Zima, wiosna, zima, wiosna i tak w kółko... Zresztą i tak nie mam czym jeździć na spacery. Rodzice postanowili kupić wózek i wszystko było na dobrej drodze. Nawet zdążyliśmy do sklepu (2 min przed zamknięciem). Tylko było jedno ALE, nie było takiego koloru jaki im się zamarzył i czekamy na nową dostawę. Także jesteśmy zdani na zabawy w domu i ewentualną jazdę autkiem... Ja to całymi dniami szaleję po dużym pokoju, zwiedzam zakamarki (jeszcze nie na czworaka, ale mam swoje sposoby). Mam niezły humor i ciągle się uśmiecham. Czasami mnie zęby wkurzają, bo chyba będę mieć więcej niż cztery (i po co tyle??).
od mamy:
Dochodzi 23:30, Maja od 30 minut urzęduje i wcale nie ma zamiaru wrócić do łóżka...hmmm...
Ja wrzucam jeszcze króciutki filmik.
Blog dla moich bliskich, którzy są daleko i nie mogą na co dzień patrzeć jak rośniemy.
wtorek, 24 marca 2009
czwartek, 19 marca 2009
Długo nie pisałam, bo nie było mnie w domku. Zacznę od początku.
W piątek (13.III) odbyła się oficjalna kolacja z toastami na cześć nowego członka rodziny - Malwinka. Oj działo się... Ona w sumie wszystko przespała i przejadła. My z Mikołajem szaleliśmy na całego. Bawiliśmy się klockami i w ganianego... Później mi się dobrze spało ;).
W sobotę mama spakowała walizkę i wyruszyliśmy w podróż. Jechaliśmy strasznie dłuuuugo. Ja w sumie przespałam większość drogi, ale ostatnie 50 km urzędowałam. Mama mówi, że byłam dzielna. Dojechaliśmy do Rudnika nad Sanem, a tam było dużo nowych cioć wujków i co najważniejsze dzieci (Gutek, Ola i Jaś). Co prawda ja byłam najmłodsza, ale i tak super się bawiliśmy. Ponieważ była ładna pogoda to udało nam się wyjść na spacer, mimo zmęczenia Gutka. W niedzielę wiosna zrobiła nam smaka. Świeciło słonko i było cieplutko. Wyciągnęliśmy wózek i ruszyliśmy na spacerek. Ja nie wiem co się dzieło bo zrobiło mi się cieplutko i jeszcze kołysało więc oczka mi się zamknęły szybciutko (podobno spałam z godzinkę w ogrodzie). W poniedziałek zima przypomniała sobie, że jest dopiero marzec i zamknęła nas w domu. Wyruszyliśmy do Stalowej Woli, żeby odwiedzić dwie prababcie i pradziadka, ciocię Agę i Kacperka. No i w środę wróciliśmy do domku. Ja się bardzo stęskniłam za moimi zabawkami. Było bardzo fajnie, ale w domku jest najlepiej :)...
Od mamy:
Wszelkie reklamacje przyjmę w komentarzach, rozpatrzę i pewnie odrzucę...
I jeszcze dla wytrwałych krótki filmik (o jakości niezadowalającej- napisy są niewyraźne...)
środa, 11 marca 2009
poniedziałek, 9 marca 2009
Jak ja nie lubię tych poniedziałków. Zawiało nudą ;)... Mama wyciągnęła mnie na spacer bo "ładna pogoda". Fakt w słońcu było ciepło i miło, gorzej było gdy to słońce świeciło mi prosto w oczy. Nawet nie mam jak ich sobie zasłonić bo w tym kombinezonie to jestem jak bałwan (prawie się ruszać nie mogę). Do tego ten wiatr brrr. I po co było wychodzić?? Byłyśmy w parku, a tam ludzie siedzą na ławeczkach i udają, że jest wiosna. Przecież tak nie wystraszą tej zimy. Może by Marzanna pomogła?? Nawet wiewiórki dały się nabrać na tę "WIOSNĘ". Wyszły ze swych ukryć i buszują już po parku. Pewnie śpiewające ptaki je zmyliły, albo te bazie. Tak czy siak ja wam mówię mamy jeszcze zimę...
niedziela, 8 marca 2009
Za nami intensywny weekend. Co prawda pogoda uziemiła nas w domu, ale wizyta cioci Kariny była wystarczającą rekompensatą. Śmiechom i chichom nie było wręcz końca. Szkoda, że w nocy się nie chciała ze mną bawić (bo ja specjalnie się budziłam w środku nocy)... Jedyną większą atrakcją od cioci była wizyta w supermarkecie. Ile tam się dzieje, tyle ludzi i różnych ciekawych rzeczy. Ciekawe czemu rodzice częściej mnie tam nie zabierają?? Warto też dodać, że mama była w teatrze i wygrała kurs salsy w losowaniu z okazji dnia KOBIET. Szkoda, że nie trafi 6 w totka ;). Nagrodę musi jednak oddać, a znalezienie chętnego nie należało do najprostszych - panowie są zdecydowanie na NIE!! Udało się...
piątek, 6 marca 2009
Co nowego?
Po pierwsze nie mamy (tzn mamy, ale o tym zaraz) na czym uwieczniać jak rosnę bo tata wziął aparat do pracy. Na szczęście wraca za tydzień więc to się zmieni. Po drugie w międzyczasie jak tu nie pisałam i jak pojechał tata to byłam z mamą u Malwinki i cioci Kasi. Rzeczywiście jest strasznie malutka i chudziutka (ciocia musi ją koniecznie dokarmić). Ma długie rączki, nóżki i malutkie dłonie (a paluszki takie cienkie jak zapałeczki). Hmm strasznie dużo śpi, ale podobno to u NAS normalne w pierwszym miesiącu. Później się ponoć rozkręci... Po trzecie dziś podjęłam ewidentną próbę raczkowania. Podnosiłam pupę i brzuszek do góry. Ciężko się tak utrzymać i przemieszczać. Jak będę ćwiczyć to w końcu wyjdzie, a wtedy to biedni Ci moi rodzice. KLIKAJĄC TU powinien być krótki film z moich prób (mówiłam, że mamy). Teraz będzie po czwarte i najważniejsze - już tęsknie za tatą...
Po pierwsze nie mamy (tzn mamy, ale o tym zaraz) na czym uwieczniać jak rosnę bo tata wziął aparat do pracy. Na szczęście wraca za tydzień więc to się zmieni. Po drugie w międzyczasie jak tu nie pisałam i jak pojechał tata to byłam z mamą u Malwinki i cioci Kasi. Rzeczywiście jest strasznie malutka i chudziutka (ciocia musi ją koniecznie dokarmić). Ma długie rączki, nóżki i malutkie dłonie (a paluszki takie cienkie jak zapałeczki). Hmm strasznie dużo śpi, ale podobno to u NAS normalne w pierwszym miesiącu. Później się ponoć rozkręci... Po trzecie dziś podjęłam ewidentną próbę raczkowania. Podnosiłam pupę i brzuszek do góry. Ciężko się tak utrzymać i przemieszczać. Jak będę ćwiczyć to w końcu wyjdzie, a wtedy to biedni Ci moi rodzice. KLIKAJĄC TU powinien być krótki film z moich prób (mówiłam, że mamy). Teraz będzie po czwarte i najważniejsze - już tęsknie za tatą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)