środa, 1 grudnia 2010

Zimowy gość

Zima nam się rozkręciła do tego stopnia, że bez sanek nie ruszamy się z domu, a i Świętemu Mikołajowi coś się pomyliło. W poniedziałek w nocy tatuń wrócił z pracy. Myślałam, że mi się śnił, ale rano jak otworzyłam oczy ciągle był. Bawiliśmy się i cały dzień  wołałam "tatuń pobawisz się ze mną?", "tatuś chodź pokażę Ci coś fajnego" itd... Wieczorem udaliśmy się do babci Ani i dziadka Marka na kolację. Bawiłam się w sklep gdy nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Ktoś kaszlał w najmniejszym pokoiku. Mama myślała, że to dziadek, ale ja coś czułam, że to nie on i się trochę wystraszyłam. Poszliśmy sprawdzić co tam się dzieje. W otwartym oknie na parapecie stał nie kto inny jak Święty Mikołaj. "Był strasznie bzytki i nie ladny bo miał białą blodę. Fioletowa byłaby ladna". Bardzo się wystraszyłam i schowałam się w objęciach babci bo mama wyciągnęła kamerę. Ja tak strasznie się bałam, że nie mogłam spojrzeć na gościa, a tym bardziej nie mogłam  mówić (choć wcześniej z mamą ćwiczyłyśmy jak to się gada z Mikołajem). Mikołaj pytał o różne rzeczy, ale ja tylko mogłam kręcić schowaną głową i nic więcej. Dopiero jak zrezygnowany Mikołaj stwierdził, że da mi prezent (ogromne pudło) to trochę się przełamałam. Podałam mu rękę, ale pierwsze słowa do niego z moich ust to "Idź sobie". Mama zaśpiewała piosnkę, bo ja nie dałam rady choć to co miałam śpiewać nie było trudne "Tralabum rum tum tum bum bum" z Kubusia Puchatka. Nagle Mikołaj stwierdził, że inne dzieci na niego czekają i musi już iść:
- Idź do Malwinika i Mikołaja i iiii do Gutka i Tosi. Tam jest taki domek dla lalek. Ja też chce taki domek. Mam taką balbi w domu... -powiedziałam
Później się pożegnaliśmy i w końcu mogłam otworzyć prezent. Wtedy wrócił tatuś, który poszedł do sklepu. Przegapił całą wizytę. Dziś rano taty już nie było. Znowu musiał jechać do pracy, a ja stwierdziłam, że Mikołaj jest fajny i kochany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz