piątek, 19 listopada 2010

Odwiedziny

Narobiło się zaległości, ale to wszystko przez moich rodziców. Najpierw mama wyrwała zęba i ściągnęła ciocię Karinkę do Częstochowy, żeby się mną zajęła jeśli  miejsce po wyrwanym zębie by jej dokuczało. W sumie mama była dzielna i zasłużyła na dużą naklejkę. Tata też do nas przyjeżdżał wieczorami, po pracy więc było nas więcej niż zwykle. Były śmiechy, chichy, ale z ciocią to tak zawsze. W niedzielę przyjechał dziadek po Kalinę, a w poniedziałek my wyjechaliśmy. Mieliśmy tydzień tułacza. Byliśmy w Stalowej Woli, w Rudniku i Krakowie. Wszędzie spotykaliśmy się z rodziną i bliskimi nam ludźmi. Jakbym tak chciała wszystkich wypisać to zajęłoby to kilka linijek. Ślę wszystkim których widziałam buziaki dziękując za gościnę i cierpliwość do mnie i moich rodziców.

11 listopada rodzice zabrali mnie na defiladę wojsk. Długo czekaliśmy na widowisko, aż wreszcie się zaczęło. Trochę przestraszyłam się tych maszerujących panów więc oznajmiłam:
-Chodźmy już!!
Mamie, tacie i cioci K. nie spodobał się ten pomysł bo przecież tyle czekaliśmy. Mama zaczęła mi mówić kto maszeruje:
- Zobacz to są żołnierze, zobacz jakie mają buty i czapki...
- Chodźmy już!! - byłam nieustępliwa
- Patrz Maja teraz idą strażacy...hmm ...- mama próbowała coś wymyślić żeby mnie zainteresować - tacy jak strażak Sam!!
- Gdzie jest strażak Sam??
- O tam maszeruje, widzisz??
- Brawo strażak Sam, brawo!! - zaczęłam wykrzykiwać
Zrobiło się trochę ciekawiej, więc zaprzestałam namawiać do odejścia.
- Zobacz Maja teraz będą jechać koniki!! - krzyknęła do mnie mama.
Ja bardzo lubię koniki, więc gdy tylko je zobaczyłam to zaczęłam bić brawo. Najpierw szły pomalutku, ale nagle zaczęły galopować.
- Sto lat, sto lat...- Zaczęłam śpiewać i biłam cały czas brawo.

W piątek tatuniek zabrał mnie do takiego muzeum gdzie były rybki, węże, żółwie, a nawet małpki. Co tu dużo pisać, byłam zachwycona bo ja oprócz koników, piesków, osiołków itd. lubię rybki. Trochę się tylko zdenerwowałam podczas powrotu do domu. Staliśmy na przystanku i czekaliśmy na autobus, który nie chciał przyjechać.
- Gdzie jest autobus??!! Zaraz się na niego zdenerwuje i tupnę nogą!! - wykrzykiwałam ku radości współczekających.

Ostatnio często się złościłam i denerwowałam. Gdy miałam takie ataki to wykrzykiwałam:
- Jestem zła i tupnę nogą - tupałam, a gdy to nie pomagało dodawałam - teraz tupnę drugą!! - a gdy to nie pomagało to zaczynałam płakać i krzyczeć.
Mama postanowiła mi trochę pomóc i mi wytłumaczyła, że nie warto tupać nogą. Teraz oznajmiam, że jestem zła, smutna, albo że mi przykro i staramy się rozmawiać. Mama też postanowiła restrykcyjniej wprowadzić system kar i nagród. Jak jestem niegrzeczna to mam karę np. nie oglądam dobranocki, a jak jestem grzeczna to oglądam. W sumie to mi się podoba jak jestem grzeczna bo i mama wtedy się więcej uśmiecha, nie krzyczy i nie denerwuje się na mnie, no i mogę oglądać dobranockę. Oprócz tego, że dużo się denerwowałam (od paru dni jest lepiej) to dużo też pytam. Pytania zaczynam: "dlacego??", "cemu??", "po co??", a pytam o wszystko (jeszcze do tego wrócę).

Dużo się działo, ale i teraz nie próżnujemy z mamą, a po dzisiejszym spacerze z Marychną ("My jesteśmy dwie Manie") jestem taaaaka ...aaaa... śpiąca....aaaa

2 komentarze:

  1. No nareszcie :)
    Muszę tu zaznaczyć że Tosia na zdjęciu ma genialna, żeby nie było że zajebistą czapkę.
    Maju zapomniałaś też o nowych słowach, których nauczyłaś się (nie dzięki Cioci ale dzięki rodzicom swym) pamiętasz jakie??

    OdpowiedzUsuń
  2. Czapeczka jest przepiękna i jest dziełem własnoręcznym cioci Adzi. Ciociu K. czy chodzi ci o "Misiek nie płacz kupię CI chechłacz"??
    Pamiętam jeszcze nowe słowo, które nauczył mnie wujek Śliwka.Pod wpływem dużej ilości czekolady (którą chciałaś mnie rozpieścić) dostałam nadmiaru energii i siedząc na barana u taty (jadąc tramwajem) skubałam mu brodę. Wujek to widząc powiedział "masakra". Bardzo spodobało mi się to słowo i jak papużka wykrzykiwałam "MASKARA, MASAKRA!!".

    OdpowiedzUsuń