piątek, 5 kwietnia 2013

Wspomnienie wiosennych Świąt


Święta już dawno za nami, a my tu ani słówkiem o tych wiosennych chwilach nie wspomniałyśmy. Zacznę od tego, że rodzice postanowili przed Świętami poodwiedzać rodzinkę i zawitaliśmy do Stalówki. Dobrze być tak często u babć i cioć bo człowiek się wtedy mniej wstydzi. Trzy dni minęły szybko i wróciliśmy do Częstochowy szykować się do Świąt Wielkanocnych. Wszyscy wyczekiwaliśmy też wiosny. Niestety, nie dość że nie nadeszła to jeszcze mieliśmy atak zimy.  Dobrze, że chociaż w domu zrobiło się zielono, żółto i jakoś tak jaśniej (mama w końcu umyła okna). Posiałyśmy rzeżuchę, mama nakupiła kwiatków, zrobiliśmy pisanki, wydmuszki. W domu wiosna, za oknem zima. W sobotę wyszło na chwilkę słonko więc przynajmniej wyprawa na Jasną Górę z koszyczkiem należała do przyjemnych. Później to już tylko sypało i sypało. Niedziela to ważny dzień bo wtedy przychodzi Zając z prezentami, co my dzieci bardzo lubimy. Nie jest to takie
MAPA

proste, bo on chowa te prezenty. Czasami zostawia ślady po których trzeba iść, a czasami mapę. Odszukanie prezentów zajęło mi parę minut. Jeden był w piekarniku, a drugi w pudle koło okna, ale ma pomysły ten Zając. Skarby znalezione szybko porzuciłyśmy na środku przedpokoju (w kolejnych dniach wypróbowałyśmy nasze nowe fanty). Śniadanko zjedliśmy w domu, a na obiad sankami wybraliśmy się do babci Ani i dziadka Marka. Wracając spotkaliśmy Maryśkę i Tomka, z mamami i patrzyłyśmy jak ciocie usypują bałwana łopatą. Śnieg nie chciał się kleić więc
ZDJĘCIA
musiały sobie jakoś radzić. W poniedziałek obudziła nas mama oblewając wodą. Była z siebie zadowolona. Zawsze tą ją budzono wodą, gdyż ona zawsze najdłużej spała. Lena była zdziwiona, zbierało jej się na płacz, ale gdy
pozwolono jej polać tatę uśmiech wrócił na jej buźkę. Po śniadanku wyszliśmy na podwórko i ulepiliśmy  wielkanocnego zająca. Najbardziej wykazał się tata gdyż my kręciłyśmy się na karuzeli i wspinałyśmy się na drabinki, w towarzystwie mamy. Popołudnie spędziliśmy u dziadków. Było miło poza momentami gdy dziadek, a później Mikołaj nas oblali wodą. Byłam bardzo rozczarowana, że mi się nie udało. Poza tym, co za frajda być polewanym, lepiej lać. No i tym sposobem Święta się skończyły, ja wróciłam do przedszkola, tata do pracy.




Słówka Leny:
potampotam- hipopotam (mamy ulubione)
Dzoldz- George, imię świnki z bajki. Na siebie Lena ciągle mówi "Ty" (chodź raz powiedziała "Ja", ale to pewnie przypadek) i nie powtarza swojego imienia.
Ni ma (nie ma); Nie chce- jak łatwo się domyślić nie ma, nie chcę
To AGA- baba Jaga (a przecież umie powiedzieć baba)
No i w końcu, od kilku dni powtarza łatwiejsze słówka jak się ją o to poprosi i jeśli jaśnie Lena ma na to chęć.

PS. Z okazji Świąt mama zaprzestała prób nocnikowych. Ponieważ podczas porządków przedświątecznych nasza Lenka zasikała dwa razy łóżko i raz krzesło, podłoga to była norma. Po Świętach, mama również nie podjęła prób chodzenia bez pieluchy. Przyznała wreszcie rację tacie, że to za wcześnie. Lenek robi kupkę na nocnik i to na razie musi nam wystarczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz