poniedziałek, 20 grudnia 2010

Czuć już Święta

 (Podczas robienia ozdób)
Już powoli czuć zbliżające się Święta. Gdy usłyszę "Boże Narodzenie" dostaję wypieków i zaczynam skakać i wołać "Mamo słyszałaś Boze Nalodzenie". Choinka jeszcze nie ubrana, ale już czeka na przystrojenie. Dziś po nią specjalnie pojechaliśmy, aż za Częstochowę. Wędrowałam z rodzicami wśród drzewek i wybraliśmy naszą choineczkę. Parę dni temu przyszykowaliśmy, całą trójką parę ozdób. Starałam się uczestniczyć czynnie w tych działaniach. Wyszło jak wyszło, rodzice mieli więcej sprzątania, ale sami tego chcieli. Poza tym w tym roku moja babcia Ania i dziadek Marek dmuchali tort ze świeczkami. Podobno nie mieli urodzin tylko jakąś 30-stą rocznicę. Mama mi tłumaczy i tłumaczy jak to z tymi mężami i żonami jest, ale ja to wiem tylko tyle, że "Kofam naszego mąza".  Mama ciągle mówi, że to jej mąż, a mój tatuń. Czemu nie może być naszym "mązem"??
Rodzice ciągle się śmieją gdy słyszą:
- Mamo przyjechał twój mąz
- Pocałuj swojego mąza
- Mój mąz
Wracając do babci i dziadka to wczoraj był taki duży obiad, na którym była nasza rodzinka. Śpiewaliśmy nawet Sto Lat i pozwolili mi dmuchnąć świeczuszki na torcie. Fajnie było. Gdy wróciliśmy do domu mama położyła otwartą torebkę na łóżku i zasiadła do komputera, a tata zajął się swoimi sprawami. Ja zajęłam się portfelem mamy:
- Majeczko nie ruszaj mojego portfelika - powiedziała mama (nie odwracając się do mnie) gdy po dźwiękach domyśliła się co się dzieje.
- Ja sobie pieniazka wezme- uspokoiłam ją
- Myszko mówiłam Ci, że nie wolno wyciągać pieniążków. Mama może Ci dać, ale sama nie możesz zabierać. - mówiły do mnie plecy mamy
- Pieniazkami trzeba się dzielić - oznajmiłam zgodnie z  mamy teorią, że trzeba się dzielić z innymi
- Hahaha... Majeczko pieniążkami może się podzielić z tobą mamusia, ale nie możesz ich brać sama z portfela - ja to się muszę dzielić, a ona nie??- zostaw mój portfelik, proszę.
- To ja sobie pożyczę te pieniążki. Do mojej skalbonki.
Mama śmiała się głośno i w końcu podzieliła się pieniążkami, a moja skarbonka zrobiła się cięższa.
(Szukając naszej choineczki)

niedziela, 12 grudnia 2010

Życiowe dialogi


- Patrz mama biegam jak pantelufa...
- Jak kto?? - spytała zdziwiona mama
- No jak pantera !!
- Aha biegasz szybko jak pantera - mama się uśmiecha
- Tak jak pantelufa...
 ***
Żeby mama się nie nudziła podczas gotowania często towarzyszę jej w kuchni (choć czasami się zajmę czymś innym ku radości mamy).  Pewnego popołudnia gdy mama obierała marchewki,  ja biegałam w kółeczko. Miałam uniesioną koszulkę, ukazując swój brzuch:
-Patrz mamo taniec brzucha!!
Teraz już wiem, że brzuch wcale nie musi się tak szybko przemieszczać.
***
Zainteresowało mnie samodzielne odkręcanie wody w umywalce i mama mi pokazała jak to się robi. Gdy tak sobie myłam rączki mama w końcu powiedziała:
- Majeczko, ale rączki już umyłaś to zakręć wodę.
- Dlaczego?? - spytałam zdziwiona bo spodobało mi się to samodzielne mycie.
- Bo wodę trzeba oszczędzać. W Afryce (...) dlatego trzeba wodę szanować. - zakończyła mama tłumaczenie, a w międzyczasie zakręciłyśmy wodę.
Ponieważ słuchałam uważnie co mama mówi, rzekłam głośno i wyraźnie (zwracając się do kurka z wodą):
- SZANUJ SIĘ!!
***
Gdy mama robi śniadanie to ja jej albo pomagam, albo oglądam bajki. Moja pomoc polega na tym, że mama mnie sadza na blacie koło deski gdzie przygotowuje kanapki. Czasami pozwala mi posmarować kromkę chlebka masłem, czasami wrzucam torebki herbaty do kubków no i rzecz jasna podjadam i zadaję mnóstwo pytań. Parę dni temu podczas tego obrządku mama postawiła mleko na kakao, paróweczki, wodę na herbatę, zaczęła  robić kanapeczki i odpowiadała na moje pytania. Nagle mleko wykipiało i trochę się przypaliło.
Mama rozbudziła się całkiem i podjęła działa naprawcze szkody, gadając przy tym dużo, gdy już kończyła swoje wywody dodała:
- Majeczko bądź chwilkę cichutko i pozwól mi się skupić...ehhh
- Dobze pozwalam Ci. Skup się - po tym stwierdzeniu zapadła 30 sekundowa cisza i pytałam dalej.....

(w zimowym kapelutku od Św.Mikołaja :) )

niedziela, 5 grudnia 2010

Mikołaju Święty przynieś nam prezenty....

Dziś był wyjątkowy dzień. Mikołaj znowu sobie przypomniał o mnie, ale nie tylko :). Najpierw spotkali go ciocia Kasia i wujek Marcin i dał im prezent. Później podrzucił paczki w domku u babci Ani (dla Mikołaja, Maliwinki i dla mnie). Straszną frajdę mi sprawiły te upominki, ale jeszcze większą podglądnie tych co czekały na moich kochanych kuzynów. Super prezentem okazał się bilet do teatru na Świnki Trzy. To była moja druga wizyta w teatrze, ale tym razem siedziałam na parterze. Występujący aktorzy byli tak blisko, że początkowo się bałam, tym bardziej że wiedziałam o złym wilku. Zasłaniałam oczy piąstkami, albo wtulałam się w mamę. Ona próbowała mnie przekonać, że nic złego się nie dzieje i na scenie są miłe kolorowe zwierzątka (nawet mówiła, że to aktorzy). Powiedziała, że wilk mi nic złego nie zrobi, a w razie czego ona mnie uratuje. Niestety nic mnie nie przekonywało. Mama podstępem odchyliła mi jedno oczko i przytuliła się policzkiem do mojego policzka (tak się bałam trochę mniej). Po paru minutach odsłoniła mi drugie oczko i już było fajnie i się nie bałam. Niestety owieczka się przebrała za złego wilka i chciała nastraszyć świnki, które chorowały na nudę (i nic im się nie chciało robić, nawet wybudować sobie domków na zimę). Gdy pojawił się kostium wilka znowu zasłoniłam oczka. Później mama mi powiedziała, że już go nie ma za to na scenie tańczy krowa przebrana za wilka "ale to było zabawne". Zaśmiewałam się długo, a i mama się rozweseliła. Później musiałam siusiu, a jak wracałyśmy to z sali słychać było straszne dźwięki. Musiałam trochę poczekać, zanim zdecydowałam się wrócić do środka. Wróciłam i wcale nie żałowałam. Gdy już było po wszystkim głośno biłam brawo. To nie był koniec atrakcji. Potem na scenie pojawiły się śnieżynki i razem z nimi wywołaliśmy Świętego Mikołaja i jego brata (bardzo podobni do siebie). Mój kuzyn nie mógł usiedzieć na miejscu, a gdy śnieżynka powiedziała, że dla każdego dziecka jest paczka to od razu chciał po nią biec. Okazało się jednak, że jest lista i dzieciaki podchodziły po wyczytaniu. Miki (mój kuzyn) był dzielny i poszedł sam. Ja poszłam z mamusią, ale nie bałam się tak bardzo jak przed paroma dniami (jak wparował nam Święty przez okno). Podałam mu rączkę i odebrałam ciężką paczkę. Jaka byłam szczęśliwa widząc tyle słodyczy. Mikołaj (mój kuzyn) wykrzykiwał "ale mamy jedzenia", a ja od razu chciałam czegoś spróbować. Muszę powiedzieć, że Malwiniak też był bardzo dzielny, choć na początku się nie zapowiadało. Ciocia musiała wyjść na korytarz z Malwinką jeszcze zanim się przedstawienie zaczęło. Później się okazało się, że znalazły dobre miejsce na balkonie gdzie Malwiniak z przejęciem śledziła co dzieje się na scenie. Gdy wszystkie zwierzątka się kłaniały, a później zeszły ze sceny była bliska płaczu. "To był fajny dzień".
Zdjęcia zawdzięczamy wujkowi Marcinowi, któremu bardzo dziękujemy)

środa, 1 grudnia 2010

Zimowy gość

Zima nam się rozkręciła do tego stopnia, że bez sanek nie ruszamy się z domu, a i Świętemu Mikołajowi coś się pomyliło. W poniedziałek w nocy tatuń wrócił z pracy. Myślałam, że mi się śnił, ale rano jak otworzyłam oczy ciągle był. Bawiliśmy się i cały dzień  wołałam "tatuń pobawisz się ze mną?", "tatuś chodź pokażę Ci coś fajnego" itd... Wieczorem udaliśmy się do babci Ani i dziadka Marka na kolację. Bawiłam się w sklep gdy nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Ktoś kaszlał w najmniejszym pokoiku. Mama myślała, że to dziadek, ale ja coś czułam, że to nie on i się trochę wystraszyłam. Poszliśmy sprawdzić co tam się dzieje. W otwartym oknie na parapecie stał nie kto inny jak Święty Mikołaj. "Był strasznie bzytki i nie ladny bo miał białą blodę. Fioletowa byłaby ladna". Bardzo się wystraszyłam i schowałam się w objęciach babci bo mama wyciągnęła kamerę. Ja tak strasznie się bałam, że nie mogłam spojrzeć na gościa, a tym bardziej nie mogłam  mówić (choć wcześniej z mamą ćwiczyłyśmy jak to się gada z Mikołajem). Mikołaj pytał o różne rzeczy, ale ja tylko mogłam kręcić schowaną głową i nic więcej. Dopiero jak zrezygnowany Mikołaj stwierdził, że da mi prezent (ogromne pudło) to trochę się przełamałam. Podałam mu rękę, ale pierwsze słowa do niego z moich ust to "Idź sobie". Mama zaśpiewała piosnkę, bo ja nie dałam rady choć to co miałam śpiewać nie było trudne "Tralabum rum tum tum bum bum" z Kubusia Puchatka. Nagle Mikołaj stwierdził, że inne dzieci na niego czekają i musi już iść:
- Idź do Malwinika i Mikołaja i iiii do Gutka i Tosi. Tam jest taki domek dla lalek. Ja też chce taki domek. Mam taką balbi w domu... -powiedziałam
Później się pożegnaliśmy i w końcu mogłam otworzyć prezent. Wtedy wrócił tatuś, który poszedł do sklepu. Przegapił całą wizytę. Dziś rano taty już nie było. Znowu musiał jechać do pracy, a ja stwierdziłam, że Mikołaj jest fajny i kochany.

piątek, 26 listopada 2010

Zi zi zi zi ziMA


Robi się coraz zimniej i ku mojej ogromnej radości czuć zimę. Jak ja się ucieszyłam gdy mama krzyknęła "Maja spójrz za okno, pada śnieg!!". Następnego dnia rano gdy ujrzałam leżący śnieg na ziemi oznajmiłam  "Ubielajmy się szybko i chodźmy na podwólko. Będziemy lobić baałwana i rzucać śnieżkami...". Mama nie dała się jednak przekonać, żeby wyjść bez śniadania i stwierdziła, że jest za mało śniegu. Tak to już jest z ta moją mamuśką. Czasami ma te swoje zasady i reguły "upalta jak osioł". W sumie to ja ją lubię bo razem robimy dużo ciekawych rzeczy np. malujemy farbami (pędzelkami, paluszkami, a najbardziej podoba mi się odbijanie rączek), robimy pieczątki, bawimy się klockami, lalkami itd...
 (jedno ucho jest dziełem mamy, a drugie zrobiłam sama tylko mama przykleiła;reszta KRÓLIKA to ja sama zrobiłam)

Ostatnio mama pokazała mi bardzo ciekawą rzecz - plastelinę. Od kilku dni namiętnie ją wyciągam - można w nią czasem wdepnąć (z czego mama nie jest zadowolona). Staram się ją (plastelinę, nie mamę) gnieść, robić kuleczki, wałeczki, ale mi jeszcze nie wychodzi...Lubię też słuchać (rodzice chyba też) bajek z takiego mojego specjalnego radyjka. Niektóre fragmenty to znam już na pamięć. Rodzice z resztą też i często muszę ich upominać, żeby nie śpiewali i nie gadali (z Kubusiem, albo Kapturkiem). Bardzo mi się podoba bajka o Kubusiu Puchatku, Bazyliszku, a o Warsie i Sawie to nie lubię, a Czerwony Kapturek już mi się znudził. Mama zawsze mi włącza przed spaniem i wtedy mi łatwiej usnąć. Podobno wczoraj w środku nocy (mama wyłącza mi bajkę jak sama się kładzie) mama usłyszała, że płaczę. Szybko przybiegła do pokoju, a ja stałam w moim łóżeczku i razem z prosiaczkiem, królikiem i całą resztą śmiałam się z Kubusia (który wsadził głowę do garnka by wylizać miodek i nie mógł jej wyciągnąć). Gdy skończyłam się śmiać jak gdyby nigdy nic wróciłam do spania.
***
W dniu wyborów spacerowałyśmy z mamą i babcią. Ja zadawałam mnóstwo pytań, bo jestem z natury dość ciekawa np.
- Dlaczego ten piesek idzie??
- Dlaczego idzie z panem, a nie z panią??
- Dlaczego pani ma niebieską sukienkę (mama twierdzi, że to płaszcz)?
- Dlaczego sklep zamknięty?
- Dlaczego niedziela?
- Czyje to auto?
Mama czasami nie umie mi odpowiedzieć, ale ja nie daję za wygraną i zadaję pytania pomocnicze. Podczas tego niedzielnego spaceru, podczas mojego słowotoku nagle oznajmiłam:
- Jestem zła, nie odzywam się do Ciebie.
Mama nie wyglądała na przejętą, a wręcz na zadowoloną. Długo nie wytrzymałam tej ciszy i po 3 sekundach nasunęły mi się do głowy nowe pytania. Mama i babcia odpowiadały na zmianę. Po 20 minutach w końcu nie wytrzymałam:
- Przestańcie tyle gadać...
***
Gdy kiedyś się śmiałam z Kubusia i jego przygody oświadczyłam:
- MASAKLA hihihi... masakla na maxa.
***
Mama zrobiła z plesteliny osiołka, a ja go zniszczyłam:
-Majeczko czemu go zniszczyłaś?? Ja się tak bardzo starałam. Jest mi smutno i przykro.
- Jesteś stala?? Jesteś ślepa i głucha jak Deblusia??
 

piątek, 19 listopada 2010

Odwiedziny

Narobiło się zaległości, ale to wszystko przez moich rodziców. Najpierw mama wyrwała zęba i ściągnęła ciocię Karinkę do Częstochowy, żeby się mną zajęła jeśli  miejsce po wyrwanym zębie by jej dokuczało. W sumie mama była dzielna i zasłużyła na dużą naklejkę. Tata też do nas przyjeżdżał wieczorami, po pracy więc było nas więcej niż zwykle. Były śmiechy, chichy, ale z ciocią to tak zawsze. W niedzielę przyjechał dziadek po Kalinę, a w poniedziałek my wyjechaliśmy. Mieliśmy tydzień tułacza. Byliśmy w Stalowej Woli, w Rudniku i Krakowie. Wszędzie spotykaliśmy się z rodziną i bliskimi nam ludźmi. Jakbym tak chciała wszystkich wypisać to zajęłoby to kilka linijek. Ślę wszystkim których widziałam buziaki dziękując za gościnę i cierpliwość do mnie i moich rodziców.

11 listopada rodzice zabrali mnie na defiladę wojsk. Długo czekaliśmy na widowisko, aż wreszcie się zaczęło. Trochę przestraszyłam się tych maszerujących panów więc oznajmiłam:
-Chodźmy już!!
Mamie, tacie i cioci K. nie spodobał się ten pomysł bo przecież tyle czekaliśmy. Mama zaczęła mi mówić kto maszeruje:
- Zobacz to są żołnierze, zobacz jakie mają buty i czapki...
- Chodźmy już!! - byłam nieustępliwa
- Patrz Maja teraz idą strażacy...hmm ...- mama próbowała coś wymyślić żeby mnie zainteresować - tacy jak strażak Sam!!
- Gdzie jest strażak Sam??
- O tam maszeruje, widzisz??
- Brawo strażak Sam, brawo!! - zaczęłam wykrzykiwać
Zrobiło się trochę ciekawiej, więc zaprzestałam namawiać do odejścia.
- Zobacz Maja teraz będą jechać koniki!! - krzyknęła do mnie mama.
Ja bardzo lubię koniki, więc gdy tylko je zobaczyłam to zaczęłam bić brawo. Najpierw szły pomalutku, ale nagle zaczęły galopować.
- Sto lat, sto lat...- Zaczęłam śpiewać i biłam cały czas brawo.

W piątek tatuniek zabrał mnie do takiego muzeum gdzie były rybki, węże, żółwie, a nawet małpki. Co tu dużo pisać, byłam zachwycona bo ja oprócz koników, piesków, osiołków itd. lubię rybki. Trochę się tylko zdenerwowałam podczas powrotu do domu. Staliśmy na przystanku i czekaliśmy na autobus, który nie chciał przyjechać.
- Gdzie jest autobus??!! Zaraz się na niego zdenerwuje i tupnę nogą!! - wykrzykiwałam ku radości współczekających.

Ostatnio często się złościłam i denerwowałam. Gdy miałam takie ataki to wykrzykiwałam:
- Jestem zła i tupnę nogą - tupałam, a gdy to nie pomagało dodawałam - teraz tupnę drugą!! - a gdy to nie pomagało to zaczynałam płakać i krzyczeć.
Mama postanowiła mi trochę pomóc i mi wytłumaczyła, że nie warto tupać nogą. Teraz oznajmiam, że jestem zła, smutna, albo że mi przykro i staramy się rozmawiać. Mama też postanowiła restrykcyjniej wprowadzić system kar i nagród. Jak jestem niegrzeczna to mam karę np. nie oglądam dobranocki, a jak jestem grzeczna to oglądam. W sumie to mi się podoba jak jestem grzeczna bo i mama wtedy się więcej uśmiecha, nie krzyczy i nie denerwuje się na mnie, no i mogę oglądać dobranockę. Oprócz tego, że dużo się denerwowałam (od paru dni jest lepiej) to dużo też pytam. Pytania zaczynam: "dlacego??", "cemu??", "po co??", a pytam o wszystko (jeszcze do tego wrócę).

Dużo się działo, ale i teraz nie próżnujemy z mamą, a po dzisiejszym spacerze z Marychną ("My jesteśmy dwie Manie") jestem taaaaka ...aaaa... śpiąca....aaaa

środa, 3 listopada 2010

1 listopad


Święto zmarłych jest dość wyczerpujące. Te długie spacery po cmentarzach, gdzie należy się dobrze zachowywać i nie ma placów zabaw, nie przypadły mi do gustu. Pod koniec to mama już się trochę za mnie wstydziła, gdy z radością wykrzykiwałam "niech żyje Puchatek!". Jedno wydarzenie mnie zadziwiło. Spotkałam dziwnie ubraną panią. Miała taką fajną czarno - białą sukienkę.
-Mamusiu, czy to panna młoda??
-Nie, to zakonnica! - roześmiała się mama.


Ja bardzo lubię bawić się w pannę młodą albo w księżniczkę. Owijam się w firankę, a gdy mama pyta gdzie pan młody, to odpowiadam, że "w placy". Księżniczka obowiązkowo ma na sobie dużo biżuterii i ozdób. Im więcej tym lepiej. Zakładam wszystkie trzy opaski, moje koraliki, bransoletki i wtedy zamieniam się w księżniczkę, a mama w królową.
Dynia jest oczywiście dziełem mojego Tatunia.