niedziela, 5 grudnia 2010

Mikołaju Święty przynieś nam prezenty....

Dziś był wyjątkowy dzień. Mikołaj znowu sobie przypomniał o mnie, ale nie tylko :). Najpierw spotkali go ciocia Kasia i wujek Marcin i dał im prezent. Później podrzucił paczki w domku u babci Ani (dla Mikołaja, Maliwinki i dla mnie). Straszną frajdę mi sprawiły te upominki, ale jeszcze większą podglądnie tych co czekały na moich kochanych kuzynów. Super prezentem okazał się bilet do teatru na Świnki Trzy. To była moja druga wizyta w teatrze, ale tym razem siedziałam na parterze. Występujący aktorzy byli tak blisko, że początkowo się bałam, tym bardziej że wiedziałam o złym wilku. Zasłaniałam oczy piąstkami, albo wtulałam się w mamę. Ona próbowała mnie przekonać, że nic złego się nie dzieje i na scenie są miłe kolorowe zwierzątka (nawet mówiła, że to aktorzy). Powiedziała, że wilk mi nic złego nie zrobi, a w razie czego ona mnie uratuje. Niestety nic mnie nie przekonywało. Mama podstępem odchyliła mi jedno oczko i przytuliła się policzkiem do mojego policzka (tak się bałam trochę mniej). Po paru minutach odsłoniła mi drugie oczko i już było fajnie i się nie bałam. Niestety owieczka się przebrała za złego wilka i chciała nastraszyć świnki, które chorowały na nudę (i nic im się nie chciało robić, nawet wybudować sobie domków na zimę). Gdy pojawił się kostium wilka znowu zasłoniłam oczka. Później mama mi powiedziała, że już go nie ma za to na scenie tańczy krowa przebrana za wilka "ale to było zabawne". Zaśmiewałam się długo, a i mama się rozweseliła. Później musiałam siusiu, a jak wracałyśmy to z sali słychać było straszne dźwięki. Musiałam trochę poczekać, zanim zdecydowałam się wrócić do środka. Wróciłam i wcale nie żałowałam. Gdy już było po wszystkim głośno biłam brawo. To nie był koniec atrakcji. Potem na scenie pojawiły się śnieżynki i razem z nimi wywołaliśmy Świętego Mikołaja i jego brata (bardzo podobni do siebie). Mój kuzyn nie mógł usiedzieć na miejscu, a gdy śnieżynka powiedziała, że dla każdego dziecka jest paczka to od razu chciał po nią biec. Okazało się jednak, że jest lista i dzieciaki podchodziły po wyczytaniu. Miki (mój kuzyn) był dzielny i poszedł sam. Ja poszłam z mamusią, ale nie bałam się tak bardzo jak przed paroma dniami (jak wparował nam Święty przez okno). Podałam mu rączkę i odebrałam ciężką paczkę. Jaka byłam szczęśliwa widząc tyle słodyczy. Mikołaj (mój kuzyn) wykrzykiwał "ale mamy jedzenia", a ja od razu chciałam czegoś spróbować. Muszę powiedzieć, że Malwiniak też był bardzo dzielny, choć na początku się nie zapowiadało. Ciocia musiała wyjść na korytarz z Malwinką jeszcze zanim się przedstawienie zaczęło. Później się okazało się, że znalazły dobre miejsce na balkonie gdzie Malwiniak z przejęciem śledziła co dzieje się na scenie. Gdy wszystkie zwierzątka się kłaniały, a później zeszły ze sceny była bliska płaczu. "To był fajny dzień".
Zdjęcia zawdzięczamy wujkowi Marcinowi, któremu bardzo dziękujemy)

1 komentarz:

  1. Oh Ja ja w takich chwilach ci zazdroszczę Majeczko :) Też chce być dzieckiem, Też chce występy z Mikołajem I też chce od niego prezenty dostawać ....

    OdpowiedzUsuń