i wyjęła zapomniany sprzęt i powstał dla Lenusi i dla mnie świąteczny prezent, tipi.

Scena z życia:
- Mamo, mamo wstawaj!! - krzyczałam stojąc przy łóżku rodziców
- Yyyy, ale budzik jeszcze nie dzwonił... śpij - odpowiedziała zaspana mama
- Mamo, mamo wstawaj już dzwonił, a ja chcę być wcześniej w przedszkolu.
- Yyy, ale zaraz będzie dzwonił drugi wtedy wstajemy.
- Mamo, ale ja już jestem ubrana.
- Yyyy- mama otworzyła oko- Tyyy Kuba ona naprawdę jest już ubrana.
Tata się zlitował, szybko ubrał i zaprowadził wcześniej do przedszkola. Po drodze odkrywałam róże ciekawostki:
- Widzisz tato, jak to fajnie jest wstać tak wcześniej i bez nerwów iść do przedszkola. Nikt nikogo nie pogania i
jest miło.
- Tak, masz rację Maju. Ja o tym wiem...a powiedz mi czemu tak chciałaś być wcześnie w przedszkolu?
zdjęcia
- Wiesz tato bo oni rano to robią fajne rzeczy.
- Tak, a jakie?
- No wczoraj to temperowali kredki... 

środa, 25 marca 2015

Szukając wiosny

Zaćmienie słońca przez szybę 20.III.2015r.
Zdjęcia
Wiosna już przyszła, co widać :). Dziś tacie udało się wyciągnąć rowery z piwnicy i rozpoczęłam sezon okrzykiem "ja zapomniałam jak się jeździ na rowerze!".  A to ponoć jest "jak z jazdą na rowerze, tego nigdy się nie zapomina". Po kilku nieudolnych ruchach, jednej wywrotce przypomniałam sobie, ufff. Lenek próbowała swoich sił na rowerku biegowym i śmiało podbija plac zabaw (ten nowy, pod blokiem). Chodzi tam zamiast do przedszkola. Mama boi się, że jak ją tam znowu puści to po paru dniach będzie powtórka z choroby.
Lenek:
Tata kupił rybę (w całości) na obiad:
L: Co to?
T: Ryba, będziemy ją jedli.
L: Ja nie będę jej jadła. - Lenek lustruje z obrzydzeniem przyszły obiad
T: Czemu? Ty lubisz jeść rybkę...- tata zdziwiony
L: Nie będę jej jeść bo ona nie żyje.

sobota, 21 marca 2015

Do szkoły?


Mama zapisała mnie do szkoły. Tym razem mi się nie upiecze. Moje koleżanki, które poszły w tym roku były super zadowolone, a ostatnio trochę im się już pozmieniało. Nie chcą odrabiać lekcji- czyli pisać literek. Coraz więcej przy tym marudzą, a nawet płaczą. Ponieważ dużo ostatnio chorowałam to i mnie mama zaganiała w domu do pisania i rysowania szlaczków. Tak musiała mnie zaganiać, bo ja to zawsze znajdowałam sobie lepsze zajęcie. Trochę bardzo mi te literki nie chcą wychodzić takie ładne (albo są za małe, albo za duże, albo krzywe, albo nierówne...). Mama chciała mnie zmotywować "Maju, ja też na początku pisałam takie brzydkie kulfony.Twoje są nawet ładniejsze niż te moje. Pokaże Ci moje zeszyty. Trzeba ćwiczyć i w końcu wyjdzie". Pokazała mi swoje zeszyty z pierwszej klasy i okazało się że mnie okłamała. Jej literki były ładne, nie to co moje. Chociaż mama twierdzi, że babcia musiała te pierwsze zeszyty wyrzucić.  

Oto moja książka, którą wymyśliłam sama, mama spisała. Ja narysowałam obrazki...

środa, 11 marca 2015

Konkursy, pocztówki, krępujące sprawy

Padło pewne kłopotliwe pytanie: Kiedy będą wyniki konkursu o latawcach? Z przykrością zauważyłam, że prac jest mniej niż poprzednim razem. Ze wstydem dodam, że nie mam gotowych nagród. Po pierwsze nie mam czasu, po drugie gdy mam czas to zapominam, a po trzecie mama nie kupiła mi obiecanego kleju. Prace, które dostałam są niesamowite i wcale nie będę się kierowała moimi sympatiami (tu pozdrawiam ukochaną ciocię Karinkę), tylko zimnym okiem ocenię artystyczne walory (zapominając o różnicy wieku artystów). To już wkrótce (może nigdy). Chciałam też podziękować za kartki, które dostałam. Nie było ich dużo, ale Ci którzy nadesłali włożyli w nie serce (dziękuje c. Ani i w. Grzesiowi, babci Krysi i dziadkowi Januszowi, nawet c. Karince i w. Bartkowi- kartka świąteczna też się liczy ). Czekam na jeszcze więcej pocztówek!! Na zdjęciu widać front naszej lodówki (wystawa została już zmieniona), gdzie znajdziecie swoje pocztówki i nasze zdjęcia z wakacji. Za mną bardzo trudny tydzień, musiałam podjąć niesłychanie ważną decyzję. Powstał pewien dylemat dotyczący moich zajęć tanecznych. Okazało się, że jak nie ma na nich moich najbliższych koleżanek to ja nie chcę tam chodzić. Dlatego mama zaproponowała zmianę, żebym zobaczyła coś nowego. Padło na balet. Zajęcia wydały mi się ciekawe, zupełnie inne niż dotychczasowe tańce. Ciężko było wybrać: koleżanki czy coś co mi się podoba? Rozważaliśmy plusy, minusy... wygrywała ciągle przyjaźń. Tylko, że fakt choroby koleżanki i to że mam być sama na zajęciach (chodzę tam już 1,5 roku) pomógł mi. Teraz będę baletnicą, przynajmniej przez chwilę będę próbować.  
Co u Lenusi?
Lenusia z chęcią wróciła do przedszkola po długiej przerwie (ok. 6 tyg), chociaż ze smutkiem mówi że z jej grupy jest bardzo mało dzieci (6). Niechętnie rano wstaje, bardziej pasowało jej gdy budzik nie dzwonił, a mama nie powtarzała "dziewczynki wstajemy!!". Na zdjęciu widać wyspaną Lenusię, z brudną buzią od pasty, z piżamką tył do przodu i z uśmiechem radości. Tu jej budzik nie obudził!! Z zazdrością patrzy, że ja mogę chodzić na tyle dodatkowych zajęć (zwłaszcza podoba jej się plastyka, ale trzeba mieć 6 lat). Wymyśla niestworzone rzeczy, przypominając mamie że ma tylko 3,5 ("Mam 3,5 bo jestem Lenusia"). Ostatnio (gdy zaprowadzały mnie na plastykę) mama poprosiła ją żeby stanęła za drzwiami i  nie podchodziła do schodów, a ona tylko zbiegnie coś sprawdzić. Mama przeżyła chwilę grozy gdy 30 sek później usłyszała przeraźliwy krzyk. Lena postanowiła podejść do schodów i wsadzić głowę między pręty balusatrady, żeby obserwować mamę. Tylko, że głowa weszła, a nie chciała wyjść.
Gdy mama dobiegła do Lenusi było już po wszystkim:
- Czemu mnie nie posłuchałaś? - z jednej strony ulga i radość, że nic się nie stało, z drugiej złość.
- To nie ja.
- Nie ty wsadziłaś głowę?
- Nie to taka pani mi kazała.
Lena do tej pory wstydzi się tej historii, a łzy napływają jej do oczu. Mama też ma nauczkę...

sobota, 7 marca 2015

Pozytywny wpływ teatru

marzec 2015
listopad 2013
 




 "Witamy i prosimy o wyłącznie komórek, niespożywanie posiłków. Wystąpi teraz niezwykle utalentowany  zespół. Prosimy o nie śpiewanie, jeśli możecie się powstrzymać..."

środa, 4 marca 2015

Pobyt w Krakowie


Teraz powinno być miejsce na Walentynki. Przygotowałyśmy przepiękne obrazki dla naszych rodziców z tej okazji (ale roztargniona mama zostawiła całą teczkę naszych rysunków w Krakowie). Tak, byliśmy w Krakowie. Rodzice spontanicznie (czasami im się zdarza) podjęli decyzję, że z gór jedziemy prosto do babci Krysi. Mama postanowiła nas trochę ukulturalnić. Przez cały tydzień chodziłyśmy do Nowohuckiego Centrum Kultury w Krakowie. Tam co roku (w okresie ferii zimowych małopolski) odbywa się Festiwal Teatrów Dla Dzieci. Codziennie rano wstawałyśmy i autobusem jechałyśmy do Nowej Huty. Tam kiedyś mieszkała mama i tata. Autobus zatrzymuje się tam na przystankach o bardzo ładnych nazwach : osiedle Zgody i aleja Przyjaźni. Bardzo nam się to podobało, a trzeciego dnia znałyśmy nazwy większości przystanków. Oczywiście codziennie zadawałyśmy te same pytania: "a po co ten czerwony młotek?; dlaczego wybić szybę?; a jaki może być wypadek?". Najczęściej jedna pytała, a gdy mama kończyła wywód, druga z nas jakby wybudzona z letargu pytała o to samo. Wróćmy do Nowej Huty. Oprócz Alei Przyjaźni jest też Aleja Róż, tam stał kiedyś pomnik Lenina i go zburzono. Oczywiście musiałam się dowiedzieć czemu go tak potraktowano, a mama próbowała mi trochę przybliżyć sprawę. Nie rozumiałam jednak czemu zniszczyli pomnik, przecież to nie ładnie. Mama coś jeszcze później opowiadała, pewnie miała rację... muszę ją jeszcze o to spytać. Sala w "teatrze" była duża, a mama mówiła że kiedyś tam występowała. Była krakowianką i tańczyła w "Dużym Krakowiaku" na skraju sceny. Na koniec tego tańca wszyscy się kręcili i kręcili. Mama na końcu, razem z innymi małymi dziewczynkami tańczyła w pierwszym rzędzie. Tak długo się kręcili, że prawie spadła ze sceny bo jej się w głowie zakręciło. Dzielna ta mama, że występowała na takiej dużej scenie. Przed każdym spektaklem wszystkie dzieci strasznie się wierciły w oczekiwaniu, aż bajka się zacznie. Przedstawienia były piękne, kolorowe i podobały się dzieciom bardzo. Mama mówi, że najlepiej o tym świadczyły okrzyki pełne zaangażowania, strachu i przejęcia np. "nie jedz tego jabłka!!!", "nie idź tam!!!". Oglądnęłyśmy "Trzy Świnki", "Ośle serduszko", "Królewnę Śnieżka" i "Królową Śniegu". Na koniec ostatniego przedstawienia Lenusia się popłakała, chociaż wszystko dobrze się skończyło:
- Czemu płaczesz Lenuś? - spytała mama
- Bo to już koniec...-odpowiedziała smutna.
Tym wyznaniem ujęła mamę, a ta postanowiła kupić bilety na przyszły tydzień. Tym bardziej, że dziadek Janusz się pochorował, a to on nas miał zawieźć do domu. Tym sposobem nasze ferie miały się przeciągnąć. Dodam, że jednego dnia nie byłyśmy w teatrze. Udałam się wtedy na zajęcia dla dzieciaków u dziadka w pracy. Mama znowu była pełna wątpliwości czy w ostatniej chwili nie zmienię zdania. Ku zdumieniu cioci Kariny i zadowoleniu mamy zostałam wśród obcych mi ludzi (bo dziadek był chory i leżał w łóżeczku). Później babcia mnie zabrała do swojej pracy, gdzie mogłam przybijać pieczątki, a nawet wypożyczyłam babci jedną książkę ( i ją "spikałam " czytnikiem- babcia pracuje w bibliotece). Lenusia bardzo mi zazdrościła, że byłam u babci. Jednego wieczoru wybrałyśmy się też na lodowisko z babcia Krysią, ona też umie jeździć na łyżwach.
ZDJĘCIA
Weszłam pierwsza na lód i zeszłam z niego ostatnia, po 1,5 godzinie wygłupów. Było super, ale się wyszalałyśmy...Babcia myślała, że szybko uśniemy, ale była w błędzie. W niedzielę była śliczna pogoda i pojechaliśmy na spacerek z babcią, ciocią, wujkiem i Kornelcią na Rynek i Wawel. Był to bardzo miły dzień, tylko że wieczorem Lena dostała wysokiej temperatury.Tym sposobem plany trzeba było zmienić. Dzięki cioci, która opiekowała się Lenusią zobaczyłam "Smakołyki ciotki Klotki", "Plastusiowy Pamiętnik" i "Koziołka Matołka". Z resztą z ciocią, Kornelcią i Mauinkiem widywałyśmy się codziennie. Kornelcia bardzo chciałaby już umieć siedzieć. Lubi być noszona i patrzeć na wszystkich. Zdecydowanie nie lubi leżeć lub siedzieć na kolanach, wtedy często zaczyna się wiercić, wykrzywiać buzię i marudzić. Ślicznie się już uśmiecha, ale nie umie jeszcze się głośno śmiać. Zaczyna brać zabaweczki do rączek. W ostatni weekend lutego pojechała w swoją pierwszą dłuższą podróż, do Stalowej Woli. Odwiedziła prababcie, ciotki, wujków i naszą kuzynkę Igusię (której jeszcze nie znamy).
  PS. Niestety nasza wizyta w Krakowie pozostawiła pewne ślady po sobie. Kornelcia zaraziła się od Lenusi i musi brać niedobre lekarstwa. Mimo choroby humor jej dopisuje. Zaczęła się głośno śmiać, a na dowód ciocia przysłała nam filmik (dostępny w albumie).