poniedziałek, 6 stycznia 2014

Święta i o wejściu w Nowy 2014 rok

ZDJĘCIA
Święta już za nami, a i kalendarze trzeba wymienić. W kilku zdaniach wspomnę te magiczne dni (później łatwiej sobie przypomnieć gdzie się spędzało poszczególne Święta). 18 grudnia rodzice zakupili żywą choineczkę, którą od razu ubraliśmy. 21 grudnia przyjechał dziadek Janusz i ciocia Karinka, którzy przywieźli prezenty od Świętego Mikołaja i od cioci Ani. Na palcach dwóch rąk nie zliczyłabym tych mniejszych i większych drobiazgów. Do tego podczas wizyty ciocia pomalowała nam paznokcie. To już stało się chyba tradycją. Pojawia się ciocia i nasze paznokcie robią się bajkowe, a na mojej główce piękne warkoczyki. Nasza ciocia pracuje w żłobku. Podobno mamy jak przyprowadzają swoje małe córeczki przynoszą też szczotki, grzebyczki, gumki, spinki i proszą naszą Karinkę: "Niech pani ją uczesze, ona w domu nie chce się czesać. Pani jej takie cuda z włosów robi". Szybko zleciała ta wizyta, a zaraz potem był 24 grudnia. Wigilia tym razem odbyła się u cioci Kasi i wujka Marcina. Było nas znacznie więcej niż normalnie, bo jeszcze przyszli drudzy dziadkowie Malwinki i Mikołaja, ich ciocia, wujek i Michasia. Najpierw były życzenia, później mało smaczna, ale bardzo długa kolacja. W tym czasie pod choinką piętrzyła się góra prezentów. Rodzice byli nie ubłagani - najpierw jedzenie, a później prezenty. Ja się pokłóciłam z Mikim, bo do tej pory to on czytał karteczki z paczuszek. W tym roku chciałam mu pomóc, bo przecież już umiem czytać. Koniec końców, to on przeczytał większość karteczek (bo czyta szybciej niż ja), a ja o tym zapomniałam i zaczęłam rozpakowywać paczki. Po godzinie 22 pojechaliśmy do domu i ku zdziwieniu rodziców nie zasnęłyśmy w aucie. Po przyjściu do domu zażyczyłyśmy sobie kolacje i do 23:30 układałyśmy nowe puzzle. Rano zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do Krakowa. To jest niezwykłe, ale pod choinką babci Krysi też były prezenty. Emocji było dużo, bo tu ja czytałam karteczki, a do tego ciocia i wujek przywieźli swojego pieska Maui, który najpierw bardzo nieśmiało zapoznawał się z nowym miejscem i z nami, a później się rozbrykał i ciocia nie mogła upilnować naszej dwójki i pieska. Maui postanowiła wygrzebywać ziemię z kwiatków, pogryźć drewnianego bałwanka, pobujać bombki na choince, a w między czasie zrobić siku na podłogę. 27 grudnia pojechaliśmy z babcią Krysią do Stalowej Woli. Tu odwiedzaliśmy babcie i ciocie. Oczywiście, my jesteśmy nieśmiałe dziewczynki, i bardzo się najpierw wstydzimy. Jak już się przyzwyczaimy i oswoimy, to ciężko nas wyciągnąć. Spaliśmy u cioci Dagi i wujka Tomka, i tam też czekały na nas prezenty. Fajny jest ten grudzień. Same prezenty. W niedzielę wróciliśmy do Krakowa. Tam przywitaliśmy Nowy Rok. W Stalowej szalałyśmy do północy, a w noc Sylwestrową do 22-giej. Wszystko przez to, że byłam bardzo nieszczęśliwa. Lenka włożyła na tę noc fantastyczną kreację, którą kupiła jej babcia Krysia (ja się w nią nie zmieściłam ;/). W efekcie w samych majciochach zalewałam się łzami, bo nie mam w co się ubrać. Nie mogłam przecież włożyć swojej nowej, fantastycznie się kręcącej spódniczki, którą dostałam pod choinkę. Przechodziłam w niej całe Święta, więc już była nudna, jak wszystkie moje ubranka. W końcu przypomniałam sobie, że jest jeszcze jedna nowa sukienka, i w końcu ona wysuszyła moje łzy. 
Sylwester z komórki babci
  
Później, gdy rodzice już poszli, był szampan i tańce. Nagle Lena oświadczyła:
- Już pola spać. Ciemno jest. Chce ublać pizamke.
Babcia ją przebrała, a my dalej skakałyśmy. Gdy babcia Krysia podgłosiła piosenkę swojego ulubionego Krawczyka, Lena oświadczyła:
- Babcia psycis! Pseskadzas mi spać.
Tym oto sposobem nasz Sylwester dobiegł końca. 
1 stycznia był miły. Rodzice byli tak zmęczeni, że ja bezkarnie oglądałam bajkę za bajką na komputerze. Adres "www" wpisuję sobie sama, bo jak się umie czytać, to i trochę pisać. 2 stycznia wróciliśmy do domu i wpadliśmy w wir normalności. Weekend znowu się przedłużył, bo dziś Kacper miał imieniny, a wtedy jest wolne. Jak ja jutro wstanę do przedszkola??

Takie tam:
- Lenko jesteś moja dziewczyna. - powiedziała z uśmiechem mama
- Nie bo jesteś moja dziewczyna.- odciął się tata
Pewnie ta dyskusja by trwała jeszcze długo, ale Lenka postanowiła interweniować:
- Uspokójcie się w końcu.- powiedziała bardzo poważnie
- To czyja jesteś?- mama nie dawała za wygraną
- Maja mnie lubi, tata mnie lubi i mama mnie lubi.- oświadczyła pewnym głosem Lena
- To czyja dziewczyna ty jesteś? - ciągnęła mama
- Taty, Mai i mamy.- odparła mądrze Lenka

Ciocia mnie czesze:
- Maju, ale ty masz długie włosy. Zapuszczasz do komunii?
- Nie, do kostek.

PS. Święta minęły w ciepłej, nie tylko rodzinnej atmosferze. Było ciepło, nawet bardzo skoro mama zmarźluch chodziła w samym swetrze. Zdjęć jest niewiele, coś się rodzice opuścili z robieniem zdjęć.

piątek, 20 grudnia 2013

Krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku, idą ŚWIĘTA



ZDJĘCIA
Już je czuć, czuć Święta. Zaczęło się niewinnie, od pierniczków. Pieczenie przekładaliśmy z dnia na dzień, bo ciągle tak jakoś mało czasu. Co jak co, ale rodzice dotrzymują słowa. Gorzej z terminami realizacji. Tatuś (tak tatuś!) zakasał rękawy, założył nam fartuszki i przystąpiliśmy do realizacji naszego pierniczkowego planu. Wyszedł nam znakomicie. Paluszki lizać! Tata musiał schować pierniczki do pudełeczek, żeby zostało coś na Święta. Ja to znam już  umiar, gorzej jest z Lenką. Ona ledwo wstanie i już słychać "Moge co innego?". Oczywiście ma na myśli słodycze. Mama pyta ją, czy śniadanko już jadła. Lenek to niezły ściemniacz, żeby nie powiedzieć że kłamczuch:
- Tak mamo, pięknie zjadłam już zupkę. Była pyszna, mogę słodycza?
Inne przykłady bajdurzenia Lenki:
- Ała! - mama uderzyła się o otwartą szufladę, bo Lenka szukała słodyczy - Kto otworzył szufladę?
Pytanie retoryczne bo tata siedzi w pokoju, ja w przedszkolu, a na podłodze klęczy Lenon.
- To Maja mamusiu.

- Plose, to dla Ciebie.- Lenek wręcza mamie mój obrazek.
- Dziękuje.
- Sama nalysowałam, specjalnie dla Cibie.
- Ty narysowałaś taką piękną dziewczynkę? Może Maja Ci pomogła?- pyta mama, czując ściemę roku
-  Nie Maja nie pomogła, sama nalysowałam. Dla Cibi plose.-  I uśmiech numer jeden.
-  Lenek, ale tu jest podpis Majki.- Dla bezpieczeństwa podpisuję moje obrazki. W przedszkolu to konieczne, ale jak widać w domu również. Dodam, że Lenek idzie w zaparte i w swoje historie.
Leneczek cwianieczek

Lena wzdycha ciężko.
- Co Ci Lenko? Czemu tak oddychasz??
- To nie ja, to tata.

Oj wesoło bywa z tą naszą Lenką. Coraz ładniej buduje zdania i zna dużo słów. Czasami mamy problem, żeby ją zrozumieć. Zgadujemy głośno co autorka miała na myśli. Wtedy ona tłumaczy, ale po jakimś czasie wściekła wybucha:
- Ja nie umiem gadać!!!



Dalej wtrąca swoje:
chrumki - świnki
komino - domino
bim bim - żurawina, rodzynki
pomdalynki - mandarynki

Jest wygadana ta nasza dziewczynka. Gdy ktoś jej zarzuca, że jest niegrzeczna:
- Jestem gzecna. Plezenta dostałam. Mikołaj dał.
No i gadaj tu z taką. 


Niezwykłe jest, z jaką oczywistością i naturalnością wszystko przyjmuje. Nie zszokował jej mikołajowy zwyczaj, a i ubieranie choinki było normalnym, ale wyjątkowym wydarzeniem. Tata przyniósł drzewko, a my podskakiwałyśmy z radości "hura choinka". To znaczy Lenka krzyczała "hula choinka". Ona nie umie mówić R. Ćwiczę z nią od jakiegoś czasu, ale ciężko jej idzie. Nie poddam się. Nauczyłam się czytać, to i moją siostrę nauczę mówić R. Choinkę wystroiłyśmy i już wieczorami świecą się kolorowe lampki. Święta kojarzą mi się też z robieniem i pisaniem kartek. Wymaga to dużo mojej pracy, dlatego mama musiała mi nieco pomóc. Do tego w przedszkolu przygotowujemy jasełka, ale te odbędą się dopiero w styczniu. Będę aniołkiem, razem z Martynką i Nicole. Mam do nauczenia kilka dziwacznych kwestii. Myślałam, że się ich nie nauczę, ale idzie mi nieźle.


Moja siostra, moi rodzice i Ja życzymy wszystkim radosnych, spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Niech będą białe jak ostatnia Wielkanoc!!


  

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Mikołajowe szaleństwo

ZDJĘCIA
List do Mikołaja napisałam w tym roku sama. To była pestka! Znacznie trudniejsze okazało się czekanie. W nocy z 5 na 6 grudnia przywędrowałam do łóżka rodziców, obudziłam mamę i ze smutkiem jej oznajmiłam, że jeszcze nie ma prezentów. Mama jak to mama nie przejęła się i stwierdziła, że pewnie byłyśmy niegrzeczne, a zresztą poszukamy rano bo może Mikołaj jeszcze do nas nie dotarł. Cóż okazało się, że źle szukałam. Paczki stały na środku pokoju przykryte kocykiem. Kto by szukał w takim miejscu? Ja dostałam wymarzony zestaw klocków Lego Friends, a Lenek pieska z budą (na cześć Debry nazywa się "Piba jak Maja"). Niestety Lunkę bolał brzuszek i nie miała siły cieszyć się z prezentu. W przedszkolu też był Mikołaj, ale i tak nie mogłam doczekać się powrotu do domu. Całe trzy godziny układałam swoje klocuszki razem z tatą, a później z mamą. Jak już wszystko było gotowe to przez dwie godziny bawiłyśmy się nimi z Lenką (tymi klockami, nie rodzicami), dłużej się nie dało bo trzeba było iść spać. W między czasie odwiedziła nas babcia i dziadek z prezentem od Mikołaja. Dostałyśmy bilety do teatru na niedzielę, na "Patyczek i Gałganiarz". Sztuka bardzo mi się podobała, szkoda tylko że była taka krótka. Lena trochę się bała i wtulała się w mamę. Gdy już przyzwyczaiła się do mroku, muzyki i aktorów kazała się mamie przesiąść i siedziała sama. Tata tylko podał jej rączkę do której przytuliła się i smacznie zasnęła. Nawet brawa jej nie przeszkadzały. Gdy na scenie pojawili się Mikołajowie, mama ją obudziła, a Lenek otworzyła oczęta i była jak zaczarowana. Szybko wywołali nas na scenę i wtedy czar prysł. Lena strzeliła focha. Odwróciła się na pięcie, zrobiła minę w podkówkę i oświadczyła, że nie chce Mikołaja i "prezenta". Mama na szczęście ją złapała, ale w między czasie ja też złapałam focha i też już nie chciałam podejść do Mikołaja. Mama trzymając Lenkę na rękach mnie za rękę wzięła paczki i w końcu mogłyśmy zejść ze sceny. Szczerze mówiąc coś jest nie tak z tym Mikołajem. Strasznie dużo go krąży po Świecie. Skąd ten w teatrze nas znał, czemu ich było dwóch, czemu paczki były w domu, u babci i w teatrze? Pomyślę o tym jeszcze za rok.

sobota, 30 listopada 2013

Andrzejki



W naszym przedszkolu odbyła się impreza Andrzejkowa, na którą zostali zaproszeni rodzice. Przyszło kilka mam, w tym moja. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to że wzięła moją kochaną, młodszą siostrunię. Zamiast bawić się z nami w pociągi, węże i inne fajne rzeczy to bawiła się z Leną zabawkami. Trochę mi to popsuło humorek. Zwłaszcza, że to był pierwszy dzień w przedszkolu po chorobie i byłam troszeczkę jakby nie sobą. Oprócz zabaw były wróżby, z których wynika że będę modelką, która odpoczywa na egzotycznej wyspie, a od  Mikołaja dostanę grę komputerową. Było dużo śmiechu przy tym całym wróżeniu. Ciocia dała nam ogromny karton, z którego trzeba było wyciągnąć na chybił trafił przedmiot i gdy ktoś wyjął np. telefon, albo żelazko to nasza wróżba dla niego nie była zbyt szczęśliwa bo wg dzieci taki osobnik zostanie żelazkiem, telefonem, w ostateczności telefonistą. W wróżbie z butami nie brałam udziału, bo ja jeszcze  nie jestem gotowa na zamążpójście, nie to co moje koleżanki. Na koniec było lanie wosku i oglądanie ich cieni i wyszła mi sukienka, więc może faktycznie będę modelką??


środa, 27 listopada 2013

Jak będę duża...



- Maju, wiesz... jak będę duża to będę mieć siusiaka jak tata.

czwartek, 21 listopada 2013

Jak się bawić to się bawić czyli co z tym SYLWESTREM?

Odkryłam, że kalendarz kończy się na grudniu. W nocy, gdy nie mogę spać różne ciekawe rzeczy zajmują moją uwagę. Ucieszyłam się, że wraz z końcem roku będzie koniec przedszkola. Później dowiedziałam się, że z końcem kalendarza nie kończy się przedszkole, a tylko rok. Radość przyniósł fakt, że na ten koniec, albo na początek jest Sylwester. Od razu oznajmiłam mamie, że organizuję przyjęcie dla moich koleżanek. Okazuje się, że ja i Lenka najprawdopodobniej zostaniemy u babci, a ONI - RODZICE pójdą się bawić. Wykrzyczałam mamie jakie to wszystko niesprawiedliwe i że wcale nie chcę z głupią Lenką i babcią spędzać tej nocy. Dziwna jest reakcja mojej mamy, bo mamy koleżanek bardzo chętnie by przystały na takie zaproszenie. No, a do tego zepsuła się pogoda i już złapałyśmy wirusisko. Lena to pewnie jest szczęśliwa bo ona to jest lekomanka i chętnie wcina wszystkie syropki itp.. Mlaska przy tym i się zachwyca i sama woła "Mamo daj sylopki, wszystkie". Ja nie lubię i strasznie przy tym wybrzydzam, marudzę, uciekam. Mama nie jest zbyt szczęśliwa.

niedziela, 17 listopada 2013

Co u Leny?

Jak miałam dwa latka rozpoznawałam 95% marek aut, jeżdżących w naszym kraju. Tata był dumny jak paw i u znajomych rysował znaczki, a ja zgadywałam :audi, nissan, opel itd... Dziś rozpoznaje 85% aut. Postanowiliśmy wciągnąć w tą zabawę Lenkę. Jest niezła, trzeba jej przyznać. Tylko, że ona ma typowo kobiece podejście do sprawy:
Maja: Lenko jakie to autko? - pokazuję jej znaczek
Lena: Zielone. - odpowiada dumnie Lenka.

Oglądamy książeczkę
Mama: Co to za zwierzątko?
Lena: Wilk!!
M: Nie, to żubr.
M: Co to za zwierzątka? - pyta mama pokazując na sarenki
L: To nie jest żubr.

Siedzimy, a u góry słychać stukanie.
L: O nie, znowu ten gupi siad puka. Nie bój się Maju.
M: siad?
L: No są.- zapada cisza- siad - dodaje po chwili

Lenka ma już dwa lata i trzy miesiące. Jest coraz lepszą towarzyszką zabaw. Czasami się bijemy i kłócimy. Szczerze mówiąc, to ona zaczyna większość awantur. Chyba z nudów mnie prowokuje: wyrwie mi zabawkę i z nią ucieka, szarpnie mnie za włosy, albo stuknie w głowę. Wszystko byłoby spoko, ale gdy jej oddam to się zaczyna. Wystarczy, że ja ją dotknę paluszkiem, a ta w ryk i na skargę do mamy. Muszę się wtedy tłumaczyć, a mama chyba i tak nie do końca wie kto zaczął, albo kto nadużył siły. Na szczęście szybko zapominamy o kłótniach i łzach: tulimy, wygłupiamy, śmiejemy, tańczymy, śpiewamy, bawimy i to wszystko razem. Gdy mama nas takie widzi to tylko się uśmiecha do siebie.