Dziś będą wieści wieści
ze Świata (ale nie tylko), których byłam świadkiem. Wszystko przez to, że mam
problemy z zasypianiem. Gdy już Lenka zaśnie często zaczynam
wędrówki, a to do łazienki, a to coś mnie boli, albo próbuję
mamę namówić by pozwoliła mi pooglądać z nią film. Udaje się
rzadko, mama twierdzi, że jest zbyt późno. Ja myślę że ona nie znosi
mojego gadulstwa. Bo ja zadaję dużo pytań i jej się to nie
podoba. Ostatnio przydreptałam z wymyśloną wcześniej sprawą, a
tu proszę mama sama mnie zaprasza przed telewizor, mimo późnej
pory. Okazało się, że wybrali nowego papieża. Usiadłam i
patrzyłyśmy w telewizor, a mama była jakaś taka
rozgadana. Opowiedziała mi o tym jak się wybiera papieża, o
czarnym i białym dymie. Nawet pokazała ten drugi bo go też
pokazywali. Ja podzieliłam się z mamą tym, że dzień wcześniej
widziałam z mojego okna czarny dym. Wypytałam też mamę o Jana
Pawła II, bo go kiedyś widziałam w telewizji. Później
podziwiałam piękne okno i jeszcze piękniejsze zasłony, na które
ciągle były robione zbliżenia. Tam miał się pojawić ten nowy
papież. Później rozwinęli piękny dywan, a orkiestra zagrała
smutną piosenkę. Mama nie wiedziała dlaczego jest smutna, a gdy
spytałam czemu ten papież jest ubrany, a nie na golasa kazała
zadzwonić do taty. Tata ochoczo mnie wysłuchał, ale nie zdążył
mi opowiedzieć bo koniecznie musiałam mu opowiedzieć o mojej nowej
szczoteczce do zębów i innych jeszcze ważniejszych sprawach.
Tyle
z dużego świata, a teraz coś z naszego małego domowego życia.
Mama podjęła kolejną próbę nocnikowania Lenki. Tym razem się
zawzięła i już od tygodnia mamy powódź w domu. Nie poddała się
nawet, gdy tata po powrocie z pracy stwierdził że to nie ma sensu.
Ja myślę inaczej, bo jednak po za zasikanymi ubraniami i kałużami
w domu, są pewne sukcesy. Lena robi kupę na nocnik, z sikami też
jest coraz lepiej. Tylko, że woła za późno i nim rodzicom uda się
ją wysadzić to już jest po wszystkim. Mama oczywiście pyta ją co
jakiś czas o siku, ale ona mówi, że nie. Czasami ich nabiera i
woła "mamo, siiiiiiku", mama biegnie do niej, a ona się
śmieje i mówi "nie". Teraz przejdę do spraw pogodowych.
Dziś powinna przyjść wiosna, a jutro powinniśmy topić marzannę.
Niestety coś u góry nawaliło, gdyż tu na dole leży gruba warstwa
śniegu. Niby dziś słonko próbuję się jej pozbyć, ale mam pewne
wątpliwości czy mu się to uda.
Tyle
z dużego świata, a teraz coś z naszego małego domowego życia.
Mama podjęła kolejną próbę nocnikowania Lenki. Tym razem się
zawzięła i już od tygodnia mamy powódź w domu. Nie poddała się
nawet, gdy tata po powrocie z pracy stwierdził że to nie ma sensu.
Ja myślę inaczej, bo jednak po za zasikanymi ubraniami i kałużami
w domu, są pewne sukcesy. Lena robi kupę na nocnik, z sikami też
jest coraz lepiej. Tylko, że woła za późno i nim rodzicom uda się
ją wysadzić to już jest po wszystkim. Mama oczywiście pyta ją co
jakiś czas o siku, ale ona mówi, że nie. Czasami ich nabiera i
woła "mamo, siiiiiiku", mama biegnie do niej, a ona się
śmieje i mówi "nie". Teraz przejdę do spraw pogodowych.
Dziś powinna przyjść wiosna, a jutro powinniśmy topić marzannę.
Niestety coś u góry nawaliło, gdyż tu na dole leży gruba warstwa
śniegu. Niby dziś słonko próbuję się jej pozbyć, ale mam pewne
wątpliwości czy mu się to uda.Nowe słówka Leny:
boje - boję się
baje- chcę oglądać bajki
cien- cień
dien- dzień (chyba gdy odsłaniamy rolety robi się jasno)
bal- bal
mul- mur
A pij Moja Maju- Ah śpij kochanie
pepłe- ciepłe
Szczyt oszczędności:
Mama zmieniała pieluchę Lenie (to już jakiś czas temu) i wycierała jej pupę (nie powiem z czego). Lenka domagała się chusteczek (a ona umie się tak domagać, że trudno jej odmówić) więc mama jej jedną dała. Lenka pomagała mamie wycierać się, a później przetarła sobie buzię.
Szczyt dorosłości:
Mama obiecała mi ścienne naklejki, pech chciał że były tylko z Hana Mothana. Mama mi tłumaczyła, że to dla starszych dzieci:
-To ile trzeba mieć lat, żeby oglądać ten film?
-Może 10, albo 13. Sama nie wiem, bo nie oglądałam tego filmu.
-Mamo, ale 13 lat to już dorosły ludź.
Wpływ rówieśników:
Byliśmy na meczu Mikołaja (mojego kuzyna). Wszyscy byli zajęci oglądaniem biegających chłopców (i dwóch dziewczyn) za piłką. Ja w tym czasie biegałam z małymi dziewczynkami (były młodsze i starsze) po holu. W końcu przybiegłam do rodziców bo zgłodniałam. Dostałam banana, którego chętnie zjadłam. Po paru minutach znowu przybiegam:
- Mamo, czy mogłabym dostać coś do jedzenia?
- Jadłaś przecież banana.
- Tak mamo, ale wszyscy jedzą coś niezdrowego i tylko ja jadłam coś zdrowego.
Po powrocie taty:
Budujemy z drewnianych klocków i klocków DUPLO.
Ja: Tato pobaw się ze mną.
Tata: No przecież się bawię.- odpowiada tata zajęty swoją budowlą
Ja: Tato, ty się bawisz sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz