wtorek, 7 lutego 2012

Sistarsy

zdjęcia
Ostatnie dni przebiegały pod rządami, a nawet pod terrorem najmłodszej (ale jakże wpływowej) istotki w naszym domu, Leny. Marudziła, krzyczała, płakała, jakby kto nam podmienił uroczą uśmiechnięta i jakże pocieszną istotkę. Mama dzielnie znosiła te jej humory, zrzucając to na ząbki (które oficjalnie się przebiły i nawet ja już je widziałam). Nie powiem do tego harmideru i ja dorzucałam parę swoich zagrywek. Mama załamywała ręce i znowu chciała mnie paczką do taty wysłać. "Mamo, ale przecież nie ma takich małych, specjalnych butów. Nie chcę chodzić z chłopakami, bo tam są robaki. Będę siedzieć z tatą, albo z dziewczynami." Na szczęście od dwóch dni Lena jakby czuła się lepiej i już mniej nam tu dokucza. Tylko jak się w nocy budzi to ciągle szuka cyca mamy. Także mama czuję się ubezwłasnowolniona. Straszy Lenkę, że skończy się cyc i będzie butelka. Tylko, że mama straszy, a nic nie robi. Jakoś mnie jeszcze w tą paczkę nie wsadziła to pewnie i Lenie się upiecze.
Z Leneczkiem lubimy się najbardziej przed pójściem spać. Oj, jak my się wtedy wygłupiamy. Ja powiem coś głupiego, co bawi tylko mnie i Lenę. Tarzamy się wręcz ze śmiechu. Lena najpierw przytula się do mamy po czym odwraca się do mnie i moment nie minie i leży na brzuchu. Później jak dżdżownica próbuje się doczołgać do mnie. Oj, nagimnastykuje się biedaczka, a przesunie się może o parę centymetrów. Jak tak szalejmy mama przestaje czytać książkę, bo przecież to nie ma sensu. Po paru minutach Lenek znowu wtula się w mamę i w końcu zasypia. Ja walczę dalej, wiercę się i gadam. Mama się trochę denerwuje, bo przecież ciężko się czyta książkę gdy ktoś tak przeszkadza jak ja. Lubię te nasze wieczorne czytanie bajek, teraz czytamy "Dzieci  z Bullerbyn". Bardzo mi się podobają przygody tych dzieciaków i zanudzam mamę pytaniami, na które mama nie zna odpowiedzi bo dopiero to się wyjaśnia czytając. Ostatnio spełniłyśmy marzenie naszej mamy. Ona czyta, a my w końcu zasypiamy ( musi się naczytać). Ja w ciągu dnia nie śpię od ok 2 roku życia. Teraz wstaję rano, po 7 i chodzę spać ok 20 - 21:30. Lena też ma problem ze spaniem. Babcia Krysia się śmieje i twierdzi, że to jej zasługa. Jak moja mama była mała to spała po 30 minut ( z zegarkiem w ręku) w ciągu dnia (po kilka razy). Babcia zmęczona i zła takimi krótkimi drzemkami rzuciła klątwę "niech twoje dzieci też tak krótko śpią". Stało się, ja spałam długo tylko przy cycku mamy, a Lenka śpi długo i ładnie tylko w wózku na spacerze, albo w aucie. W domu śpi 30-32 minuty i później szybko się męczy i jest marudna. Ostatnio były straszne mrozy i mama zaprzestała spacerów. U nas najzimniej było ok -22 stopnie, ale u taty nad morzem spadło nawet do -32 stopni i auta nie chciały im odpalić. Wszystko się sprzysięgło: zęby, brak spacerów. W końcu mama zapakowała Lenę w wyjściowe ubranie i stwierdziła "Wystawię ją na balkon, mam już dość.". Ja się strasznie rozpłakałam "Mamo ja nie chcę, żeby Lena odeszła. To nie ładnie tak wystawiać." . Wystawianie na balkon zadziałało. Lena śpi i 2 godziny, w domu nieco zimno bo balkon uchylony. Teraz gdy nasz marudek zaczyna skrzeczeć i płakać mówię "Mamo wystaw ją na balkon". Chcę także donieść, że Lenie gęstnieje meszek na głowie. Fakt istotny, gdyż ja długo pozostawałam bez owłosienia. Poza tym Lena siedzi, tzn ciągle się uczy. Gdy mama posadzi ją na podłodze (asekurując, oczywiście) to buja się z boku na bok, ale duma bije na prawo i lewo. Na łóżku to wychodzi jeszcze lepiej. No i ciekawe to nasze Lenisko jest jak nie wiem. Lubi przyglądać się  chomikowi i jeżdżącemu pieskowi, czasami aż piszczy z uciechy. Bierze do rączek nowe rzeczy, oczywiście ciekawsze jest wszystko inne tylko nie jej zabawki.       

środa, 1 lutego 2012

Lena je i wielkie cięcie...




Padł kolejny rekord. Cały styczeń byłam zdrowa, poza małym katarkiem. Mimo to, opuściłam nad programowo 3 dni w przedszkolu. Wszystko przez wizytę u babci Krysi. Spędziliśmy parę dni w Krakowie, były one ciekawsze dla moich rodziców niż dla mnie. Ciągle coś załatwiali, albo z kimś się spotykali. Ja się nie nudziłam, bo czas spędzony z babcią jest bezcenny. Podobno nawet jestem lepsza w naciąganiu babci, na słodycze, od cioci Karinki (jak była mała). Babcia na takie uwagi tylko się uśmiecha. Miałam też okazję zobaczyć żłobek, w którym pracuje ciocia Karinka. Jak to zwykle bywało w moim przypadku, a teraz powtarza się w przypadku mojej siostrzyczki wszystkie pierwsze zmiany wprowadza nam ciocia Karina. Mama dawała Lence malutkie ilości marcheweczki, a ciocia odważnie kupiła zupkę i kleik dla takich malców jak ona (Lena oczywiście). Efekt jest taki, że Lena zajada się tymi nowościami, aż miło patrzeć. Od 3 dni coś jej jednak dokucza. Może to wyrzynające się ząbale, albo brzuchol musi się przyzwyczaić do trawienia nowych rzeczy (bo nie tak łatwo zrobić zlepioną kupkę). Tak czy siak Lena nam marudzi w dzień, a i w nocy czasami nie daje pospać. O zębach piszę w liczbie mnogiej bo wygląda na to, że będą dwa dolne. Jednego już widać, a drugiego znacznie lepiej czuć. Rodzice podejrzewali, że i góra zaczyna wyłazić, ale to raczej tylko im się tak zdawało. Chciałam jeszcze jedno słówko o Lence, o tym jak ona lubi muzykę. Na łezki smutku ma swoją ulubioną piosenkę ("Idziemy na jagódki"), gdy ta zawiedzie to trzeba przytulać i nosić. Ja też miałam taki swój hicior, który rodzicom bokiem wychodził ("Wędrowali szewcy"). Do usypiania Lenka też ma dwa swoje ulubione utwory, które słychać od rana do nocy. Lubi też utwory klasyczne gdzie słychać fortepian, to też ją uspokaja. Już koniec o mojej siostrzyczce.
ZDJĘCIA
Teraz o ważnym wydarzeniu, na którego efekt (na zdjęciach) czeka babcia Krysia i ciocia Karinka. Ja nigdy nie przepadałam za czesaniem włosków. Mamie raczej brak talentu do robienia fryzur (najlepiej wychodzi to Karince). Ostatnimi dniami moja ulubiona fryzura to włosy rozpuszczone z opaską lub spineczkami. Gdy mama mnie czesała, a ja marudziłam to zawsze proponowała wizytę u fryzjera. Ja raz się zgadzałam, raz nie. No i stało się raz wieczorem się zgodziłam, rano potwierdziłam i mama umówiła mnie do fryzjera. Strach obleciał wszystkich, którzy znali mój plan ścięcia włosów "jak Marysia" (a Marysia ma "na BOBA"). Kto nie wie to Maryś ma krótką fryzurkę, choć teraz marzy o długich włosach jak księżniczka. Kiedy Mama przyszła po mnie do przedszkola, ja oznajmiłam że nie chcę ścinać włosów. Nie wiem jak, ale mama mnie przekonała do wizyty u fryzjera i do nieco dłuższej niż planowana fryzurka. Fajnie było dopóki  nie usiadłam na specjalnym fotelu. Pani zaczesała mi włosy i ciach, a ja na to "Już nie chcę, chce zejść". Oj mama musiała się nagadać bym wysiedziała te 8 minut. Dałam radę, a fryzurę skwitowałam "nie podoba mi się, brzydko". Pani zapłaciłam i podziękowałam. W domu już się chwaliłam przed tatuniem i Lenką, a po godzinie oznajmiłam "wiesz mamo, już mi się podoba. Już mam lepszy humor".
Jak mama i ciocia Karinka były małe to babcia Krysia tez je zabierała co jakiś czas do fryzjera. Zakład ten znajdował się na Jagielońskiej. Było tam zawsze dużo fryzjerek i dużo klientek. Panował gwar, panie plotkowały, suszarki i inne sprzęty huczały. Gdy ciocia Karinka zasiadała na fotelu to wszystkie pracujące tam panie zlatywały się by pooglądać bujne i piękne włosy małej dziewczynki. Ciocia tego nie znosiła, a mamie było chyba smutno że jej włosy są takie nieciekawe. Ulubiona i znienawidzona fryzura mamusi z czasów dzieciństwa to "na bułeczkę" (na cześć ulubionej książkowej bohaterki). Mama ją przestała lubić, gdy marzyła o długich włosach, a babcia Krysia nadal kochała króciutkie włosy swojej córeczki. Mama koniecznie musi mi pokazać swoje zdjęcie w tej fryzurze i w okularach z grubymi czerwonymi oprawkami. Budzi powszechny uśmiech na twarzach oglądających. Wiedziałam, że zapomniałam o czymś napisać. Moja mama miała urodziny, ma już TRZY i O. Choć na torcie nie wiedzieć czemu zapaliła sobie jeden i dwa. Ja niedługo będę mieć już 4 "będę starą babą".

sobota, 21 stycznia 2012

"Ukochamy, uściskamy i podarujemy kwiat" czyli dzień Babci, Dziadka i nie tylko...

Ostatni tydzień był bardzo emocjonujący. Napadało dużo śniegu i mogłam się saneczkować. Do przedszkola mama brała sanki i razem ruszałyśmy na góreczki, gdzie raz spotkaliśmy się cała podwórkową paczką. W środę, w naszym przedszkolu, odbył się bal karnawałowy. Byłam przebrana za turecką tancerkę ("tancerka z pieniążkami"). Były tańce, konkursy, zgadywanki i wyśmienicie bym się bawiła, gdyby nie ta głośna muzyka. Po jakimś czasie się przyzwyczaiłam i było już ok. W czwartek późnym wieczorem przyjechała babcia Krysia. Była bardzo przejęta, gdyż autobus, którym jechała miał wypadek. Wszystko przez śliską drogę. Mimo zderzenia czołowego z samochodem osobowym i na dodatek sczepieniu z tirem, nikomu nic się nie stało (na całe szczęście). Tylko dwie szyby potłukły się w drobny mak. Dużo można by jeszcze o tym opowiadać bo "akcja ratunkowa" budziła wiele zastrzeżeń. Policja spisała co miała spisać i pojechała, zostawiając dwa pasy nieprzejezdne (zamknęli tyko ruch żeby już nikt na tą górkę nie próbował wjechać). Pasażerowie, nie mogąc się doczekać na piaskarkę sami znaleźli jakiś żwir i sypali pod koła pojazdu. Kierowcy autobusu i tira jakimś cudem rozczepili pojazdy. Kolejne kilometry jechali bez szyb. Z dużym opóźnieniem babcia dotarła do Częstochowy.
Cała ta jej wyprawa miała miejsce tylko dlatego, że w piątek mieliśmy przedszkolne uroczystości z okazji dnia BABCI i DZIADKA. Jak to wypadło?? Ja jestem z siebie zadowolona. Rodzice oglądając nagranie z kamery pękali ze śmiechu. Mama zapowiedziała, że więcej nie pożyczy mi korali (bo ją tak ładnie poprosiłam...). Podobno koralami można się udusić. Nieładnie też jest robić sobie masażu języka podczas takich występów. Mama mówiła wcześniej żebym rączek nie wpychała do buzi. Za to swoją kwestię powiedziałam ładnie, choć  na zakończenie dodałam kilka głupich min. Myślę, że sprawiłam wszystkim dużo uciechy. Później babcie i dziadek Marek byli na proszonym obiadku, który przygotował tatuniek. Mama i ja miałyśmy przygotowane przedstawienie o Smoku Wawelskim. Ja w stroju krakowianki (który nosiła moja mama jak była taka mała jak ja) lekko zawstydzona zaprosiłam widzów na spektakl. Później trema mnie całkiem zjadła i tylko trochę mamie pomogłam. Dodam, że scenografię przygotowałam z mamusią, a nasi "aktorzy" zostali zaprojektowani i wykonani przez dziadka Janusza (ja oczywiście pomagałam kolorować). W takiej miłej i wesołej atmosferze minął piątek.
zdjęcia
W sobotę mieliśmy wyruszyć do Stalowej Woli. Po czwartkowych wydarzeniach i nie najciekawszej pogodzie jaka się zapowiadała zrezygnowaliśmy z tego wyjazdu. Za to odwiedziliśmy szopkę na Jasnej Górze i oglądaliśmy choinki z ozdobami zrobionymi przez dzieci z różnych szkół. Zachwycaliśmy się pomysłowością np. łańcuchy: z rurek do napojów, z makaronu, z pudełeczek po danonkach; ozdoby: rurki po ręcznikach papierowych lub kubeczki po jogurtach pomalowane na złoty kolor i przyklejone do tego różne makarony też w tym kolorze. Po mroźnym spacerku miło było wrócić do ciepłego domku.

Poniżej filmik z występu mojej przedszkolnej grupy,  z okazji dnia BABCI i DZIADKA:


niedziela, 15 stycznia 2012

Tak się zachmurzyło..... pada pada śnieżek biały, dawno go nie było.

Stało się. Mamy połowę stycznia i drugi (ale tym razem poważny) atak zimy. Od dwóch dni jest biało. Zima jest ok, ale teraz wiem że moją ulubioną pora roku jest lato. Ciągle proszę mamę by założyła mi sukienkę na ramiączkach. Tak bym chciała biegać boso po podwórku, albo pójść na basen. Cóż muszę czekać, a póki co korzystać z białego puchu. Obowiązkowo wyciągnęliśmy sanki. Cóż za wygoda mknąć tak bez żadnego wysiłku. Trzeba tylko znaleźć sobie ofiarę, która się do tego nadaje. Tak więc,  tatuń, dziadek Janusz, mama i babcia Ania świetnie się spisują jako ciągacze sanek. Malwinka wykorzystuje do tego swoje psy. Obawiam się, że moja Dora nie dałaby rady. Chętnie sprawdzę inne siły napędowe. Proszę składać propozycje.
zdjęcia
Wydarzyło się coś, co bardzo mnie zasmuciło. Jakiś czas temu narysowałyśmy z mamą rysunek na konkurs do gazetki. W sumie to ja rysowałam, a mama mi tylko wymyśliła co. Mama tłumaczyła mi, że dużo dzieci weźmie udział i wcale nie jest powiedziane, że to ja wygram. Tak się właśnie stało, wygrały inne dzieci. Bardzo mnie to zmartwiło. Wylałam morze łez, a gdy się dowiedziałam, że tak się też kiedyś zdarzyło Marysi to w spazmach wykrzyczałam "to przecież nie możliwe". Lubię wygrywać gdy ścigam się z rodzicami. Gdy przegrywam to najczęściej to akceptuję, albo idziemy na kompromis, że wygrałam w grupie młodszej a rodzic w grupie starszej. Mama twierdzi, że muszę umieć też przegrywać. Tylko czemu to jest takie trudne?? Teraz narysowałyśmy pracę na konkurs do biblioteki "Zdrowe odżywianie". Na szczęście przeznaczony on jest dla rodziców i dzieci. Mama znowu wymyśliła co i jak. Zrealizowałyśmy pracę wspólnymi siłami. Trochę mama się złościła gdy mówiła "narysuj teraz taki duży brzuszek od szyi", a ja zaczynałam od głowy. Dzięki "szybszym kredkom" (pastelom) w miarę szybko udało nam się zakończyć pracę. Jedno co mi się nie podobało, to to że słodycze są niezdrowe. Ja kocham wszystko co słodkie. Lenka nie zna jeszcze smaku słodyczy, ale codziennie dostaje coś innego poza mleczkiem. Gama min i reakcji jest wręcz komiczna. Mama starała się zrobić zdjęcia, ale one przecież  nie oddadzą tego w pełni. Od kilku dni Lena nie mówi, a krzyczy (co obrazuje filmik z poprzedniego posta)- skrzypi i pruka. Te prukania zdarza się jej robić nawet przez sen. Gdy "woła" mamę w nocy to każdy płacz kończy swoim prrrrrrrr (z wydętymi ustkami). Kocham tą moją siostrzyczkę (bo ja jestem siostrą), jest taka wspaniała. Gdy mama stara się ją, albo nas usypiać to ja często dostaję ataków głupawki. Lenie się udziela mój humor. Mama niby nie jest zadowolona, ale nie przerywa nam. Chyba miło jej się patrzy na nasze wspólne wygłupy bo tylko się uśmiecha. Później zarządza koniec tych śmiechów i każe iść spać. Tak już na koniec dodam, że zanosi się że lada dzień Lena będzie szczęśliwą posiadaczką zęba. 

środa, 11 stycznia 2012

Film






Oto krótki filmik, w którym Lenka (4,5 miesiąca) opowiada o urokach swojego życia.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Kiedy taty nie ma w domu

 Co się działo:
zdjęcia
Weekend trójkrólowy za nami. Nie świętowaliśmy go wcale, a i choinka dalej  jest z nami. Za to sporo się działo przez ostatnie parę dni. Najpierw poszłam na nockę do babci Ani, gdzie znakomicie się bawiłam. Trochę się nie wyspałam bo łóżko jest tam niewygodne (taka ze mnie księżniczka na ziarnku grochu). W sobotę spotkałam się z moimi kuzynami. Za Malwinką strasznie się stęskniłam. Lubimy się razem bawić. Ostatnio godzinami przesiadujemy w łazience. Wyciągamy babci kosmetyki, które są naszymi dziećmi. Robimy im konkursy, przykrywamy ręcznikami tylko czasami trzeba kogoś wpuścić do toalety i wtedy porzucamy nasze maleństwa. Na szczęście nie musimy się o nie bać bo przecież każdy dorosły umie się zająć naszymi dziećmi. Uważać trzeba za to na Mikołaja, on czasami lubi im podokuczać.
W niedzielę mama zabrała mnie na urodziny Krysi. Całe popołudnie spędziłam z podwórkowymi przyjaciółmi. Od poniedziałku wolne się skończyło i ja wykurowana  poszłam pierwszy dzień do przedszkolka. 


Lenka:
  Jak poszłam do babci na noc Lenka (przez okres świąteczny milcząca) cały wieczór gadała do mamy. Pewnie chciała mnie zastąpić, bo co by mama zrobiła gdyby było całkiem cicho?? Przed moim powrotem (dnia następnego) Lena była bardzo marudna. Nudziły jej się rozrywki jakie zapewniała jej mama. W końcu mama wsadziła ją do chusty i tak je zastałyśmy. Kazałam mamie wyjąć Lenkę z tego nosidła bo chciałam się z nią przywitać i pobawić. Mama z lekka obawą zgodziła się. Wyobraźcie sobie, że Lenuch leżała zadowolona i uśmiechnięta do samego wieczora. Ona chyba za mną tęskniła. Z resztą odkąd wyjechał tatuń to gdy zasypia wieczorem to budzi się co jakieś 30-40 minut i mama musi robić za smoczka, albo ją przytulić. Gdy mama już się kładzie to i Lenka porządnie zasypia. Może to inne zachowanie to też odreagowanie zmiany?? Poza tym lubimy się razem pluskać w wannie. Nasza malizna jest coraz  odważniejsza i chlapanie wychodzi jej coraz lepiej. Czasami zachlapie mi oczy i chętnie bym jej oddała. Tylko mama ciągle przypomina, że ona tak niechcący. Podjęliśmy też kroczki w sprawie rozszerzenia diety. Mama poczęstowała ją startym jabłuszkiem. Lenek otworzyła szerzej oczka, z zaciekawioną minką. Po czym wszystko elegancko językiem wyplułam na śliniaczek. Za to z coraz większą chęcią żuje skórkę chleba. Ciamka ją tak jakby naśladowała nas podczas posiłku. Polubiła też prukanie w brzuchala. Do tej pory tego typu zabawy traktowała obojętnie. Teraz chichra się ku naszej radości. Lubi też buziaki w policzki i bródkę. Przymyka wtedy oczka i uśmiecha się, a czasami zaśmiewa.


Praca taty:
"Chłopaki w lesie ;)"
Wiem, że tatuń musi jeździć do pracy, żeby zarabiać pieniążki. Bez nich trudno żyć. Wiem, że pracuje z chłopakami. Mama czasami jak już mocno narozrabiam i nie ma do mnie siły mówi tak:
"Zobaczysz wyślę Cię do taty, do pracy. Dadzą Ci tam wielki plecak z kablami i będziesz z tymi chłopakami latać po lesie i będziesz je rozkładać."
Mnie ta wizja przeraża bo ja nie lubię chłopaków (jest coraz więcej wyjątków). Wiem tyle co mi opowiedzą rodzice. Wiem, że z tej pracy są pieniążki. Tylko zapomnieli mi powiedzieć skąd one wypadają. Jak mamie brakuje kasiorki to idzie do bankomatu, albo płaci kartą, a tacie w tej pracy skąd wypadają??

poniedziałek, 2 stycznia 2012

2012

Święta dawno się skończyły, a mi wciąż brak czasu żeby wszystko tu zapisać. To były ważne chwile, bo przecież pierwsze Święta z Lenką. Nikogo pewnie już nie zdziwi, że dni te były sponsorowane przez chorobę. Niby nic nadzwyczajnego (bo od września tylko o tym tu piszę), ale tym razem było inaczej. W czwartek wróciłam do domu z biegunką (14 dni w przedszkolu- nowy rekord), na całe szczęście zdążyliśmy z tatą kupić choinkę. Wieczorem puściłam parę pawików, znacząc drogę (znaczy się głównie łóżko i okolice). Mama musiała znowu prać i sprzątać. W piątek ubraliśmy nasze drzewko, które ozdabia duży pokój. W sobotę było już niby dobrze i spędziliśmy Wigilię u babci Ani i dziadka Marka z moimi kuzynami i ich rodzicami. Lenka na cyckowym więc nie jadła, ja po przejściach więc też nie jadłam. Zostało to co najprzyjemniejsze czyli prezenty. Było ich dużo i bardzo mi się podobały. W ten wieczór bardzo piszczałam więc rodziców wcale nie zdziwiło że całą noc przekaszlałam. Mieli zmartwienie bo nie wiedzieli czy jechać do Krakowa czy lepiej nie ryzykować i zostać w domu. Na moje szczęście w niedziele po śniadaniu ruszyliśmy w drogę. Nie byliśmy tam od września. Lnuśka dzielnie zniosła podróż, tzn. przespała całą drogę. Na miejscu czekały na nas babcia Krysia, nasza prababcia Stasia i oczywiście najukochańsza Karinka.
Lenka miała okazję poznać babcię Stasię, bo przecież przez te choroby nie udało nam się jeszcze pojechać do Stalowej Woli. Wszystko było pięknie bo byli bliscy ludzie i oczywiście kolejne prezenty. W poniedziałek poległa mama, na szczęście gorączce nie towarzyszyły inne sensacje. Wtorek też nie zaczął się obiecująco, ale za to w środę było już lepiej. Babcia Krysia zabrała mnie na szopki, a co za tym idzie na spacerek po Krakowie. Było chłodno, ale ile można siedzieć w domu?? Wieczorem odwiedziliśmy ciocię Karinę i wujka Bartka i bardzo chciałam u nich zostać na noc. Niestety oni następnego dnia szli do pracy, a my wracaliśmy do naszego kraju, do Częstochowy.
Sylwestra spędziliśmy całą naszą czwórką w domku. Najpierw tańczyliśmy, a później oglądnęliśmy sexmisję. Trochę to było dla mnie skomplikowane (ale wolałam to od KLANU URWISÓW) i dziwiło mnie że Ci panowie ciągle uciekali (oczywiście im kibicowałam, choć przecież nie lubię chłopaków). Lenka usnęła po 22, ja się dzielnie trzymałam. Rodzice wyciągnęli zimne ognie, och cóż to za zabawa. Nie mogłam doczekać się sztucznych ogni. Ok 23:30 mama zauważyła, że ja mam już dość. Tatuś otworzył szampon, na który czekałam. Wypiłam łyczka i już chciałam iść spać. Mama zabrała mnie jeszcze do okna, żebym popatrzyła na te wcześniejsze fajerwerki. Niestety nie miałam siły na nie patrzeć, nawet kolejne zimne ognie mnie nie rozbudziły. O 23:50 usnęłam smacznie w swoim łóżeczku.



---------------------------------------------------------------------------------------------------ZDJĘCIA------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Oj, kiepska ze mnie siostra, bo tak mało o Lence piszę. Już nadrabiam i notuję zdań kilka. Niewątpliwym jej osiągnięciem jest zmiana pozycji leżenia z plecków na brzuszek (na płaskim), nadal ćwiczy siadanie i trzyma się coraz lepiej. Ostatnio mniej mówi, a o jej cudowny uśmiech mogą się starać tylko Ci których Lenka zna i poznaje. Babcie w Krakowie doczekały się szczodrości dopiero po 2 dniach. Obcym mogą się dostać nawet wielkie łzy. Poza tym chyba nikt poza mną nie potrafi rozbawić jej do łez. Tylko ja umiem tak wariować, wydawać z siebie tak nieludzkie dźwięki, że ona aż się dusi ze śmiechu. Tylko, chyba mama nie lubi jak się tak wydurniamy po 21. Bo z Krakowa przywiozłyśmy nowy zwyczaj, późnego chodzenia spać. Ja póki co nie chodzę do przedszkola więc nie muszę rano się zrywać więc zasypiam o 22:30. Wracając do naszego krasnalka. Musicie pamiętać, że nie należy w ciepłej kąpieli znienacka wylewać miedniczki zimnej wody na brzuch. Ja już to wiem, grozi to przeraźliwym płaczem małego człowieka i złością mamy. Skąd ja to mogłam wiedzieć??

W Empiku:
- Mamo ja też chcę sobie wybrać książkę.
- Dobrze.
Szukałyśmy, znalazłyśmy, w drodze do kasy:
- Mamo ja zapłacę, wzięłam swój portfelik. - paradowałam przez sklep z różową torebką, w której znajdowały się moje pieniążki. Mama obawiała się, że na całe zakupy mi nie wystarczy. Zdziwiła się i chciała dać z moich oszczędności końcówkę (7 zł). Młody pan przy kasie zaproponował by wysypać pieniążki, a gdy zobaczył te złote spytał się czy chcemy się pozbyć. Mama się zgodziła nie pytając mnie o zdanie. Pan odliczał i zabierał moje złote monety, aż mi łzy zaczęły lecieć:
- Mamo on bierze wszystko, eee
Mama tłumaczyła i tłumaczyła, nie wiedząc jak zachować powagę. Pan się wystraszył, a ja dalej płakałam. W końcu się uspokoiłam bo mama oddała mi swoje drobne i obiecała że tatę też namówi. Nieprzyjemne to płacenie. Tylko czemu wszystkim dorosłym było tak wesoło??