niedziela, 28 kwietnia 2013

Wyprawa do Torunia

Kilka fotek z Torunia (ciężko pstrykać i upilnować dwóch kobietek)
Zaczęliśmy sezon wiosenno letni. Rowery zostały wyciągnięte, przewietrzone, pierwsze kilometry pokonane. Również pierwsza wyprawa podróżnicza za nami. Tatuń wybrał się na szkolenie do Torunia, a my postanowiłyśmy mu towarzyszyć. Przyjechaliśmy w czwartek w nocy. Rano tatuń pobiegł się uczyć, a my udałyśmy się na dłłuuuuuuuuugi spacerek. Przeszłyśmy przez rynki i poszłyśmy do ZOO. Jest ono malutkie więc nie było zbyt dużo chodzenia. Za to był plac zabaw, można było karmić kozy i owieczki, co nam bardzo się podobało. Lena postanowiła również wykorzystać moment nieuwagi mamy i wskoczyć do błotnistej kałuży. Na szczęście  były to sekundy i nie zdążyła się w błotku rozsiąść jak EMU. Gdy opuściłyśmy ogród zoobotaniczny Lena szybko usnęła. Mama zaprowadziła mnie do tańczącej fontanny. Miałyśmy szczęście bo trafiłyśmy na pokaz. Lenusi nie obudziła ani głośna muzyka, ani szum wody, czy hałas dobiegający z ulicy. Za to ja poznałam koleżankę (już kolejną bo w ZOO poznałam chyba 3) i biegałyśmy wkoło fontanny. Później miałyśmy wrócić do hotelu bo nie czułam już nóżek. Trafiłyśmy na jakiś objazd dla pieszych i mama postanowiła, że zrealizujemy jej pierwotny plan. Poszłyśmy do skansenu, gdzie najpierw odpoczęłyśmy w cieniu drzew. Później oglądałyśmy stare domki. Ja to bym zaglądnęła w każdą dziurę. Lena za mną krok w krok. Ja przez komin zaglądam, żeby niebo zobaczyć, Lena też "niebo" chce oglądać. Ja biedronki łapie, Lena obserwuje mnie bacznie. Taki mój drugi cień. Swoją drogą z cieniem to też mamy psikusa. Parę miesięcy temu Lena odkryła cień, ale cały czas ją intryguje. Czasami ją śmieszy, a czasami się go boi. Kiedyś na spacerze była bardzo oburzona, że przyczepił się do niej i idzie krok w krok za nią. Wracając do Torunia to ze skansenu udałyśmy się w stronę hotelu. Mi już brakło siły więc wsiadłam do wózka, a Lena siadła na moich kolanach. Wózek wytrzymał, a i mama dała radę. My się zregenerowałyśmy i w czekaniu na tatę brykałyśmy po placu zabaw. Później wróciliśmy do starego miasta, które było już przeludnione (w porównaniu do poranka) i udaliśmy się na obiadek. Później krótki spacerek i powrót do hotelu. Mama była pełna nadziei, że jak wsiądę do auta to szybko usnę. Wstałyśmy o 7 rano, z hotelu wyszłyśmy przed 9. Z Torunia wyjechaliśmy o 19. Czyli od 9 do 19 cały czas się spacerowaliśmy i przemieszczaliśmy się. W aucie usnęłam przed 21. Odkryłam bardzo ciekawe zajęcie. Liczenie do 100 jest bardzo wciągające. Zwłaszcza jak się człowiek pomyli i musi zacząć od nowa. Nie wiem jak znalazłam się we własnym łóżku. Lena podobno się obudziła w domu i kąpała się jeszcze, ale ona zdecydowanie dłużej spała w aucie. To był bardzo długi dzień.



Słówka Leny:
papam - przepraszam
kuń lub koń - koń, ale zdecydowanie częściej jest "haha"
bimbim- żurawina, rodzynki, a nawet spinki czy gumki do włosów (drobne rzeczy)
adun - raz, dwa, trzy (gdy bawimy się w chowanego)
ogoń - ogon
hosiem - osiem
gulas - golas
blum blum  -plum plum na basenie
myju myju - umyć coś
dol - gol
piii- ktoś śpi
Mika - Lenka zaakceptowała, że mama to Mika
 
PS. Bo w końcu Lenie udało się doświadczyć radości bycia na basenie. Jak była mała to ciągle była zasmarkana i jakoś ją to ominęło. W końcu rodzice w ramach "zmęczenia fizycznego Majki" (czyli mnie) wzięli nas do Tarnowskich Gór do aqua parku. Lena najpierw była spięta, trzęsła się jak galareta. Po kilku minutach czuła się już jak ryba w wodzie. Okazało się, że 2 godziny to mało.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Posie hama

 Najważniejsze wieści są takie, że na reszcie przyszła wiosna. Straszą, że jeszcze ma przyjść chłodny front bo w kwietniu to normalne. Póki co cieszymy się i delektujemy słoneczkiem, pierwszymi kwiatuszkami i pączkami. Coraz więcej spacerujemy, bawimy się na placach zbaw. Lenka upodobała sobie zjeżdżalnie "łi". W niedzielę odwiedziła nas ciocia Karinka i dziadek Janusz. Udało mi się wtedy zrobić parę zdjęć kwiatków. Poza tym ostatnio zapomniałam o kilku ważnych słowach Lenki. Gdy siadam tu i próbuję przypomnieć sobie wszystkie słówka jakie udało się jej powiedzieć mam ogromną pustkę w głowie, a później przypominają mi się:
posie - proszę -> przecież to takie ważne słowo. Lena już wie, że gdy go użyje to ciężko jej odmówić. "Mamo, posieee"
hama - sama -> To jest od tygodnia hit. Lena wszystko robi "hama". Nie pozwala się asekurować przy wspinaniu na schody, przy zjeżdżaniu ze zjeżdżalni. Gdy ktoś jest zbyt blisko odgania go rączkami "Ja hama", albo podnosi jeden palec do góry "hama".
No i znowu z mojej długiej listy zostały mi w głowie te dwa słowa. Może następnym razem coś sobie przypomnę.

piątek, 5 kwietnia 2013

Wspomnienie wiosennych Świąt


Święta już dawno za nami, a my tu ani słówkiem o tych wiosennych chwilach nie wspomniałyśmy. Zacznę od tego, że rodzice postanowili przed Świętami poodwiedzać rodzinkę i zawitaliśmy do Stalówki. Dobrze być tak często u babć i cioć bo człowiek się wtedy mniej wstydzi. Trzy dni minęły szybko i wróciliśmy do Częstochowy szykować się do Świąt Wielkanocnych. Wszyscy wyczekiwaliśmy też wiosny. Niestety, nie dość że nie nadeszła to jeszcze mieliśmy atak zimy.  Dobrze, że chociaż w domu zrobiło się zielono, żółto i jakoś tak jaśniej (mama w końcu umyła okna). Posiałyśmy rzeżuchę, mama nakupiła kwiatków, zrobiliśmy pisanki, wydmuszki. W domu wiosna, za oknem zima. W sobotę wyszło na chwilkę słonko więc przynajmniej wyprawa na Jasną Górę z koszyczkiem należała do przyjemnych. Później to już tylko sypało i sypało. Niedziela to ważny dzień bo wtedy przychodzi Zając z prezentami, co my dzieci bardzo lubimy. Nie jest to takie
MAPA

proste, bo on chowa te prezenty. Czasami zostawia ślady po których trzeba iść, a czasami mapę. Odszukanie prezentów zajęło mi parę minut. Jeden był w piekarniku, a drugi w pudle koło okna, ale ma pomysły ten Zając. Skarby znalezione szybko porzuciłyśmy na środku przedpokoju (w kolejnych dniach wypróbowałyśmy nasze nowe fanty). Śniadanko zjedliśmy w domu, a na obiad sankami wybraliśmy się do babci Ani i dziadka Marka. Wracając spotkaliśmy Maryśkę i Tomka, z mamami i patrzyłyśmy jak ciocie usypują bałwana łopatą. Śnieg nie chciał się kleić więc
ZDJĘCIA
musiały sobie jakoś radzić. W poniedziałek obudziła nas mama oblewając wodą. Była z siebie zadowolona. Zawsze tą ją budzono wodą, gdyż ona zawsze najdłużej spała. Lena była zdziwiona, zbierało jej się na płacz, ale gdy
pozwolono jej polać tatę uśmiech wrócił na jej buźkę. Po śniadanku wyszliśmy na podwórko i ulepiliśmy  wielkanocnego zająca. Najbardziej wykazał się tata gdyż my kręciłyśmy się na karuzeli i wspinałyśmy się na drabinki, w towarzystwie mamy. Popołudnie spędziliśmy u dziadków. Było miło poza momentami gdy dziadek, a później Mikołaj nas oblali wodą. Byłam bardzo rozczarowana, że mi się nie udało. Poza tym, co za frajda być polewanym, lepiej lać. No i tym sposobem Święta się skończyły, ja wróciłam do przedszkola, tata do pracy.




Słówka Leny:
potampotam- hipopotam (mamy ulubione)
Dzoldz- George, imię świnki z bajki. Na siebie Lena ciągle mówi "Ty" (chodź raz powiedziała "Ja", ale to pewnie przypadek) i nie powtarza swojego imienia.
Ni ma (nie ma); Nie chce- jak łatwo się domyślić nie ma, nie chcę
To AGA- baba Jaga (a przecież umie powiedzieć baba)
No i w końcu, od kilku dni powtarza łatwiejsze słówka jak się ją o to poprosi i jeśli jaśnie Lena ma na to chęć.

PS. Z okazji Świąt mama zaprzestała prób nocnikowych. Ponieważ podczas porządków przedświątecznych nasza Lenka zasikała dwa razy łóżko i raz krzesło, podłoga to była norma. Po Świętach, mama również nie podjęła prób chodzenia bez pieluchy. Przyznała wreszcie rację tacie, że to za wcześnie. Lenek robi kupkę na nocnik i to na razie musi nam wystarczyć.

czwartek, 21 marca 2013

Wiadomości ze Świata i z domu

Dziś będą wieści wieści ze Świata (ale nie tylko), których byłam świadkiem. Wszystko przez to, że mam problemy z zasypianiem. Gdy już Lenka zaśnie często zaczynam wędrówki, a to do łazienki, a to coś mnie boli, albo próbuję mamę namówić by pozwoliła mi pooglądać z nią film. Udaje się rzadko, mama twierdzi, że jest zbyt późno. Ja myślę że ona nie znosi mojego gadulstwa. Bo ja zadaję dużo pytań i jej się to nie podoba. Ostatnio przydreptałam z wymyśloną wcześniej sprawą, a tu proszę mama sama mnie zaprasza przed telewizor, mimo późnej pory. Okazało się, że wybrali nowego papieża. Usiadłam i patrzyłyśmy w telewizor, a mama była jakaś taka rozgadana. Opowiedziała mi o tym jak się wybiera papieża, o czarnym i białym dymie. Nawet pokazała ten drugi bo go też pokazywali. Ja podzieliłam się z mamą tym, że dzień wcześniej widziałam z mojego okna czarny dym. Wypytałam też mamę o Jana Pawła II, bo go kiedyś widziałam w telewizji. Później podziwiałam piękne okno i jeszcze piękniejsze zasłony, na które ciągle były robione zbliżenia. Tam miał się pojawić ten nowy papież. Później rozwinęli piękny dywan, a orkiestra zagrała smutną piosenkę. Mama nie wiedziała dlaczego jest smutna, a gdy spytałam czemu ten papież jest ubrany, a nie na golasa kazała zadzwonić do taty. Tata ochoczo mnie wysłuchał, ale nie zdążył mi opowiedzieć bo koniecznie musiałam mu opowiedzieć o mojej nowej szczoteczce do zębów i innych jeszcze ważniejszych sprawach.  
Tyle z dużego świata, a teraz coś z naszego małego domowego życia. Mama podjęła kolejną próbę nocnikowania Lenki. Tym razem się zawzięła i już od tygodnia mamy powódź w domu. Nie poddała się nawet, gdy tata po powrocie z pracy stwierdził że to nie ma sensu. Ja myślę inaczej, bo jednak po za zasikanymi ubraniami i kałużami w domu, są pewne sukcesy. Lena robi kupę na nocnik, z sikami też jest coraz lepiej. Tylko, że woła za późno i nim rodzicom uda się ją wysadzić to już jest po wszystkim. Mama oczywiście pyta ją co jakiś czas o siku, ale ona mówi, że nie. Czasami ich nabiera i woła "mamo, siiiiiiku", mama biegnie do niej, a ona się śmieje i mówi "nie". Teraz przejdę do spraw pogodowych. Dziś powinna przyjść wiosna, a jutro powinniśmy topić marzannę. Niestety coś u góry nawaliło, gdyż tu na dole leży gruba warstwa śniegu. Niby dziś słonko próbuję się jej pozbyć, ale mam pewne wątpliwości czy mu się to uda.


Nowe słówka Leny:
boje - boję się
baje- chcę oglądać bajki
cien- cień
dien- dzień (chyba gdy odsłaniamy rolety  robi się jasno)
bal- bal
mul- mur
A pij Moja Maju- Ah śpij kochanie 
pepłe- ciepłe
 
Szczyt oszczędności:
Mama zmieniała pieluchę Lenie (to już jakiś czas temu) i wycierała jej pupę (nie powiem z czego). Lenka domagała się chusteczek (a ona umie się tak domagać, że trudno jej odmówić) więc mama jej jedną dała. Lenka pomagała mamie wycierać się, a później przetarła sobie buzię.


Szczyt dorosłości:
Mama obiecała mi ścienne naklejki, pech chciał że były tylko z Hana Mothana. Mama mi tłumaczyła, że to dla starszych dzieci:
-To ile trzeba mieć lat, żeby oglądać ten film?
-Może 10, albo 13. Sama nie wiem, bo nie oglądałam tego filmu.
-Mamo, ale 13 lat to już dorosły ludź.

Wpływ rówieśników:
Byliśmy na meczu Mikołaja (mojego kuzyna). Wszyscy byli zajęci oglądaniem biegających chłopców (i dwóch dziewczyn) za piłką. Ja w tym czasie biegałam z małymi dziewczynkami (były młodsze i starsze) po holu. W końcu przybiegłam do rodziców bo zgłodniałam. Dostałam banana, którego chętnie zjadłam. Po paru minutach znowu przybiegam:
- Mamo, czy mogłabym dostać coś do jedzenia?
- Jadłaś przecież banana.
- Tak mamo, ale wszyscy jedzą coś niezdrowego i tylko ja jadłam coś zdrowego.



Po powrocie taty:
Budujemy z drewnianych klocków i klocków DUPLO.
Ja: Tato pobaw się ze mną.
Tata: No przecież się bawię.- odpowiada tata zajęty swoją budowlą
Ja: Tato, ty się bawisz sam.




sobota, 9 marca 2013

My kobietki trzy co robimy grrr

foto
Początek lub koniec, a także środek miesiąca oznacza jedno, wyjazd albo powrót taty. Obecnie w każdy pierwszy dzień miesiąca zostajemy z mamą same w domu. Wtedy w nasze życie wkrada się rutyna. Nie oznacza to nudy, ale że nie będzie przez ten czas dalszych wypraw. Natomiast spodziewać się możemy spacerów. Oczywiście wszystko to zależy od pogody. Niedawno na chwilę zagościła u nas wiosna. Przez trzy dni świeciło słonko i mogłyśmy długo spacerować. Nawet odwiedziłyśmy kilka placów zabaw. Ponieważ Maja jeszcze nie wróciła po feriach do przedszkola dlatego mam towarzystwo i wcale, a wcale się nie nudzę. Mama za to zaczyna narzekać. Wszystko przez to, że ja we wszystkim chcę naśladować moją starszą siostrę. Niestety ciągle zapominam, że co wolno Majce nie zawsze mi wychodzi na zdrowie. A Majka non stop gdzieś się wspina, gdzieś skacze. Mama ciągle ją prosi i błaga, ale niestety (dla mamy) do niej to nie dociera. Więc mama krzyczy, złości się i denerwuje. My w końcu przestajemy bo już lepiej więcej jej nie drażnić. Potem mama rozmawia i tłumaczy Majce (jej zawsze się obrywa) czemu tak nie można i dlaczego się tak zdenerwowała. Maja obiecuje, ale chwilę potem wpada na inny szatański pomysł. My mamę doprowadzamy do nerwów, a do tego przebija mi się kolejny ząbek i jestem rozdrażniona. Gdy tylko moja starsza siostra bierze coś w ręce ja pragnę to mieć. Nie proszę, a zaczynam jęczeć i płakać, a mama załamuje ręce i próbuje mi tłumaczyć, że Maja mi za chwilę da. Ile to ta chwila może trwać?? Jak długo mogę czekać?? Więc jęczę i płaczę, co czasami cieszy Majkę, a mamę doprowadza do szału. Po tej "chwili" najczęściej osiągam cel, ale wtedy Maja wtedy wchodzi na np. łóżko i skacze. Więc ja za nią i mama znowu w nerwach. Najbezpieczniej jest jak się bawimy np. klockami. Wtedy mama się nie złości bo klocków jest dużo, a zabawa na podłodze jest bezpieczna. Za to Maja się złości gdy jej coś popsuję. Lubię też zabawę w chowanego. Maja się chowa i wydaje śmieszne odgłosy, a ja jej szukam. Czasami ja chowam się z Mają i szuka nas mama. Bezpieczne i miłe jest też oglądanie książeczek i telewizora. Ten ostatni pomysł mama wykorzystuje najczęściej gdy robi śniadanie i kolacje. Ja i tak co chwilę przybiegam do kuchni krzycząc "am, am" albo "tić". Oczywiście robię to tak przekonywująco,  że zawsze wracam do Majki z jakąś zdobyczą. Często jesteśmy takie głodne, że kanapki zostawiamy. Nie gardzimy za to parówkami i jajecznicą. Kąpiel i kładzenie do łóżek jest bardzo przyjemne. Chociaż czasami mama też się denerwuje. Czyta nam książkę, a ja do póki piję mleko to jestem cicho. Później często robię sobie przerwę i zaczynam gadać i wyjmować zabawki (które stoją na półce obok mojego łóżka). Gdy gadam mama stara się czytać głośniej. Gorzej ma Majka, bo jak ona nie słucha to mama mówi, że w takim razie idzie do swoich spraw. Wtedy się trochę denerwuje, że słuchają ją tylko ściany. Więc wtedy Maja zaczyna płakać i prosić i mama oczywiście zostaje. Lecz gdy Maja dalej nie słucha mama mówi "dobranoc dziewczynki"  i wychodzi. Jak jestem śpiąca to idę spać, a gdy mam jeszcze siłę to wołam "Mamu, oć tu!". Gdy wołanie zawodzi to zaczynam płakać. Najlepiej płakać tak jakby coś nas bolało wtedy na pewno przyjdzie. Ja już mam wprawę i tylko jak Maja mnie rozśmiesza to mi nie wychodzi. Zaczęłam pisać o spacerach i nie skończyłam. Bardzo spodobało mi się na placach zabaw. Najlepszy jest konik jak się huśtamy z Mają. Ona tak robi że pupa mi podskakuje i mnie to bardzo bawi. Podoba mi się też piaskownica, ale tam trzeba pamiętać żeby wziąć jakieś zabawki. Wesoła sprawa jest też ze zjeżdżalnią i karuzelą. Co tu dużo gadać, niechętnie wracałam do domu. Oczywiście buntowałam się jak mogłam, krzyczałam, płakałam, ale wszystko na nic. Lubię też chodzić do biblioteki. Mama mnie tam czasem zabiera gdy idzie z Mają wymienić książki. Bardzo fajne miejsce. Pani wyciąga nam taką wielką kolorową walizkę z zabawkami, albo daje kolorowanki i kredki. Ostatnio nawet dała pisaki, a tego mama w domu nie pozwala. Chyba dlatego, że ja uwielbiam malować siebie (ale czasami też inne rzeczy ostatnio lustro i prześcieradło). Oczywiście jak tylko dostałam flamaster, a mama pomagała w czymś Majce to ja fiku miku i już sobie usteczka posmarowałam. Na szczęście na brązowo i wyglądałam jakbym miała brudną buzię od czekolady. Na koniec dostałyśmy po lizaku. Wyszłam z  biblioteki tylko dlatego, że mama obiecała jeszcze huśtawki. Ostatnio polubiłam rozmowy przez telefon. Wiecie mama gada, Maja gada z tatą, babcią, ciocią, dziadkiem. To i ja stwierdziłam, że mogę. Biorę telefon do ucha i urządzam sobie wędrówki po mieszkaniu i opowiadam:
-Alo, Alo Baba? Baba, baba
- Maja but (Maja włożyła buty i poszła)
-Dyń dyń dyń (Krecik dzwoni dzwoneczkiem) 
-Ta, ta
-Maja cyk, cyk (Mają włączyła światło)
I takie różne ciekawostki opowiadam, które rozumie tylko mama bo widzi na co akuratnie patrzę. Najpierw mama była dumna, że tak pięknie rozmawiam ze wszystkimi. Niestety teraz już nie jest. Gdy tylko widzę, że mama rozmawia to krzyczę i płaczę "alo, alo" i przykładam rączkę do ucha. Najbardziej mnie boli gdy Maja rozmawia, a ja nie. Wtedy muszę narobić hałasu i fiku miku telefon jest mój. Od paru dni mama rozmawia ze strasznym panem, a ja z nim nie chcę gadać bo on robi "łaaa".
Opowiem jeszcze jak to się ostatnio z mamą dogadałam. Zaczęło się od tego, że malowałyśmy farbami. Mama zapobiegawczo zostawiła mnie w samej pieluszce. Później wsadziła nas do wanny i umyła, ubrała. Oczywiście wcześniej posprzątała farbki i rozlaną wodę. Po kąpieli nalała nam soku i zabrała się za naleśniki (na życzenie Majki). Ja rozlałam sok na siebie i łóżko. Mama mnie rozebrała i stwierdziła, że bezpieczniej będzie dla nowej piżamki jak mi ją włoży po kolacji. Mama wróciła do robienia, a ja jedzenia naleśników. Po kilku minutach przychodzę do kuchni:
- Mamo tutu (i pokazuję na brzuszek)
- Boli Cię brzuszek?? -spytała zdziwiona mama  
- Nie mamo. Tutu miau, maiu (pokazuję na brzuszek)
- Masz kota w brzuchu? - pyta inteligentnie mama
- Niee mamoo. Tutu miau, miau. Maja tutu (pokazuję na brzuszek, później na stopy)
- Ubrać Ci piżamkę??
- Taaa mamo (należały się jej brawa)

Miau, miau dlatego że w ciągu dnia miałam podkoszulek z kotkiem

środa, 27 lutego 2013

FERIE


ZDJĘCIA
W przedszkolu panowały choroby  i tylko garstka dzieci chodziła, potem przyszły ferie i znowu nas ubyło. W drugim tygodniu zimowej przerwy tatuś wrócił z pracy i postanowili z mamą, że trzeba się gdzieś wybrać. Zrobić nam ferie zimowe. Zabrali nas do Stalowej Woli do prababć, cioć, wujków i psów. Ja zawsze mam tremę przed takimi spotkaniami. Najpierw się zapieram, że nie chcę, że nie lubię, a na koniec trudno mnie wyciągnąć i jeszcze wymuszam obietnice o szybkim powrocie w to miejsce. Lena też ma taką tremę, a objawia się ona tym, że szuka towarzystwa mamy i jeszcze do tego marudzi. Więc mama nie bardzo odpoczęła podczas tych zimowych ferii u rodziny. Za to wszyscy byliśmy zadowoleni, że udało nam się z wszystkimi spotkać i spędzić miło czas. Do tego zima zaatakowała ostro opadami śniegu, ale zapomniała o niskiej temperaturze. Na skutek tych warunków pogodowych w końcu udało nam się ulepić bałwana, ba nawet dwa. Pomagała nam ciocia Daga, a wujek Tomek musiał rzucać śnieżki Wice bo ona miała straszną ochotę rzucić się na nasze dzieło. Na koniec pozwoliliśmy jej wykopać dziurę w brzuchu wielkiego bałwana. Mały pozostał na straży domu wujka i cioci. Trzy dni szybko zleciały i zapakowaliśmy się znowu do autka. Po drodze odwiedziliśmy naszych przyjaciół w Rudniku nad Sanem. Zanim na dobre zaczęłam bawić się z Tośką znowu kazali nam jechać. Gdy wsiedliśmy do auta było już ciemno, a my byłyśmy zmęczone więc nawet szybko usnęłyśmy. O 21 byliśmy w Krakowie, u babci Krysi. Poszłyśmy spać grubo po 23, a ja miałam najwięcej do powiedzenia. W domu panowały już ciemności i zapadła cisza przerywana moimi gadułkami. W niedzielę rodzice zostawili mnie i Lenę u babci i pojechali na narty. To była pierwsza noc Lenki bez mamy. Wszyscy mieli wątpliwości jak Lena zniesie taką rozłąkę. Okazało się, że znakomicie. Przestała marudzić, czym zaskoczyła ciocię Karinkę. Bo ona to już myślała, że nasz Leon to świata za mamą nie widzi. Oczywiście gdy tylko rodzice wrócili, powróciła również marudząca Lena. Tak minęły nam pięciodniowe ferie zimowe. Rodzice mięli nieco więcej frajdy bo byli na nartach. 

Pojechali do Szczyrku, który przywitał ich temperaturą 7 stopni na plusie. Wszystko kapało, a gdy wyszli na narty zaczęło lać. Stwierdzili, że mimo złej pogody zjadą chociaż trzy razy. Gdy wpinali swój historyczny sprzęt (mama swoje narty dostała w 5 klasie i miały nadal dziecięce wiązania do 35 kg, a taty są jeszcze starsze), niektórzy nawet przystawali by popatrzeć, z mamy narty wypadła sprężynka. Mamie zakręciła się łezka w oku. Dobrze, że teraz są wypożyczalnie i szybko miała deski zastępcze. Po tym wydarzeniu wszystko się już poukładało. Pogoda się uspokoiła, a pusty stok i brak kolejek do wyciągu wynagrodził rodzicom kiepski początek. Po tych kilku dniach ferii wróciliśmy do domu, a ja się rozchorowałam więc dalej mam przerwę od przedszkola.

O bezinteresownej miłości:
Maja:Babciu, ja Cię kocham najbardziej ze wszystkich babć jakie kiedykolwiek miałam.
Prababcia Stasia D.: Ja Ciebie też bardzo kocham Majeczko.
M: A wiesz czemu ja Cię tak kocham?
PSD: Nie, czemu Majeczko?
M: Bo masz taki fajny bujany fotel.

Moja mama, ciocia Daga i ciocia Karinka jak były małe miały jeszcze gorsze pomysły. Pytały babcię kiedy umrze bo one by chciały podzielić się jej pierścionkami i oczywiście rezerwowały sobie biżuterię, co która weźmie.

O tęsknocie:
Mama w górach, my u babci Krysi (rozmowa telefoniczna):
Mama: Majeczko, mamusia bardzo tęskni za Tobą. A ty tęsknisz trochę za nami?
Maja: Tak mamusiu, tęsknie.
Mama: My już kończymy jeździć i będziemy wracać do domku.
Maja: Nie mamusiu. Jeździj i jeździj jeszcze z tatusiem. Tak bardzo długo...

Na koniec dodam, że już nie jestem Jają dla Lenki, tylko Mają.

piątek, 22 lutego 2013

1,5 roku Lenki

ZDJĘCIA
Lenka ma już 1,5 roku i chyba czas najwyższy na podsumowania. Obecny jej wzrost to ponad 82 cm, dokładna miara jest ciężka do uzyskania ponieważ Lena nie chce stać spokojnie. Waga nie przekracza 11 kg. Na głowie ma nieco bujniejszą czuprynę niż w swoje pierwsze urodziny, ale o kucykach, gumeczkach, spineczkach może nadal marzyć. Zachwyca nas swoją bystrością i poczuciem humoru. Nie ma takiej łatwości powtarzania nowych słówek jaką ja miałam, ale za to jest  bardzo spostrzegawcza. Mam taki atlas zwierząt z magnesami. Na każdej stronie jest mapa jakiegoś kontynentu i przykładowe zwierzątka, które tam mieszkają. Część zwierząt jest narysowana delikatnie, aby dziecko mogło znaleźć odpowiedni magnesik z podobizną zwierzaka. Lence przypadła do gustu ta książeczka, a właściwie magnesiki. Pewnego dnia mama rozłożyła ładnie magnesy i razem z Lenką szukały i przyklejały magnesy w odpowiednie miejsca. Zabawa bardzo się spodobała i powtórzyła może jeszcze ze dwa razy. Po paru dniach jakie było mamy zdziwienie gdy Lenka sama odnalazła Pumę i przyczepiła w odpowiednim miejscu. Teraz mama mówi:
- Lenka daj URSONA.
- Oooo akuku jest. - co mniej więcej znaczy "Ooooo widzę go, jest tu."
Ostatnio postanowiła spróbować zamknąć drzwi na klucz. Wzięła stopień i pęk kluczy. Wspięła się do drzwi wejściowych. Oczywiście nie dała rady trafić kluczem do dziurki, ale zaskoczyła nas że wybrała dobry klucz. Może był to przypadek, ale powtórzył się jeszcze trzykrotnie. Kiedyś mama zostawiła Lenkę i tatę samych w domu i pojechała coś załatwić. Później oni mieli przyjechać po nią w umówione miejsce. Tata później opowiadał jak to ubierał Lenkę:
-Lenko, gdzie ty masz spodnie?
-Choć
Wzięła tatę za rękę i zaprowadziła do szafki i wyciągnęła zimowe spodnie.
Innym przykładem jak dobrym obserwatorem jest Lenka jest fakt, że gdy bierze telefon mamy, albo taty to dotyka ekranu z taką swobodą jakby wiedziała co robi. Nabiera też wprawy w rozmowach telefonicznych z tatą:
 -Tata? ooo tata!!
-Tak to tata, a z kim rozmawiam?
-Tyi - tu Lenka wskazuje na siebie rączką. Przecież wszyscy mówią "Ty Lenka".
- Co się tam u was dzieje?
-Jaja brrmbrrm baba - w tłumaczeniu: Maja pojechała z babcią autem do przedszkola.
- A ty co robisz??
- Pupa.- co oznacza "Robię kupę" lub "Robię siku"
No właśnie z tym sikaniem to też jest osobna historia. Lena już kilkukrotnie udowodniła, że umie zawołać zanim się załatwi, ale nie chce robić TYCH spraw na nocniku. Bardzo się spina gdy każą jej siadać na nocnik. Ostatnio była u nas babcia Krysia i zrobiły z mamą straszną gafę. Szły na zakupy, a ja byłam w przedszkolu. Moja mama zdjęła Lenie pieluchę i naciągnęła getry na gołą pupę i poszła gdzieś na chwilkę. Babcia Krysia w tym czasie ubrała Lenie grube spodnie i poszły. Dwie godziny później, w domu Lena się coś kręciła po łazience:
- siku
- Tak Lenko tu się robi siku.
Później Lenek przyszła do kuchni i nagle z przerażeniem ozjamiła
- Puppa, pupa.
Mama patrzy, a na ziemi kałuża. Okazało się, że Lena poszła na spacer bez pieluchy...
 To, że stara się mnie we wszystkim naśladować to już chleb powszedni. Ciągle mama się denerwuje:
- Maja nie wchodź tam; Maja nie rób tak, bo zaraz Lena będzie powtarzać.
No i tak się właśnie dzieje. Podejrzała mnie jak wchodzę na wiklinowy kosz pod oknem i teraz namiętnie wspina się i ogląda auta, tramwaje i spacerujących ludzi z psami. Lena jest zachwycona, ale mama się boi że Lenek spadnie i się potłucze.
No i wspominałam o tym jak to Lenka umie nas rozbawić:
Mama - Lenko powiedz PANI
Lena   - Pam
M - Lenko, nie PAN tylko PANI, tam jest Iiiiiii.
L - Pam
M- Lenko umiesz powiedzieć PANI??
L- Ta mamo
M- To powiedz PANIiiiiiii
L- Nie mamo
M- To chyba nie umiesz.
cisza
L- Mamoooo
M- Tak Lenko??
L- Iiiiiii

Tata ogląda książkę z Lenką:
L- To to??
T- To pajacyk, powiedz PA-JA-CYK.
L- TATA,